piątek, 13 czerwca 2008

List od położnej

Dostałem dzisiaj od znajomej położnej list. Umieszczam go poniżej w całości jako świadectwo kobiety, która broni życia, która chce pomóc 14 letnie Agacie, i każdej dziewczynie, kobiecie w podobnej sytuacji obronić życie, które nosi w swoim łonie.

* * *

Jestem mamą dorosłego syna i dorastającej córki, jestem też położną. I jestem przerażona sprawą 14 letniej Agaty, a właściwie tym, co się wokół niej dzieje. Zamiast wsparcia, uszanowania prywatności, otrzymała rozgłos medialny, którego niewątpliwie nie chce. Sam rozgłos jest jednak niczym w porównaniu z tym, że tłumaczy się jej, iż powinna zabić swoje dziecko. Dlaczego urodzenie dziecka ma być tragedią, a jego zabicie nie? Agata, jak sądzę, nie bez powodu wycofała swoją zgodę na aborcję, nie bez powodu chce rozmawiać z ludźmi, którzy szanują tego Maleńkiego Człowieka, który w niej rośnie. Bo - jak sądzę - ona czuje, że to jest dziecko. Nie coś tylko Ktoś.

Kiedyś i ja stoczyłam mniejszą, ale jednak walkę o nie poddanie się aborcji. Byłam w o tyle lepszej sytuacji, że byłam już pełnoletnia i wiedziałam, że nikt mnie do aborcji zmusić nie może, że nikt jej bez mojej zgody nie wykona, i że nie jestem sama, bo jest ze mną ojciec dziecka. Niestety, reszta naszych najbliższych była decyzji o urodzeniu przeciwna. Naciskali ze wszech miar. Na szczęście znalazła się jedna ciotka, która absolutnie poparła naszą decyzję. To było naprawdę budujące przeżycie.

Agata też znalazła takich ludzi, wiec teraz powinniśmy uszanować jej decyzję, odkładając na bok nasze obawy, czy sobie poradzi i jak to będzie. Jeśli coś powinniśmy zrobić, to zadbać o wyciszenie szumu wokół Młodej Mamy i jej dziecka, i wspomóc ją tak, jak tego potrzebuje. Skoro zaś o lękach i obawach mowa, to znacznie większe powinniśmy mieć, namawiając ją do poddania się aborcji i do życia z jej konsekwencjami. Czy decydujemy się urodzić czy nie, każda z tych decyzji pociąga za sobą konsekwencje. Jestem przekonana, że znacznie łatwiej udźwignąć te wynikające z posiadania dziecka w młodym wieku, niż z decyzji, żeby ciążę usunąć. Niewątpliwie Agata będzie potrzebowała ogromnego wsparcia w wychowywaniu dziecka, może nawet należałoby powiedzieć, że wychowywanie dziecka przypadnie jej bliskim, a ona będzie raczej temu wychowywaniu się przyglądała niż w nim uczestniczyła. Nie wiem, jakie decyzje podejmie, ale wiem, że dorośli w jej otoczeniu powinni jej pomóc być przy dziecku, jeśli taką właśnie decyzję podejmie.

Jeszcze dwa słowa o moim doświadczeniu. Nie mam żalu ani pretensji do moich bliskich, za to, jak zachowali się wtedy, gdy im powiedziałam, że jestem w ciąży - tym bardziej, że w końcu moją decyzję zaakceptowali. Po kilku latach przeprosili zresztą za te trudne dla nas wszystkich chwile nacisku. Myślę, że to, co się wówczas działo, było przede wszystkim wynikiem strachu, a ten jest absolutnie ludzkim uczuciem, towarzyszy nam bardzo często, nierzadko kierując naszymi decyzjami. Tak już jest i nie ma sensu obrażać się na rzeczywistość.

Jako mama myślę, że wprowadzenie dziecka w świat, wychowanie go, polega również na tym, a może nawet przede wszystkim na tym, żeby przekazać mu szacunek dla życia, każdego życia. I tu pojawia się jeszcze mój zawód. Jak napisałam, jestem położną i myślę, że bycie dobrą położna musi się wiązać z uszanowaniem życia właśnie. Niestety, jako słuchaczka szkoły położnych musiałam być obecna przy aborcji. To było przeżycie straszne, wstrząsające, którego nigdy nie zapomnę. Ale jest i pozytywny aspekt tego wydarzenia. Coś, co zawsze czułam, że człowiek jest człowiekiem od poczęcia, zostało naocznie potwierdzone. Zobaczyłam maleńkiego, kilkucentymetrowego Człowieka, który w brutalny sposób został wyciągnięty z mamy i miał być potraktowany jak "odpad medyczny". To przeżycie jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że każdemu życiu należy się szacunek, że trzeba tego uczyć dzieci od samego początku, a może nie tyle uczyć, ile wspierać w nich to poczucie, które mają. Widzę ten szacunek u moich dzieci. Widzę go w innych rodzinach, zwłaszcza, kiedy starsze rodzeństwo czeka na to, które ma się dopiero urodzić. Koszmar aborcji, której byłam świadkiem, pogłębił też moją świadomość, jak bardzo delikatne jest to nowe Życie.

