wtorek, 2 września 2008

Gdyby...

Pan prezydent raczył był powiedzieć: "Jestem zadowolony z wyników wczorajszego szczytu. Oczywiście, gdyby Unia składała się z samych Polsk, wynik mógłby być zupełnie inny". Zgadzam się w pełni, przynajmniej co do drugiego zdania, bo jeśli chodzi o moje zadowolenie, lub jego brak, to nie mam zdania. Ale co składu Unii Europejskiej, Pan Prezydent ma absolutną rację, przynajmniej w pewnym sensie.
Gdyby Unia składała się z samych Polsk, nigdy by nie zaistniała, a nawet jeśliby zaistniała, nigdy by nie stała się silnym ciałem polityczno-gospodarczym na arenie międzynarodowej. Największa wada narodowa Polaków, czyli bezinteresowna zawiść, rozpirożyłaby wszystko w drobny mak, zanim cokolwiek sensownego by powstało czy zostało zrobione. U nas przecież w kraju nie da się przeprowadzić staruszki przez jezdnię bez politycznej awantury, a co dopiero mówić o przeprowadzeniu jakichkolwiek reform czy inicjatyw.
Weźmy chocby sztandarowy polski projekt: EURO 2012. Na razie poza odrobiną szumu medialnego i wbiciem kilku pali w opróżniony z handlarzy Stadion Dziesięciolecia, nic się nie dzieje. Co więcej, wiadomo, że niektóre planowane przedsięwzięcia już zostały zaniechane - jak np. druga linia metra.
Śmiem twierdzić, że jeśli Unia uradziła cos jednomyślnie to tylko dlatego, że nie składa się z samych Polsk. I tak dobrze, że tę jednomyślnośc osiągnęła, mając jedną Polskę w składzie. Gdyby miała nawet tylko dwie, o zgodzie by nie było mowy...

Nigdy nie lubiłem rosyjskiego

Jak sięgam pamięcią, zawsze miałem problem z językiem rosyjskim. Z jednej strony - niewątpliwie piękny, urzekał swoją melodyjnością i charakterystycznym, śpiewnym akcentem. Z drugiej miał zawsze kontekst polityczny, o czym przypominały zamieszczone w podręczniku czytanki i zamieszczane w "Dzienniku Telewizyjnym" wiadomości. Język rosyjski był językiem Sowietów. Nie uczyć się go było - niemrawą może nieco, ale jednak - formą demonstracji osobistej niechęci do Wielkiego Brata ze Wschodu.
Dziś żałuje, że moja znajomość rosyjskiego ograniczona jest do tego, co nauczycielom - mimo mojego oporu - udało się wtłoczyć do głowy (i co nie wyparowało z upływem czasu). Żałując jednak, zauważam, że niechęć do języka Wschodnich Imperialistów mi nie osłabła, a ostatnie wydarzenia na Kaukazie oraz pomruki Moskwy wobec Polski i NATO wręcz przywróciły dawne obawy.
Rozumiem doskonale tych, których niepokoją imperialne odzywki Moskwy. Swoją droga, zauważam podobne tony w niektórych wypowiedziach polityków francuskich czy niemieckich: już nie raz słyszałem wypowiedzi prominentnych osób, które wiedzą lepiej, co dla nas dobre, które nam, Polsce, dyktują kierunki polityki zagranicznej. I powiem szczerze, nie podoba mi się, gdy zjednoczenie Europy objawia się jako układ równych i równiejszych, kimkolwiek owi "równiejsi" by nie byli.
Niestety, gwoli sprawiedliwości muszę przyznać, że tych "równiejszych"w samej Polsce jest strasznie dużo. Każda partia (zwłaszcza, jeśli wygra wybory) prezentuje siebie jako remedium na całe zło. Co gorsze, traktuje siebie, swoich członków, jako uprzywilejowanych, lepiej predysponowanych do zadań poprzednio z powodzeniem wykonywanych przez innych.

