Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bioetyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bioetyka. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 lutego 2010

Konferencja

Kilka dni temu odbyła się w Lubelskim Uniwersytecie Medycznym konferencja bioetyczna, poświęcona zasadniczo początkom ludzkiego życia. Trudno przecenić rangę takiego wydarzenia. Etyczny wymiar medycyny cały czas wydawał się mocno nieoszacowany i poważna dyskusja był niezwykle potrzebna. Liczne referaty, spotkania, rozmowy w kuluarach… Działo się.

Miałem w tej konferencji swoje 5, a właściwie 20 minut. Mówiłem o formacji ludzkiej jako fundamencie dla pracy medyków. Mówiłem o tym, by traktować ludzi z szacunkiem, także jeśli nie są profesorami medycyny; by rozwijające się w łonach matek dzieci nie zamykać w zimnej technicznej terminologii medycznej. Zamiast zarodek, embrion czy płód, można przecież powiedzieć: człowiek, dziecko, dodając – jeśli jest taka potrzeba – że chodzi o określony etap rozwoju. Nic się wówczas nie straci z precyzji wypowiedzi, a jednocześnie uszanuje się człowieka. Mówiłem też o braku szacunku dla dzieci, które umierają zanim się urodzą i dla ich matek, którym utrudnia się pochowania ich dzieci.

Mówiłem również o tym, że pacjent ma prawo wiedzieć, co się z nim będzie działo i dlaczego, że ma prawo na to się zgodzić, lub nie. A skoro ma prawo wiedzieć, to trzeba mu wytłumaczyć tak, aby zrozumiał. W końcu po to medycy tyle studiują, by sami rozumiejąc, mogli wytłumaczyć innym. A ci inni – niewykształceni medycznie, bez tytułów i zdrowia – nie są wcale mniej warci szacunku od swoich lekarzy. Problem w tym, że młodzi adepci medycyny, przychodząc na studia, są traktowani często jako gorsi i niewarci szacunku właśnie z powodu swej – niezawinionej przecież – niewiedzy. Są poniżani przez mędrców, niestety przesiąkając tą atmosferą przez lata studiów. Jeśli zabraknie mocnego fundamentu moralnego wyniesionego z domu, grozi im, że stopniowo utrwali się w nich przekonanie, że tylko wiedza (najlepiej medyczna) i tytuł czynią człowieka wartym szacunku i zainteresowania.

Sala była niemal pusta, lekarzy praktycznie nie było, tylko trochę pielęgniarek i studentów medycyny. I prelegenci, a ci nie wszyscy. Równolegle toczyła się druga sesja i mam nadzieję, że druga aula była wypełniona. Jeśli jednak i tam było podobnie, trudno oprzeć się wrażeniu, że bioetyka, że etyka medyczna z medycyną się rozeszła, że nie cieszy się zainteresowaniem.

Jakby na potwierdzenie tej smutnej konstatacji nałożyło się podsumowanie mojej wypowiedzi przez prowadzącego profesora, który ją publicznie i dosłownie wyśmiał. Fachowość terminologii i aura medycznej profesury nie znalazła miejsca ani dla uznania człowieczeństwa nienarodzonych dzieci, ani dla elementarnego szacunku dla wypowiedzi prelegenta. W kilku zdaniach moderator sesji dowiódł niemal wszystkich postawionych w moim wystąpieniu tez. I zrobiło mi się smutno. Nie dlatego tylko, że potraktowano mnie w ten sposób. Znacznie bardziej smutno zrobiło mi się dlatego, że rozwiała się nadzieja, iż może nie miałem racji.

czwartek, 28 stycznia 2010

Próba sumienia

Wczoraj po południu zadzwoniła do mnie dziennikarka „Naszego Dziennika” z pytaniem o komentarz do najnowszych decyzji Marszałka Sejmu – chodziło o decyzję o wprowadzeniu pod obrady Sejmu lewicowego projektu ustawy bioetycznej. Nie wiem, skąd ND tę informację uzyskał, bo nie udało mi się jej nijak potwierdzić, a doniesienia prasowe, nade wszystko odnoszące się do bioetyki, staram się uważnie śledzić. Jak by nie było, polityczny zwrot w lewo najsilniejszego ugrupowania parlamentarnego zdziwił mnie i zaniepokoił.