Dziś z wielkim szacunkiem staram się odnosić do wszystkich kobiet, do wszystkich rodzin, z którymi dane mi jest pracować. Z najgłębszym szacunkiem odnoszę się do podejmowanych przez nie decyzji, starając się w miarę możliwości udzielić wsparcia, którego potrzebują.

Dlatego jako kobieta, mama, położna chciałabym Agacie życzyć radości, jaką odczuwa każdy rodzic obserwujący dorastanie dziecka. Jeśli mogłabym jej w czymkolwiek pomóc, choćby podzieleniem się swoim doświadczeniem, zostawiam w redakcji kontakt do mnie, żeby w razie potrzeby czy ochoty, mogła z niego skorzystać.

Monika Staszewska, położna

* * *

List został opublikowany za zgodą autorki. Ukaże się w "Gazecie Wyborczej" 17 czerwca 2008.

czwartek, 12 czerwca 2008

Tolerancja

Kilka dni temu zajrzałem na strony internetowe "Rzeczpospolitej", gdzie wielkimi literami wytłuszczone było, iż p. Premier powiedział, że z postulatami Parady Równości "każdy przyzwoity człowiek się zgadza". W samym artykule okazało się, że do tego zdania należałoby wprowadzić malutką poprawkę: mianowicie, że przyzwoity człowiek zgadza się "z wieloma postulatami". Osobiście uważam, że jeśli się już zgadza, to raczej z niektórymi, niż z wieloma...
Swoją drogą, myślę, że z punktu widzenia rzeczonej parady, i tak nie spełniam kryteriów przyzwoitego człowieka. Popieram postulat tolerancji, ale samą tolerancję rozumiem zupełnie inaczej. Dla mnie tolerancja, oznacza przyjęcie do wiadomości, że są pewne rzeczy, które mi się bardzo nie podobają, ale których zmienić nie mogę. Toleruję to, bo nie mam na to wpływu, ale nie akceptuję jako dobrego i z całą pewnością nie popieram w żaden pozytywny sposób. Nie sądzę, by uczestnicy Parady myśleli podobnie.
A swoją drogą, pewność z jaką różni politycy (boć przecie p. D. Tusk wyjątkiem tu nie jest) określają granice przyzwoitości w życiu publicznym w ogóle, a politycznym w szczególności, budzi u mnie niejakie zdziwienie, jako że poziom przyzwoitości w życiu publicznym pozostawia ogromnie wiele do życzenia. Ale cóż, oni wiedzą lepiej...
No więc ja się zgadzam na tolerancję, ale nie na dyktat homoseksualnej czy ateistycznej mniejszości. Zgadzam się na wzajemną życzliwość i szacunek i domagam się go w stosunku do ludzi wierzących. Jeśli zaś chodzi o równe traktowanie, poproszę o jasne sprecyzowanie, o co w tym wszystkim chodzi, gdyż całkowita równość jest niemożliwa. Chociaż... Zrezygnujmy z podziałów na rozróżnienia dyscyplin sportowych dla kobiet i mężczyzn. Zrezygnujmy też z rozróżnień czasu przejścia na emeryturę. Pamiętam, że kiedy tylko ktoś na ten temat wspomniał, podniosły się protesty... Proszę zatem bez pustych sloganów! Zdefiniujmy sobie pojęcia, bo inaczej całą dyskusja będzie bezprzedmiotowa. A może już taka jest? Może mówienie o przyzwoitości i byciu przyzwoitym człowiekiem to po prostu pustosłowie?
Na marginesie niniejszego rozważania chciałbym dodać jeszcze jedną uwagę. Przyzwoitość to nie tylko bardzo niejasne określenie, ale też określenie bardzo niskich lotów. Uważna lektura Pisma świętego i pism Ojców Kościoła pokazuje, że nie o przyzwoitość w życiu chrześcijańskim chodzi, a o świętość, a więc o radykalne opowiedzenie się za Bogiem i Ewangelią.
Trzeba zatem zapytać siebie nie tyle, czy postulaty Parady Równości mieszczą się w granicach przyzwoitości, ale czy dadzą się pogodzić z wzorem świętości ukazanym w Chrystusie. Bo świętość to nie przywilej dla nielicznych, ale obowiązek nas wszystkich, którzyśmy przyjęli chrzest, którzyśmy otrzymali namaszczenie Duchem Świętym w sakramencie bierzmowania, którzy karmimy się Eucharystią. To obowiązek płynący z daru Bożej miłości, i z wypełnienia tego obowiązku będziemy rozliczeni.

środa, 11 czerwca 2008

Odebrany rozum

Dzisiaj p. Piotr Zawrotniak, sekretarz SLD w Lublinie zapowiedział, że poda ks. Krzysztofa Podstawkę do sądu za namawianie Agaty (imię zmienione) do urodzenia dziecka i za upublicznienie jej danych osobowych.
Gratuluję pomysłu. Mówi się, że jak Pan Bóg kogoś chce ukarać, to mu rozum odbiera. Najwyraźniej coś się z rozumem lewicy stało. Jeśli dobrze rozumiem polskie prawo, karalne jest namawianie do przerwania ciąży, a nie do urodzenia dziecka. Prywatności dziewczyny ks. Krzysztof bronił, w odróżnieniu od dziennikarzy i polityków. Jeśli zatem kogoś pozwać do sądu, to chyba oskarżających. Może wszystko to Bóg dopuścił, by – jak za czasów św. Pawła – dać swoim uczniom możliwość do dawania świadectwa.

