Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eutanazja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą eutanazja. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 marca 2009

Bezduszny Bóg Palikota

Historia matki domagającej się prawa do uśmiercenia syna - jak zawsze -wywołała medialną burzę i - jak zawsze - obudziła ze snu polityków, zawsze skłonnych do "odpowiedzi na społeczne zapotrzebowanie". Odezwali się proeutanatyści i obrońcy życia, zawzięcie szermując wszelkimi dostępnymi argumentami.
W zasadzie nie można się im dziwić, rzecz w tym, że niekiedy w dosyć interesujący sposób usiłują wykorzystać argumentację strony przeciwnej. Proceder ów wzbudza mój niekłamany zachwyt nade wszystko wówczas, gdy osoby otwarcie deklarujące się jako niewierzące usiłują wypowiadać się w języku teologicznym, odwołując się przy tym do - jak mniemają - dobrze znanej im doktryny katolickiej, czy szerzej - chrześcijańskiej. Niedawno do owego szacownego grona dołączył lubelski watażka z Platformy Obywatelskiej, elaborując na temat "bezdusznego Boga".
Jego wypowiedź, że stoi po stronie matki a nie Boga, właśnie takiego, bezdusznego, jest - obawiam się - dosyć zbieżna z myśleniem wielu moich rodaków. Rzecz w tym, że Bóg nie jest bezduszny. On też, podobnie jak Pan Poseł, stoi po stronie tej matki. I po stronie jej syna. Za nich umarł i dla nich zmartwychwstał. Nazwać Go bezdusznym, to po prostu nieporozumienie.

wtorek, 3 marca 2009

Prośba matki

Dramat matki, która od 24 lat opiekuje się pozostającym w śpiączce synem, nie podlega wątpliwości. Jej zmęczenie jest zrozumiałe. I frustracja brakiem pomocy skądkolwiek - oczywista. I właśnie ten stan pokazuje, jak bardzo jest opuszczona w swej trosce o umierającego powoli syna. Głos, by podać mu uśmiercający zastrzyk, zapewne nigdy by nie zabrzmiał, gdyby otoczenie - rodzina i służba zdrowia - nie pozostawili jej samej.
Eutanazja jest rozwiązaniem społecznie bardzo wygodnym: jest tania, szybka i nieodwracalna, zatem nie ma groźby komplikacji prawnych po jej przeprowadzeniu. Chorzy przestają być dla nas wyrzutem sumienia, przestają nas kłuć w oczy swoim cierpieniem. Wszyscy są zadowoleni: chory nie cierpi, my - zdrowi - mamy problem opieki nad nim z głowy, a społeczeństwo oszczędza pieniądze, które może przeznaczyć na terapię tym, których leczenie może przynieść jakieś sensowne rezultaty. Wszyscy są szczęśliwi. Szczęśliwi?
To zadowolenie ma swoją cenę - krew pozostaje na naszych rękach. Zabójstwo z premedytacją pozostaje zabójstwem, choćby było usankcjonowane przez prawo. Samobójstwo pozostaje samobójstwem, choćby odbywało się na życzenie chorego; zresztą - samobójstwo niemal zawsze dokonywane jest na własne życzenie (choć nie zawsze człowiek wówczas jest w pełni wolny w swojej decyzji).
Historia matki, która prosi o śmierć dla syna w swej istocie jest oskarżeniem nas wszystkich, że wolimy być zadowoleni z bezproblemowego - na ile to możliwe - życia, niż opiekować się tymi, którzy sami o siebie zatroszczyć się nie są w stanie.

Na marginesie warto tylko zaznaczyć, że informacje na temat stanu zdrowia Krzysztofa Jackiewicza mamy z doniesień dziennikarskich, są więc z zasady obarczone ryzykiem błędu lub niedostatku danych. Jak rozumiem, pozostający w śpiączce chory nie wymaga podtrzymywania akcji serca ani oddychania, jego stan jest stabilny i wymaga jedynie odżywiania i zwykłej opieki przeciwodleżynowej. Są to działania, które nie kwalifikują się do miana terapii nadzwyczajnej, przede wszystkim dlatego, że nie są terapią. Opieka pielęgnacyjna, odżywianie - są środkami zwyczajnymi, z których nigdy nie można zrezygnować.