Trudno mi – jeśli to doniesienie się potwierdzi – interpretować rozwój sytuacji inaczej jak jako kolejną ofensywę „cywilizacji śmierci”. Znowu będą dyskusje czy człowiek jest człowiekiem, i czy należy mu się szacunek zawsze, czy tylko w niektórych sytuacjach. A ponieważ płachta działa na byka, zwłaszcza czerwona, tak sobie myślę, że atak na godność człowieka powinna pobudzić nas, chrześcijan, do zdecydowanego sprzeciwu i radykalizacji stanowiska.

A więc koniec z debatą, czy dziecko na najwcześniejszym, embrionalnym etapie rozwoju, jest człowiekiem, czy też nie. Skoro liberałowie negują to człowieczeństwo, to my możemy równie jednoznacznie odrzucić ich poglądy. Oczywiście, jeśli będą pytać o powody, można im po raz kolejny opowiedzieć, jak rozwija się człowiek, ale – obawiam się – pytać nie będą. Skoro mają się rozpocząć prace nad ustawą bioetyczną w jej najbardziej niegodziwej wersji, chrześcijanie powinni stanąć murem w sprzeciwie i złożyć formalny wniosek o odrzucenie projektu w pierwszym czytaniu. I głosować, bez dyskusji.

Stosunek do drugiego człowieka jest miarą własnego człowieczeństwa, nade wszystko zaś stosunek do człowieka bezbronnego. Pokrętne argumenty kwestionujące człowieczeństwo dzieci rozwijających się w łonach matek skutkują wypaczeniem sumień. A wypaczone sumienie przestaje szukać prawdy, przestaje wierzyć w jej istnienie i zobowiązujący charakter. I to nie tylko na płaszczyźnie bioetycznej, ale każdej innej również.

Współczesny człowiek stara się być rozsądny, racjonalny w swoich decyzjach, rzec by można roztropny. Tyle że roztropność, jako cnota związana z postawą długomyślności, w sposób konieczny odnosi się do świata wartości obiektywnych, nade wszystko do prawdy. Roztropność pyta się: „czy stać mnie na to, by porzucić ścieżkę prawdy?” i owo „czy stać mnie” odnosi do dobra ostatecznego, a więc zbawienia. Porzucenie dróg prawdy nie jest zatem roztropne, niezależnie od tego jak bardzo przemyślnym i rozsądnym się wydawało.

Prawda jest prosta, jak nóż obosieczny odcinając dobro od zła i światło od ciemności, wyznacza ścieżkę życia. Znieprawione sumienie usiłuje natomiast wykazać, że rzeczywistość można różnie tłumaczyć i interpretować, mącąc jednocześnie zarówno klarowność opisu sytuacji, jak i jednoznaczność oceny moralnej. Zgodnie ze starym przysłowiem, „w mętnej wodzie diabeł ryby łowi”. I tak pokrętne słowa prowadzą stopniowo, acz nieuchronnie do wewnętrznego znieprawienia.

Po raz kolejny parlamentarzyści chrześcijańscy, a my wszyscy razem z nimi, staniemy przed próbą jakości naszej wiary i wierności prawdzie: prawdzie o naszej wierze, prawdzie o naszym własnym człowieczeństwie i o gotowości do obrony godności tych, którzy o własne życie, godność i prawa z niej wynikające zatroszczyć się nie są w stanie. To próba jakości naszych sumień.

sobota, 1 sierpnia 2009

To dziecko ma kilkoro rodziców

Dałem się namówić "Dziennikowi" na wypowiedź.

Beata Grzybowska za pieniądze urodziła dziecko obcej parze ludzi. Teraz zapowiedziała, że będzie w sądzie walczyć o prawo do chłopca. Ks. Piotr Kieniewicz ocenia ten spór z punktu widzenia etyki katolickiej.


Klara Klinger: Kto jest rodzicem dziecka z punktu widzenia etyki katolickiej? Czy ma do niego prawo kobieta, która nie jest jego genetyczną matką, a tylko je rodziła?