Osobną kwestią jest, że ktoś dane dziewczyny upublicznił, i to nie jest w porządku.

Prawo do sprzeciwu

Zgodnie z polskim prawem lekarz ma możliwość odmówić wykonania czynności, którą poczytuje za sprzeczną z wyznawanymi wartościami. Ma jednak wskazać innego lekarza, lub inny ośrodek, który daną czynność wykona.

Od strony moralnej oznacza to bezpośredni współudział w czynie, za który ponosi się moralnie taką samą odpowiedzialność, jak w przypadku głównego sprawcy. Czyli w gruncie rzeczy - bez różnicy. Oznacza to, że lekarz - poprzez ów bezpośredni współudział - ma obowiązek dokonać czynu, na który się nie godzi w sumieniu i któremu ma prawo się sprzeciwić.

Legaliści w takim wypadku podkreślają, że prawa trzeba przestrzegać. Moraliści (a ja wśród nich) twierdzą, że niemoralnemu prawu nie wolno być posłusznym.

Wojny o życie ciąg dalszy

Dziś Gazeta Wyborcza uderzyła po raz kolejny. Nie dziwi nic. Ciekawe, że pewien wątek się na jej łamach dotąd nie pojawił i pewnie nie pojawi...

Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny jest polską gałęzią organizacji Planned Parenthood International. Organizacja ta na całym świecie propaguje aborcję, jako sposób na niechcianą ciążę. Ostatnio w krajach, gdzie prawo jest - w opinii PPI zbyt restrykcyjne - realizowana jest nowa strategia: szuka się możliwie najmłodszych dziewcząt w ciąży (najchętniej ofiar gwałtu) i wykorzystuje się je jako ikony kampanii proaborcyjnych. Ostatnio podobne kampanie przeprowadzono w Nikaragui i Kolumbii.

Nie ma co się łudzić, że PPI i polska jej wersja - Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny - ma na celu dobro 14-letniej dziewczyny. Chcą na jej sytuacji załatwić własne cele, wykorzystując do tego wszelkie dostępne środki. Na razie najchętniej używanym środkiem jest "Gazeta Wyborcza", określana przez niektóre ośrodki wręcz dziennikiem proaborcyjnym.

Trzeba otwarcie sobie powiedzieć: nacisk na ciężarną kobietę, by przeprowadziła aborcję jest przestępstwem, a od strony moralnej - działaniem w najwyższym stopniu niegodziwym. Namawianie do urodzenia poczętego dziecka - przestępstwem takim nie jest, o czym Federacja p. Wandy Nowickiej zdaje się zapominać. Mam nadzieję, że jeśli śledztwo prokuratury w sprawie namawiania dziewczyny do aborcji wykaże, że Federacja maczała w tym procedeerze palce, aktywistki zostaną oskarżone i skazane. Zgodnie z prawem.

wtorek, 10 czerwca 2008

Jeszcze raz o aborcji...

Lewica apeluje o wyjaśnienie, dlaczego nie zapewniono 14 letniej dziewczynie możliwości dokonania legalnej aborcji, ale jakoś ani pani Wanda Nowicka (Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny), ani panowie Leszek Miller, G. Napieralski, J. Widacki (SLD), ani też Marek Borowski (SdPl), ani w końcu Agnieszka Pochrzęst z "Gazety Wyborczej" nie wpadli na pomysł, że 14 letnia dziewczyna może chcieć urodzić dziecko, które poczęła. W głowie im się nie mieści, że to dziecko może przyjąć konsekwencje swojego postępowania na siebie wbrew opinii rodziny i wbrew opinii ich: Jaśnie Oświeconych Zawsze Mających Rację Socjaliberałów.

niedziela, 8 czerwca 2008

Decyzja prokuratury

Zgodnie z przewidywaniami (z faktami), prokuratura oficjalnie stwierdziła, że ciąża 14-letniej dziewczyny nie jest skutkiem gwałtu.

Nie zmienia to faktu, że lewica usiłuje ugrać swoje. Tym razem szum podnosi p. Leszek Miller. Jeszcze mu mało. Już nie pamięta, jak się skończyły jego ostatnie polityczne harce?
Lewica chce rozdzielenia Kościoła od Państwa. Zgodnie z prawem (Konstytucja RP, Art. 25) taki rozdział już jest zapewniony. Natomiast, jeśli lewica chce doprowadzić do sytuacji, w której publicznie swoje przekonania mogą wyrażać jedynie ateiści, a chrześcijanie są prześladowani (poprzez ograniczenie ich praw obywatelskich, w tym prawa do swobody wypowiedzi) za swoje przekonania, to na to zgodzić się nie można.