środa, 13 lutego 2008

Narzędzia

Właśnie spotkanie z żywym Bogiem pozwala właściwie spojrzeć na człowieka, na bliźniego, ale i na siebie samego. Papież przypomina (por. RH 10), co jest naszym pierwszym powołaniem, naszą naturą: to miłość. Kochać, dawać siebie w całopalnej ofierze nie jest wyrzeczeniem czy „poświęcaniem się” – to nasza natura. I chociaż poranieni przez grzech nie umiemy kochać, w Chrystusie odnajdujemy Przewodnika i Zbawcę, który przywraca nam tę pierwotną zdolność kochania, to pierwotne podobieństwo do Boga, który jest samą miłością.

Czas Wielkiego Postu jest nazywany czasem wyrzeczenia i pokuty, i poniekąd słusznie, bo są to narzędzia, które trzeba wykorzystać dla wewnętrznego wzrostu. One rzeczywiście pomagają. Ale niedobrze by było, gdybyśmy pomylili owe narzędzia z celem, jakiemu mają służyć – z nawróceniem, a więc z powrotem do pierwotnej miłości. Ten zaś dokonać się może tylko w Chrystusie.

wtorek, 12 lutego 2008

Zobaczyć człowieka

Zaprosili mnie znowu do TVP, do "Między niebem a ziemią". Rozmawialiśmy o szczęściu, czym jest i czym nie jest, dlaczego człowiek do niego dąży, i czy to dobrze, że dąży. Rozmowa była trochę nieskładna, bo prowadzący, mimo moich starań cały czas używał określenia "szczęście" we wszystkich możliwych znaczeniach, bez względu na to, czy miało to sens, czy nie.
Przede wszystkim mylone było szczęście z zadowoleniem. Szczęście jest stanem ostatecznego spełnienia, lub w najlepszym razie poczuciem, że się jest na najlepszej drodze do osiągnięcia tego spełnienia. Z kolei zadowolenie (w różnym stopniu i z różnych powodów) jest stanem krótkotrwałym i wynikającym z konkretnych wydarzeń, o zewnętrznym zasadniczo charakterze. Przy takiej definicji pojęć szczęście może człowiek osiągnąć jedynie w Bogu, bo tylko On może go doprowadzić do ostatecznego spełnienia. Jednocześnie owo szczęście nie jest związane w sposób konieczny z zadowoleniem jako takim. Co więcej, można być szczęśliwym mimo poważnych braków, chorób i cierpień.
Kiedy uczestnicząca w programie pani Psycholog usłyszała o Bogu, zawrzał niemal gniewem i autorytatywnie stwierdziła, że wiara w Boga w sposób nieunikniony prowadzi do niewiary w człowieka, deprecjonuje go i lekceważy. Prawdę mówiąc lekko się tym stwierdzeniem zdziwiłem, bo poza tą kwestią p. Psycholog zasadniczo wypowiadała się mądrze i ciekawie, bez jakiś politycznie poprawnych zadęć i lewacko-liberalnych pomysłów.
Przypomniały mi się wtedy słowa z "Redemptor hominis" niezapomnianego Jana Pawła II, gdzie pisze, że "człowiek nie może żyć bez miłości. Człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą, jego życie jest pozbawione sensu, jeśli nie objawi mu się Miłość, jeśli nie spotka się z Miłością, jeśli jej nie dotknie i nie uczyni w jakiś sposób swoją, jeśli nie znajdzie w niej żywego uczestnictwa. I dlatego właśnie Chrystus-Odkupiciel, jak to już zostało powiedziane, "objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi". To jest ów - jeśli tak wolno się wyrazić - ludzki wymiar Tajemnicy Odkupienia. Człowiek odnajduje w nim swoją właściwą wielkość, godność i wartość swego człowieczeństwa. Człowiek zostaje w Tajemnicy Odkupienia na nowo potwierdzony, niejako wypowiedziany na nowo. Stworzony na nowo! [...] Człowiek, który chce zrozumieć siebie do końca - nie wedle jakichś tylko doraźnych, częściowych, czasem powierzchownych, a nawet pozornych kryteriów i miar swojej własnej istoty - musi ze swoim niepokojem, niepewnością, a także słabością i grzesznością, ze swoim życiem i śmiercią, przybliżyć się do Chrystusa. Musi niejako w Niego wejść z sobą samym, musi sobie "przyswoić", zasymilować całą rzeczywistość Wcielenia i Odkupienia, aby siebie odnaleźć. Jeśli dokona się w człowieku ów dogłębny proces, wówczas owocuje on nie tylko uwielbieniem Boga, ale także głębokim zdumieniem nad sobą samym" (RH 10).
I pomyślałem sobie, że p. Psycholog, przy całym swoim profesjonalizmie, jednak nie rozumie człowieka. A szkoda, bo mogłaby pomóc jeszcze więcej. Bo prawdą jest, że dopiero miłość Boga objawiona w Chrystusie - nade wszystko w Jego misterium paschalnym - pokazuje, kim człowiek jest: kim jest w oczach Boga i kim ma się stać w naszych, ludzkich oczach.