PK: Sytuacja jest skomplikowana. W tym przypadku dziecko ma czworo rodziców: dawcy materiału genetycznego - choć dawczyni komórki jajowej pozostaje anonimowa - są rodzicami biologicznymi, jest żona ojca biologicznego, która chce to dziecko wychować jako swoje i jest kobieta, która fizycznie to dziecko urodziła. I każda z tych osób może czuć się rodzicem. Jednocześnie w centrum tego dramatu znajduje się dziecko, które jest automatycznie postawione w sytuacji konfliktu tożsamości. Bo nie ma możliwości, żeby określiło, kto jest moim tatą, a kto jest moją matką. Ma kilkoro rodziców i będzie zagubione.

Nie jest tak, że ktoś jest ”bardziej” rodzicem?
Trudno tak stopniować. Małżonkowie, którzy wychowują dziecko, podobnie jak przy adopcji, mogą czuć się rodzicami, bo o rodzicielstwie w pierwszym rzędzie świadczy dar miłości, którym obdarzają dziecko wprowadzając je w świat dorosłości, a nie sam fakt biologicznego pokrewieństwa. Z drugiej strony dziecko, dojrzewając w łonie kobiety, nawiązuje z nią bardzo głęboką więź fizyczną i psychiczną i to do tego stopnia, że noworodek przytulony do matki i czujący jej zapach natychmiast się uspokaja, instynktownie czuje, że to jest jego matka. Dlatego amerykańskie piśmiennictwo bioetyczne mówi, że nie ma sposobu, aby w sytuacji, o której rozmawiamy, uniknąć problemu konfliktu tożsamości.

Problemem jest tożsamość dziecka?
Tak, bo ono nie wie, kim jest i ta niepewność jest źródłem ogromnych komplikacji rozwojowych i egzystencjalnych. Ale to nie jest jedyny problem moralny. W omawianej sytuacji doszło do instrumentalnego potraktowania kobiety i dziecka. Para, która wynajęła ją, by urodziła im dziecko, tak naprawdę wynajęła tylko jej macicę, ale przecież i dziecko potraktowane zostało jak zamawiany w sklepie towar, za który się płaci i czeka na dostawę. Jest to może bardziej skomplikowane w sensie logistycznym, ale nadal jest tak, że klient płaci i klient wymaga - oczywiście w odpowiedniej jakości. Kobieta jest traktowana przedmiotowo - przez nich, ale i przez siebie. Robi to niby na własne życzenie, za swoją zgodą, ponieważ jest wolna i może to zrobić, ale narusza w ten sposób swoją godność.

Jakie jest wyjście z tej sytuacji? Co by było najbardziej moralne?
Jest takie starożytne powiedzenie mówiące, że umów należy dotrzymywać. W sytuacji, kiedy ta kobieta zgodziła się oddać dziecko drugiej rodzinie, wydawałoby się, że powinna umowy dotrzymać. Ale to nie jest takie proste, tym bardziej że w grę wchodzi dobro dziecka, a ono nie jest przedmiotem, który można dowolnie sobie przekazywać z rąk do rąk. W niedawno wydanym dokumencie Kongregacji Nauki Wiary ”Dignitas personae” jest napisane, że są sytuacje, w których nie ma dobrego rozwiązania. I myślę, że to jest jedna z takich sytuacji. Każde rozwiązanie będzie dokładaniem kolejnych ran, także w wymiarze moralnym. Jest bowiem ojciec dziecka, który pozostaje ojcem, jego żona, jest matka, która urodziła i wszyscy cierpią. A dziecko zostało zranione na całe życie niezależnie od tego, co się dalej będzie działo.

Ale jakoś się trzeba zachować.
To małżeństwo czuje się rodzicami, a kobieta - matką i te uczucia są zrozumiałe. Ale ja nie jestem w stanie powiedzieć, czy oni mają odpuścić, czy ona.