Nie lubię, gdy ktoś mi z kaloszami wchodzi w życie, w przekonaniu, że zrobi mi dobrze. Zbyt często się zdarzało, że szkody płynące z niedźwiedziej przysługi były trudne do naprawienia.

niedziela, 31 sierpnia 2008

Prześladowania cd.

Płoną chrześcijańskie domy i kościoły. Giną kolejni ludzie. W Indiach bycie chrześcijaninem staje się coraz bardziej niebezpieczne. Są miejsca, gdzie wprost grozi to utratą majątku, zdrowia, nawet życia. Ale Indie nie są jedynym miejscem, gdzie mają miejsce prześladowania. Podpalenia, rabunki i morderstwa nie są zresztą jedyną formą prześladowań. Wcale nie mniej okrutnym i skutecznym sposobem eliminacji chrześcijan z życia społecznego jest ich izolacja poprzez kampanie medialne, niemoralne akty prawne, czy też manipulacje badaniami opinii publicznej.

Wierność Chrystusowi oznacza we współczesnym, nowoczesnym świecie poważne ryzyko śmierci cywilnej. Oczywiście, wielu jest polityków i działaczy deklarujących się jako chrześcijanie, czy nawet katolicy, ale – gdy przychodzi do praktyki, do wprowadzenia zasad życia chrześcijańskiego w życie – pragmatyka bierze górę nad wymaganiami moralnymi Ewangelii.

Nie chodzi o to, że wymagania Chrystusa są niesłuszne, ale jakby – nieżyciowe. Rzecz jednak w tym, że owa nieżyciowość wynika stąd, iż przestaliśmy się – my, chrześcijanie – do owych wymagań stosować. Ukrywamy prawdę, bo nieustannie spotykamy się z kłamstwem i przestaliśmy wierzyć, że prawda wyzwala. Przyzwyczailiśmy się do powszechności grzechów seksualnych i ich swoistej nieuchronności, bo przestaliśmy wierzyć w moc łaski Boga, która nas może zachować w czystości i wierności Bogu. Przedkładamy wygodę życia nad życie samo w sobie. Rozmieniliśmy nasze chrześcijaństwo na drobne, przestaliśmy nim żyć naprawdę i mamy czelność twierdzić, że zasady, pozostawione nam przez Pana nie działają. Jak mają działać, jak się do nich nie stosujemy?

sobota, 30 sierpnia 2008

Kandydatka

Gdybym miał głosować w wyborach prezydenckich w USA, John McCain zdobyłby moje poparcie swoim wyborem kandydatki na wiceprezydenta USA: jest nią Sarah Palin, gubernator Alaski, matka pięciorga dzieci (najmłodsze z zespołem Downa, w pełni świadomie przyjęte i bardzo kochane), z zawodu dziennikarka i działaczka społeczna. W swoim stanie pani Gubernator ma 80% poparcie. Umiała włączyć w szeregi swojej administracji ludzi spoza własnego ugrupowania partyjnego (jakże bym chciał, by tę sztukę posiedli rodzimi politycy), jeśli tylko byli kompetentni.

Nie mam w USA prawa głosu. Ale przykład p. Palin jest dla mnie dowodem, że można być politykiem, który nie boi się własnym życiem stanąć twardo po stronie wyznawanych ustami wartości. Zbyt często zdarza się, że zaangażowani w życie publiczne ludzie jedno deklarują, a drugie robią - zarówno w życiu prywatnym jak i społecznym. Gubernator Palin zdaje się wnosić w to środowisko orzeźwiający powiew uczciwości i wierności Prawdzie.

piątek, 29 sierpnia 2008

Prześladowania

Dziś wieczorem dwaj księża z Indii zabrali mnie na kolację do niewielkiej, acz bardzo sympatycznej indyjskiej knajpki, gdzie metodą bufetu można było zakosztować specjałów indyjskiej kuchni. Oczywiście, były to potrawy przygotowane pod podniebienia białych, bez straszliwej ostrości prawdziwie oryginalnych potraw indyjskich, ale i tak było bardzo pikantnie. Kosztując pyszności zapytałem o prześladowania chrześcijan w Indiach.

