Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość Boga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą miłość Boga. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 lutego 2009

Walę tynki

"Walę tynki" - czyli święto budowlańców. Jeden z tych dni, które wyznaczają ramy roku handlowego. Wszędzie serduszka, kwiaty, słodycze... Czasem mi się wydaje, że niemal każdy towar - niedawno oferowany jako "idealny prezent pod choinkę" obecnie jest rewelacyjnym podarunkiem walentynkowym.
Wielu z moich przyjaciół postanowiło ignorować Święto Zakochanych, niektórzy mówiąc wprost, że przy całej miłości, nie chcą wchodzić w "te klimaty". Dlaczego? Może dlatego, żeby nie rozmienić miłości na drobne...
Oczywiście, miłość potrzebuje znaków ją wyrażających. By płonąć, potrzebuje "paliwa". Ale jednocześnie, ważniejsze dla prawdziwej miłości jest uszanować kochaną osobę i zatroszczyć się o jej prawdziwe dobro, niż tylko miło spędzić upojny wieczór. Wiem, że upraszczam, ale jest to uproszczenie rodem ze sklepowych witryn.
Dzisiejszy świat zatracił gdzieś świadomość, czym jest miłość. Historie Terry Schiavo czy Eluany Englaro pokazują, że dziś przez "kochać" rozumie się, że "jest nam dobrze ze sobą". Miłość na dobre - tak, oczywiście! Miłość na złe - nie, na nią miejsca już nie ma. Nie ma na nią sił. Nie ma dla niej serca.
Nie podoba mu się miłość, która dużo kosztuje, zwłaszcza jeśli kosztuje życie - znoszenia słabości męża czy żony, ich grzechów, chorób, niepełnosprawności. Taka miłość - jeśli się ją gdzieś spotka, u kogoś zobaczy - wzbudza już nie podziw, ale raczej politowanie. I tak świadkowie traktowani są jak trefnisie, których kosztem można się łatwo zabawić.

piątek, 21 marca 2008

Wielki Piątek


Jest taki obraz Salvadora Dali: Krzyż św. Jana. Wisi w galerii niewielkiego muzeum diecezji w Glasgow (nawet nie wiem, czy katolickiej, ale chyba nie). Obraz jest duży, niezwykle przejmujący. Jezus rozciągnięty na krzyżu wiszący nad ziemią, nad jeziorem. Nie widać twarzy... Nie widać też gwoździ. To zastanawiające - to nie gwoździe Go przybiły do krzyża.
W piosence wielkopostnej padają słowa, że to nie gwoździe, ale grzech przybił Jezusa do krzyża. Ale to tylko część prawdy. Grzech - tak, ale znacznie bardziej Jego miłość do Ojca i do mnie, do nas, do każdego z nas. On nie musiał tak umierać, nie musiał konać w tak straszliwych męczarniach, wyszydzony i wyśmiany. Mógł inaczej - ale nie chciał. Ojciec Go poprowadził drogą krzyżową i On nią poszedł. Wolny do końca i kochający do końca.
Tego się nie da zrozumieć. Po ludzku to nie ma sensu. Ale u Boga to jest możliwe, i u Boga to ma sens. Tak kochać.