A gdyby pani Beata przyszła po radę do księdza?
Obawiam się, że bym jej powiedział, że w tej chwili nie ma dobrego rozwiązania, ale jest to konsekwencją wcześniejszych niemoralnych decyzji i działań. W ludziach jest często przekonanie, że zawsze coś się da zrobić. Kiedy jednak mówimy o moralności ludzkiego postępowania, są sytuacje uniemożliwiające wyjście z zaułka niegodziwości. Każde kolejne działanie będzie pociągało za sobą eskalację zła. W tej chwili jedyna wskazówka dla niej, która mi się nasuwa, to rozpoznanie, co jest dobre z punktu widzenia dziecka. Ten dramat zrodził się z grzechu i jest konsekwencją grzechu. Nie wolno o tym zapominać. Z czysto ludzkiego punktu widzenia wiem, że to dramatyczna sytuacja i szczerze współczuję wszystkim – począwszy od dziecka po wszystkich rodziców, którzy sami się zawikłali w ten gordyjski węzeł. Ale niestety dobrego rozwiązania z tej sytuacji nie ma.

czwartek, 2 lipca 2009

Etyczna nieodpowiedzialność - odpowiedzialna nieetyczność



"General Electric" właśnie ogłosił rozpoczęcie badań toksykologicznych z wykorzystaniem embrionalnych komórek macierzystych, uzyskanych dzięki współpracy z "Geron Corporation". Argumentacja była prosta: Tak będzie taniej i szybciej, bo łatwiej sprawdzić szkodliwość i efekty uboczne leków wykorzystując ludzki materiał biologiczny, niż badając reakcje szczurów, myszy i małp na podawane specyfiki. Zdumiewa jednak fragment oświadczenia odnoszący się do kwestii etyczności decyzji:



"We acknowledge the considerable debate and take very seriously the ethical and societal issues associated with research using stem cells derived from embryonic or fetal tissue."


Wiemy o znaczącej debacie i bardzo poważnie traktujemy etyczne i społeczne kwestie związane z badaniami naukowymi z użyciem komórek macierzystych pozyskanych z embrionalnych i płodowych tkanek.




"We conduct our research in an ethically and scientifically responsible manner,"



Prowadzimy nasze badania w etycznie i naukowo odpowiedzialny sposób.




Decyzja koncernów „General Electric” i „Geron Corporation” musi budzić niepokój, nie tylko ze względu na konsekwencje, to znaczy wykorzystywanie embrionalnych komórek macierzystych. Ich pozyskanie zawsze wiąże się ze zniszczeniem ludzkiego życia, czyli mówiąc wprost – z zabijaniem nienarodzonych dzieci w bardzo wczesnej (5-8 dniowej) fazie rozwoju.


Równie niepokojąca jest dla mnie wymowa oświadczenia, jakie GE wydał w związku z tą decyzją. Jeśli bowiem stwierdza się, że osoby odpowiedzialne za rozpoczęcie badań zdają sobie sprawę z zarzutu niszczenia ludzkiego życia, a jednocześnie twierdzą, iż działania koncernu spełniają kryteria etyczne, trzeba jednoznacznie powiedzieć, iż owe kryteria de facto nie istnieją. Argumenty przemawiające za wykorzystaniem ludzkiego materiału biologicznego – oto do jakiego poziomu zostaje sprowadzony człowiek – mają charakter pragmatyczny i finansowy: tak będzie szybciej i taniej. Rodzi się pytanie, dlaczego zatem nie wykorzystywać ludzi już narodzonych? Od strony etycznej nie będzie to zbyt wielka różnica!


Chciałbym zatem przypomnieć, że podobną logikę stosował dr Mengele, nazistowski lekarz wykorzystujący więźniów obozów koncentracyjnych. Dziś tymi więźniami są dzieci, powołane do istnienia w laboratoriach i w tych laboratoriach pozbawione prawa do życia. Nie ma znaczenia, co badacz chce osiągnąć, czy też na ile poważnie mówi o odpowiedzialności etycznej. Subiektywne przekonanie co do etyczności podjętych decyzji, albo o poważnym traktowaniu etycznego wymiaru ludzkiego życia ma znaczenie jedyne drugorzędne, gdyż pierwszorzędnym źródłem moralnoci czynu jest jego wewnętrzna celowość. Innymi słowy o tym, czy dane działanie jest dobre, czy też nie, w pierwszym rzędzie decyduje prawda: coś jest dobre samo w sobie, albo nie jest. Dobra intencja czy inne okoliczności oczywiscie wpływają na ocenę moralną, ale wtórnie. Zresztą, jak mówi stare przysłowie: "Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.