Fr. Lawrence przypomniał mi, że wszystko zaczęło się tuż przed Wigilią Bożego Narodzenia. Dla fanatycznych ugrupowań hinduistycznych nie miały znaczenia różnice wyznaniowe pomiędzy różnymi denominacjami chrześcijan. Każdy z chrześcijan był równie nienawistny. Ponieważ zaś ugrupowania te stanowiły zaplecze jednej z rządzących partii, ani rząd stanowy, ani federalny nie miały politycznej woli podjąć zdecydowaną interwencję. Dopiero teraz, gdy w ciągu ostatnich tygodni ponad 20 osób zginęło i podniósł się szum na arenie międzynarodowej, premier Indii zdecydował się użyć swoich prerogatyw i wysłać wojsko. Czy to wystarczy - zobaczymy...

Rozmowa z z moimi indyjskimi przyjaciółmi uświadomiła mi, że hindusi traktują nas (przynajmniej w pewnym sensie) znacznie mądrzej, niż my, chrześcijanie, samych siebie. Dla nich wszyscy chrześcijanie są po prostu wyznawcami Chrystusa. Czasem mam wrażenie, że my o tym podstawowym fakcie zapominamy i ważniejsze jest dla nas zdaje się być to co dzieli, od tego, co łączy. Szkoda. Jak długo się to nie zmieni, o rzeczywistym ekumenizmie nie ma mowy. Może zatem trzeba, by ktoś nas, wyznawców Chrystusa prześladował nie zważając na denominacje, byśmy się zjednoczyli?

środa, 27 sierpnia 2008

Demograficzne problemy nowoczesnej Europu

Specjaliści od demografii ustalili, że (cytuję za onet.pl):
Za siedem lat liczba zgonów przewyższy liczbę urodzeń. Mimo to, dzięki imigracji populacja Unii Europejskiej będzie rosła do roku 2035; kiedy to osiągnie poziom 521 milionów i zacznie spadać.
Do roku 2060:
  • w Bułgarii liczba ludności zmniejszy się o 28 procent,
  • na Litwie o 26 proc.,
  • na Łotwie o 24 proc.,
  • w Polsce o 18 procent.
W innych krajach obywateli przybędzie -
  • na Cyprze 66%,
  • w Irlandii 53 proc.,
  • w Luksemburgu o 52 proc.,
  • w Wielkiej Brytanii o 25proc.
Eksperci zaznaczają że zmiany demograficzne będą miały poważne konsekwencje gospodarcze - dziś na jednego emeryta przypadają cztery osoby w wieku produkcyjnym, za 50 lat będzie ich tylko dwie.

Przełożyłem to sobie na nasze. Są dwa strachy nękające współczesną Europę. Pierwszy, to że na jutrzejszą emeryturę dzisiejszych dorosłych nie będzie miał kto pracować, więc grozi im (nam) bida z nędzą. A grozi, bo polityka demokratyczno-rodzinna tudzież podatkowo-ubezpieczeniowa doprowadziła do odwrócenia przyrostu naturalnego i przejedzenia zasobów gromadzonych na kontach emerytalnych.
Drugi strach spowodowany jest islamizacją Europy. To tez nie jest bezprzedmiotowy lęk. Już w tej chwili w Izraelu znacząca część obywateli państwa Izrael wyznaje islam. Żyją w rodzinach wielodzietnych, i ich liczba w naturalny sposób rośnie. Za kilka lat będą mogli przejąć władzę w Izraelu, jeśli tylko będą chcieli.
Problem w tym, że oba strachy są skutkiem przyjętej polityki wewnętrznej i własnej degradacji moralnej Europy. Zachodnia Europa jest coraz mniej chrześcijańska; bojąc się islamu niewiele robi, by odnowić, wzmocnić własne korzenie. Mit neutralności światopoglądowej nowoczesnego państwa uniemożliwia działania na rzecz odbudowy własnej tożsamości.