czwartek, 27 listopada 2008

Mord z litości nad sobą

Gdy umierał Jan Paweł II, na Florydzie konała z głodu Terry Schiavo. Na wniosek męża, który chciał „ułożyć sobie życie” sąd zdecydował o odłączeniu pozostającej od lat w stanie śpiączki kobiety od aparatury dożywiającej. Zmarła na 3 dni przed Ojcem świętym. W ostatnich dniach włoski sąd zdecydował tak samo – tym razem na wniosek ojca – by zaprzestać odżywiania Eluany Englaro, która od 17 lat pozostawała w stanie śpiączki.
Z moralnego punktu widzenia to nawet nie jest eutanazja, jako że pacjent nie ma w kwestii swej śmierci nic do powiedzenia. Swoją drogą, nawet gdy chory prosi o przyspieszenie śmierci, spełnienie jego prośby nie jest godziwe. Terry Schiavo i Eluana Englaro zostały skazane na śmierć, bo ci, którzy im winni byli miłość, tej miłości odmówili. Mówili, że nie mogą patrzeć na cierpienie kochanych osób. Mówili, że śmierć będzie wybawieniem od cierpienia. Rzeczywiście, wybawi ich od cierpienia kochania tych, którzy potrzebują pomocy i opieki.
Jan Paweł II w swojej encyklice o Ewangelii życia zwracał uwagę, że chorych i słabych zabija się dzisiaj coraz częściej tylko dlatego, że są ciężarem dla innych, dla swoich najbliższych i dla całego społeczeństwa. Uśmiercić chorego na chorobę nowotworową jest zdecydowanie taniej, niż poddawać go długotrwałej terapii. Taniej jest odmówić leczenia ludziom starym, niż wyjść naprzeciw ich potrzebom. A najlepiej, by chory sam chciał umrzeć, by sam uznał, że lepiej nie być ciężarem dla nikogo. Więc się nim na różne sposoby manipuluje, budując w nim poczucie osamotnienia i przerażającego obowiązku usunięcia się z życia w imię rzekomej troski o dobro innych.
Prośba o eutanazję jest w swej istocie oskarżeniem rodziny i przyjaciół o brak miłości. Człowiek, który wierzy w miłość, jest gotów przyjąć każdy ból, każde cierpienie. Ludzkie serce nie jest w stanie znieść tylko jednego – że nie jest kochane.
Nie wierzę w miłość, która zabija. Nie wierzę w sprawiedliwość, która głodem morzy nieprzytomnych ludzi. Nie wierzę w służbę zdrowia, która ludzi nazywa roślinami i odmawia im opieki. Papież wielokrotnie powtarzał, że sposób, w jaki społeczeństwo traktuje najsłabszych, jest sprawdzianem jego wewnętrznej kondycji. Jeśli społeczeństwo słabych, chorych, zniedołężniałych traktuje jak śmieci i niechciany ciężar – jeśli ich odrzuca i eliminuje (choćby ich własnymi rękami) – to takie społeczeństwo nie ma przyszłości.
Mówią niektórzy: „Nie stać nas na udzielenie pomocy i opieki wszystkim” i w pierwszym rzędzie ograniczają formy pomocy ludziom starym i ciężko chorym. Pytam zatem: Czy stać nas na to, by tym najsłabszym, najbardziej potrzebującym naszej miłości i wsparcia, odmówić opieki? Czy stać nas na to, by w imię własnej wygody i zadowolenia, że wokół nas nie widać cierpienia, w majestacie prawa niewinni ludzie byli mordowani tak, jak w swoim czasie zamordowano o. Maksymiliana Kolbe?
W Polsce eutanazja – na szczęście – nie jest legalna. Oby nigdy nie była. Obyśmy nie stanęli w jednej linii z tymi, którzy mają krew niewinną na rękach.

środa, 10 września 2008

Kolejna kampania

Niedawno media nagłośniły sprawę listu pewnego mężczyzny, który w skierowanym do Prezydenta RP liście prosi o zgodę na eutanazję. Media grzecznie zaznaczały, że Prezydent nie może udzielić takiej zgody, ale od razu przytoczone zostały opinie uzasadniające konieczność legalizacji eutanazji. Oczywiście - wszystko w imię obiektywizmu i prezentacji wszystkich możliwych stanowisk.

Nie wątpię, że są ludzie, którzy noszą jarzmo cierpienia ponad ich siły. Są takie sytuacje, gdy cierpienie staje się ponad siły. Dzieje się tak nade wszystko, gdy cierpiący człowiek jest pozostawiony samemu sobie, gdy jest zignorowany, gdy czuje się porzucony, niepotrzebny i niechciany, czy nawet gdy przypomina mu się (nie wprost oczywiście), że jest ciężarem dla innych. Wszystko to razem składa się na jedną całość - że oto temu, kto najbardziej potrzebuje miłości, tej miłości odmówiono. Odarcie z miłości jest rzeczywiście cierpieniem nie do zniesienia.

Współczesna medycyna umie sobie poradzić z problemem fizycznego bólu. Nawet jednak w tych rzadkich sytuacjach, gdy całkowita eliminacja bólu, jeśli cierpiący człowiek otoczony jest miłością, życie nadal będzie dla niego warte życia. Poznany przed dwoma laty kapelan szpitala w Holandii potwierdził to stanowisko w sposób jednoznaczny: człowiek kochany gotów jest cierpieć, człowiek porzucony - nawet jeśli w zasadzie nic mu nie jest, chce umrzeć, bo odcięty jest od źródła życia.

Człowiek jest wolny i jeśli się uprze, nie ma możliwości, by go powstrzymać przed dokonaniem czynów złych, czy głupich. Mówiąc "głupi" mam na myśli nie tyle "nieprzemyślany" (bo z reguły kwestia odebrania sobie życia jest jakoś przemyślana, nierzadko na wiele sposobów i wielu kontekstach), ale używam tego słowa w sensie biblijnym - jako odrzucenie Boga i nieuwzględnienie nieodwracalności konsekwencji podjętych działań. Uważam eutanazję za głupią, bo oznacza ostateczną rezygnację z szukania miłości, rezygnację z wiary w miłość, która jest większa niż cierpienie wynikające z choroby. Eutanazja jest zatem również ostatecznym odrzuceniem wiary w drugiego człowieka. Jest uznaniem zarówno własnej bezwartościowości jak i bezsensu egzystencji jako takiej.

Media eksponują cierpienie takich ludzi, ale samego cierpiącego człowieka pozostawiają jego bólowi. Swoimi przekazami niejako potwierdzają jego odczucie bezsensu i porzucenia, przypieczętowując decyzję o przyspieszeniu śmierci. Rzekomy obiektywizm staje się - niemal w dosłownym sensie - ostatnim gwoździem do trumny. Nie pierwszy raz, zresztą. Nie od dziś wiadomo, że obiektywizm dziennikarski jest mitem, bo fakty relacjonują ludzie, którzy mają swoje poglądy i przekonania. O doboru opisywanych faktów, od sposobu ich przedstawienia, od zamieszczonych komentarzy, zależy opinia publiczna. Media tę opinię kształtują, i nie mam wątpliwości, że jest to proces świadomie zaaranżowany i realizowany.