Jaka jest zatem wewnętrzna prawda decyzji GE? Ano taka, (po pierwsze) że nienarodzone dziecko jest dla koncernu mniej warte niż szczury laboratoryjne, (po drugie) że pieniądze są ważniejsze niż ludzkie życie i (po trzecie) że wartości moralne mogą być przedmiotem debat, ale nie mogą wpływać na rachunek ekonomiczny. Kiedy zatem szefowie GE mówią o odpowiedzialnym podejściu do prolemu, muszę stwierdzić, że w moim przekonaniu używają słów, których znaczenia nie rozumieją. Nie rozumieją ani terminu "etyka", ani terminu "odpowiedzialność". I dlatego zapewne postępują nieetycznie i nieodpowiedzialnie. Co nie zmienia faktu, że etycznie ponoszą za swoje decyzje pełną odpowiedzialność.

czwartek, 28 maja 2009

Nazwać dziecko po imieniu

Prawdę mówiąc, myślałem, że się nie doczekam. Że tak jak dotąd, sprawa rozejdzie się po kościach i mimo hucznych zapowiedzi PiS-owski projekt ustawy bioetycznej nie ujrzy światła dziennego. Zresztą, wciąż może tak być, że projekt zostanie uwalony w klubie, w komisjach, albo na posiedzeniu plenarnym, już podczas pierwszego czytania. Obym się mylił, ale właśnie taką przyszłość mu przewiduję, a to z dwóch powodów: po pierwsze jest to projekt konsekwentnie opowiadający się po stronie ludzkiego życia i godności (a więc za wartościami nie pozostawiającymi miejsca na kompromis), a po drugie ponieważ domaga się jednoznacznego opowiedzenia się po stronie tych wartości od polityków. Ci zaś nawet jeśli deklarują się jako katolicy i przeciwnicy aborcji, nie są w stanie zaakceptować postaw bezkompromisowych, bo uważają je za niedemokratyczne. Czyli pierwszy powód ma charakter merytoryczny, a drugi – formalny.
Paradoksalnie, ta właśnie sytuacja – spodziewanego powszechnego sprzeciwu wobec projektu całkowitego zakazu in vitro, klonowania i eksperymentów na dzieciach w ich najwcześniejszej fazie życia – otóż właśnie ta sytuacja odsłoni prawdziwe oblicze zarówno naszej polskiej sceny politycznej, ale też naszej wiary jako narodu. Pokaże się, ile w naszym społeczeństwie warte jest ludzkie życie, ile warta jest ludzka godność, a ile własne pragnienia, chęci i aspiracje. Jednocześnie będzie to szansa na przypomnienie każdemu i wszystkim, że człowiek zaczyna się wtedy, gdy zaczyna się jego życie. Że nie ma – jak to postulują niektórzy myśliciele – jakiegoś „okresu przejściowego” pomiędzy zapłodnieniem a poczęciem, pomiędzy poczęciem a narodzinami. Nie ma potencjalnego człowieka. Albo jest człowiek, albo nie. Jak to ujął przed wiekami Tertulian: „Nie może być człowiekiem ten, kto nie jest nim od początku”.
Człowiek na początku zbudowany jest z jednej komórki, ale potem rośnie, a potem umiera. W międzyczasie się rodzi, dojrzewa... Cały czas ten sam człowiek. Dlatego, gdy mówimy o jego początkowym okresie życia, trzeba o tym człowieczeństwie pamiętać i mówić. A więc: zamiast mówić „zarodek”, „embrion”, „płód” – mówmy „dziecko”! Mówmy „człowiek”! Jeśli trzeba, dodajmy, że to dziecko w embrionalnej czy płodowej fazie swego życia. Ale zawsze „dziecko”! Zawsze „człowiek”!
Zbyt łatwo dziś jest schować prawdę o tych najmniejszych za techniczną nomenklaturą medyczną, całkowicie zdepersonalizowaną i odczłowieczoną. Agresywne wypowiedzi zwolenników aborcji, antykoncepcji, in vitro, klonowania i eutanazji usiłują krzykiem zagłuszyć prawdę o ludzkiej i osobowej naturze ludzi dopiero co powołanych do istnienia. Wobec tego krzyku nie wolno nam się ani cofnąć ani ugiąć. Jak napisał św. Ignacy Antiocheński w liście do św. Polikarpa : „Bądź odporny jak uderzone kowadło”. Pius XII skomentował to jednym zdaniem zachęty: „Podjęte przez Was ogromne trudy przyniosą wielkie owoce”.
Przygotowany przez posła Jarosława Gowina projekt ustawy bioetycznej upadł, bo był kompromisowy. Projekt posła Bolesława Piechy niestety zapewne również upadnie z powodu swej bezkompromisowości. I ofiarami obu tych upadków będą dzieci – najsłabsi z najsłabszych. Po raz kolejny prawda zostanie złożona na ołtarzu postępu. Wygrają silni, urodzeni, mający dostęp do pieniędzy, środków przekazu i – konsekwentnie – do władzy.
Obym był złym prorokiem, ale jakoś – poza podaniem się do dymisji przez marszałka Marka Jurka – nie pamiętam, by prawda była w naszym parlamencie naprawdę ceniona. I powiedzmy sobie uczciwie, że bez nawrócenia – tak polityków, jak i nas wszystkich – sytuacja się nie zmieni. Uwalimy każdy projekt, który będzie od nas wymagał radykalnego opowiedzenia się po stronie prawdy i dobra.