Bardzo jestem ciekaw, jak się sytuacja będzie rozwijała, zwłaszcza w Polsce. Nie mam wątpliwości, że liberalni i socjalistyczni pieniacze będą atakowali chrześcijan na wszelkie możliwe sposoby. Czy chrześcijanie będą na tyle mądrzy, że się pod tą presją nie ugną, pewności nie mam. Obawiam się, że już teraz jest nas zbyt mało, by realnie kształtować politykę rodzinną i gospodarczą w naszym kraju.
Rodzicielstwo jest na cenzurowanym, żywa wiara jest na cenzurowanym... Nie jest łatwo, i łatwiej raczej nie będzie. Niewykluczone, że w przedziwny sposób chrześcijanie staną się znowu maleńkim zaczynem, od podstaw ewangelizując współczesnych pogan - jak 2000 lat temu.

poniedziałek, 25 sierpnia 2008

Jeszcze raz o historii "Agaty"

W swoim czasie rzeczona historia ogniskowała uwagę niemałej części mediów i opinii publicznej. Moją również. Nie ukrywam, z ogromnym napięciem śledziłem rozwój wypadków, aż po tragiczne ich zakończenie. Jednym z elementów tego "śledzenia" był list wysłany do redakcji GW, który niedawno ktoś wygrzebał w Agorowych archiwach. Nie wiedziałem, że go opublikują. Ale skoro oni opublikowali, to i ja go tu wrzucę z małym słowem komentarza.

Jesteście za prawem do aborcji!

Dr Piotr Kieniewicz MIC*, 2008-06-11, ostatnia aktualizacja 2008-06-11 17:37:26.0

Muszę powiedzieć, że zdziwiony jestem sposobem przedstawienia historii o 14-letniej dziewczynie z Lublina. To już nawet nie jest interpretacja, ani naciąganie faktów, ale całkowite przekręcenie faktów.

W moim przekonaniu autor wykazał się brakiem profesjonalizmu, co stawia pod znakiem zapytania profesjonalizm redakcji "Gazety". Szkoda, bo ceniłem Wasze pismo i od czasu do czasu z nim współpracowałem. Obawiam się, że moja dobra opinia o Was właśnie się ulotniła.

Osobną kwestią jest, że swoim artykułem jednoznacznie Państwo opowiedzieliście się za "prawem" do aborcji, całkowicie pomijając jej wymiar moralny i szkody w psychice, jakie powoduje ona u kobiety. Fakty w przedmiotowej sprawie są następujące: *Nie było gwałtu - dziewczyna współżyła z własnej woli (z nieletnim), *Na ciążę naciskała matka i babcia dziewczyny, *Od strony legalnej nie ma żadnych podstaw (prawnych ani medycznych), które by aborcję czyniły legalną w ramach polskiego prawa.

O stronie moralnej nie wspominam, bo najwyraźniej Państwo jej również nie uwzględniają...

*Katolicki Uniwersytet Lubelski

Dr Piotr Kieniewicz MIC*,

Napisałem, co Czytelnicy zapewne zauważyli, że nie ma żadnych podstaw prawnych do aborcji. Dziś potwierdzam tę opinię, opierając ją na następującym wnioskowaniu:

  1. Jeśli współżycie nieletnich jest czynem zabronionym, powinny się takim przypadkiem zająć organa ścigania, z sądem dla nieletnich włącznie.
  2. Organa ścigania i wymiar sprawiedliwości traktuje takie przypadki (bardzo powszechne) jako nie noszące znamion czynu zabronionego.
  3. Innymi słowy praktyka prawna (zwyczaj prawny) pokazuje, że współżycie pomiędzy nieletnimi nie jest czynem zabronionym.
  4. Nie ma zatem podstaw do przywoływania tej klauzuli w dążeniu do uzasadnienia legalności aborcji będącej skutkiem współżycia między nieletnimi.