środa, 27 maja 2009

Projekt, co go pewnie uwalą

Na łamach "Naszego Dziennika" ukazał się dziś mój komentarz do projektu ustawy bioetycznej autorstwa posła Bolesława Piechy (PIS). Nie odnosząc się do kwestii przynależności partyjnej autora, trzeba przyznać, że zasługuje on na uwagę. Poniżej kilka moich uwag na jego temat.

A swoją drogą, pewnie ten projekt uwalą w pierwszym czytaniu...


* * *


Prawdę mówiąc, myślałem, że się nie doczekam dnia, w którym pojawi się projekt prawa całkowicie delegalizujący zapłodnienie pozaustrojowe. Muszę przyznać, że po doświadczeniach związanych z próbą wzmocnienia konstytucyjnej ochrony życia ludzkiego w najwcześniejszym okresie jego istnienia, a także po komentarzach polityków z różnych ugrupowań odnośnie do projektu ustawy bioetycznej autorstwa Jarosława Gowina (PO) straciłem nadzieję na odważny i jednoznaczny ruch ze strony posłów opowiadających się za całkowitą ochroną ludzkiego życia. Bardzo mnie cieszy całkowita delegalizacja in vitro, klonowania, tworzenia hybryd i chimer ludzkich oraz nieterapeutycznych eksperymentów na ludziach, także w najwcześniejszej fazie ich życia, postulowana w przygotowanym przez Bolesława Piechę (PiS) projekcie o ochronie genomu ludzkiego i embrionu ludzkiego. Uznanie niezbywalnej godności ludzkiej u dziecka poczętego konsekwentnie przekłada się w projekcie na ochronę jego życia, godności i tożsamości (zarówno tożsamości genetycznej, jak i społecznej). Mam głęboką nadzieję, że tę ochronę uda się zapewnić poprzez uchwalenie projektowanej ustawy.

Projekt dokonuje kilku poprawek w istniejącym już prawie odnoszącym się do kwestii bioetycznych. Ze szczególnym zadowoleniem przywitałem projekt zmiany przepisów odnośnie do sprzeciwu sumienia, który to sprzeciw wreszcie uzyskuje realny i moralnie akceptowalny charakter. Szkoda tylko, że uczniowie i studenci szkół medycznych nadal nie są tą ochroną objęci i muszą uczestniczyć we wszystkich przewidzianych programem nauczania procedurach, nawet jeśli sprzeciwia się to ich przekonaniom i decyzjom sumienia. Należy zatem stosowny zapis o uszanowaniu decyzji sumienia uczniów i studentów szkół medycznych i farmaceutycznych dodać podczas dalszych prac ustawodawczych nad projektem.
Projekt wprowadza faktyczne zabezpieczenie prawa osoby do godnej śmierci, jednocześnie jednoznacznie uniemożliwiając "podciągnięcie" pod ten termin działań samobójczych i eutanatycznych. To niezwykle ważny zapis i niezwykle cieszy mnie jego obecność w projekcie.W trakcie lektury projektu zrodziło się we mnie jednak kilka uwag, którymi pragnę się tu podzielić. Nie stawiam ich jako dyskwalifikujących projekt; przeciwnie - ich celem jest wsparcie projektodawcy w dziele tworzenia prawa, tak aby było ono wewnętrznie spójne i dobre (także w moralnym wymiarze), przyczyniając się do umocnienia dobra wspólnego.
1. Wobec dramatu kriokonserwacji tysięcy ludzkich istnień, projekt przewiduje prawo do adopcji prenatalnej. Należy z mocą stwierdzić, że procedura ta również narusza godność dziecka. W instrukcji Kongregacji Nauki Wiary "Dignitas personae" Kościół, odnosząc się do tej sytuacji, stwierdza, że "tysiące porzuconych embrionów stwarzają sytuację niesprawiedliwości nie do naprawienia". Dlatego Jan Paweł II odwołał się do sumienia osób sprawujących odpowiedzialne funkcje w środowisku naukowym, a w szczególny sposób do lekarzy, aby została wstrzymana produkcja ludzkich embrionów, zważywszy że nie ma moralnie godziwego rozwiązania, które zapewniłoby ludzką przyszłość wielu tysiącom "zamrożonych" embrionów, choć przecież mają one i zawsze zachowają swoje podstawowe prawa i tym samym winny być chronione przez prawo jako ludzkie osoby (DP 19; dokument odwołuje się w tym miejscu do przemówienia Jana Pawła II do uczestników sympozjum na temat: "Evangelium vitae a prawo" i XI Międzynarodowego Kolokwium Prawa Kanonicznego (24 maja 1996 r.), n. 6: AAS 88 (1996 r.), 943-944; L'Osservatore Romano, wyd. polskie, n. 9/1996 r., s. 44).
Wobec powyższego, pozostaje stałe przechowywanie w stanie kriokonserwacji powołanych do istnienia dzieci - jest to smutna konsekwencja podjętych wcześniej decyzji. Przyjęty w projekcie kompromis wynika - jak się wydaje - z przekonania, że w zaistniałej sytuacji coś trzeba zrobić, a jeżeli trzeba, to jakieś rozwiązanie istnieć musi. Otóż takiego (godziwego) rozwiązania nie ma, a jeżeli nawet jest, to nie jest nim procedura adopcji prenatalnej. Na marginesie, wydaje się, że dopuszczona procedura adopcji prenatalnej przez kobiety niebędące w małżeństwie, będąc odbiciem analogicznej procedury adopcyjnej wobec dzieci urodzonych, sama w sobie rodzi wątpliwości co do ochrony praw dziecka, które powinno wychowywać się w pełnej rodzinie.
2. Użyta w projekcie terminologia jest odrobinę niespójna. W zasadniczej części projektu użyta jest terminologia medyczna, która ma charakter depersonalizujący. Postulować należałoby zatem wprowadzenie terminologii przypominającej o osobowym charakterze życia ludzkiego, także w odniesieniu do dzieci poczętych, a jeszcze nie narodzonych. Zarodek, embrion, płód to zawsze dziecko, człowiek. Należy więc mówić: "dziecko w embrionalnej fazie rozwoju". Jakkolwiek przy okazji omawiania warunków przeprowadzania eksperymentów medycznych dziecko nienarodzone jest traktowane na równi z każdym innym pacjentem, o tyle przy omawianiu procedur zapłodnienia pozaustrojowego tej koherencji brakuje.
3. Ustawa nie reguluje kwestii sztucznego zapłodnienia wewnątrzustrojowego, a więc procedur:
a. AIH (Artificial Isemination Husband or Homologous) - sztuczna inseminacja homologiczna;
b. AID (Artificial Isemination Donor) - sztuczna inseminacja heterologiczna;
c. GIFT (Gametes Intrafallopian Transfer) - medycznie wspomagane zapłodnienie wewnątrzustrojowe.
Z etycznego punktu widzenia są one również niemoralne, ze względu na odmowę uznania podmiotowego charakteru godności człowieka od momentu poczęcia (a ściślej - w momencie poczęcia). Oczywiście, jest to zło "mniejsze", niemniej należy podkreślić, że prawo nie może akceptować czynów niegodziwych, jeśli ma utrzymać swój zobowiązujący charakter. Dziecko ma prawo począć się wskutek pełnego aktu małżeńskiego, dlatego godziwość procedur medycznych kończy się, gdy zastępują one prokreacyjny wymiar aktu małżeńskiego technicznym działaniem personelu medycznego. Terapia niepłodności ma służyć przywróceniu płodności, a więc umożliwieniu naturalnego poczęcia będącego dopełnieniem współżycia małżonków.
4. Zaproponowane w projekcie (Rozdział VII, art. 50-56) sankcje karne za naruszenie fundamentalnego prawa dziecka nienarodzonego do życia są odmienne niż analogiczne kary za to samo przestępstwo wobec osób urodzonych. Oznacza to faktyczną odmowę uznania ich w pełni osobowego statusu.
5. Rozdział IV zatytułowany "Status embrionu" w rzeczywistości mówi jedynie o statusie prawnym (art. 29-30). Należałoby go uzupełnić o prawne stwierdzenie osobowego statusu dziecka poczętego i wskazać na konsekwentną koherencję przepisów karnych wynikających z rozpoznania tego faktu. Należy podkreślić w tym miejscu, że zapis powinien wyraźnie stwierdzać rozpoznanie przez ustawodawcę osobowego statusu dziecka, a nie sugerować (wprost lub pośrednio) przyznawanie tego statusu na mocy decyzji władz. Osobowy charakter bytu wynika bowiem z faktu zaistnienia, a nie czyjegokolwiek aktu prawnego. Stąd postulowany zapis jednoznacznie określałby stan faktyczny.
6. W projekcie zmian w Ustawie z dnia 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty odnośnie do przerwania działań pielęgnacyjnych, karmienia i nawadniania, gdy "nie służy to dobru chorego", zrodziły się we mnie pewne wątpliwości (art. 30a ust. 3). Brak precyzyjnego określenia, co jest tym dobrem, stwarza pole do poważnych nadużyć, jak to miało miejsce w przypadku Terry Schiavo (USA) i Eluany Englaro (Włochy). Wyjaśnienia zawarte w uzasadnieniu projektu wskazują co prawda na intencje prawodawcy, powinny skutkować jednak stosownym zapisem w projekcie.
Projekt ustawy bioetycznej autorstwa p. Bolesława Piechy przypuszczalnie wywoła burzę, zarówno wśród posłów, jak i w całym społeczeństwie. Będzie okazją do jasnego pokazania, kto broni życia, a dla kogo ludzkie, bezbronne życie jest tylko kartą przetargową i towarem, przedmiotem handlu politycznego lub komercyjnego. Z całą pewnością podniosą się głosy, że projekt odbiera bezpłodnym małżonkom nadzieję na rodzicielstwo, że jest nieludzki. Należy się na takie głosy przygotować i jednoznacznie bronić godności i życia dzieci w ich najwcześniejszej fazie rozwoju. Być może okaże się, że obrońców życia nie ma w Polsce zbyt wielu. Będzie to jednocześnie weryfikacja faktycznej przynależności do Kościoła katolickiego. Trzeba bowiem pamiętać, że "w przypadku prawa wewnętrznie niesprawiedliwego, jakim jest prawo dopuszczające przerywanie ciąży i eutanazję, nie wolno się nigdy do niego stosować ani uczestniczyć w kształtowaniu opinii publicznej przychylnej takiemu prawu, ani też okazywać mu poparcia w głosowaniu" (EV 73).

środa, 18 marca 2009

A upadek jego był wielki

No i projekt przepadł. Po kilku miesiącach dyskusji, sporów, a nawet obrzucania się inwektywami, projekt ustawy bioetycznej przygotowany przez zespół posła Gowina upadł. Oddany do konsultacji wewnątrzpartyjnych utonął wśród fal sprzecznych opinii, interesów, poglądów i wyznawanych wartości. Platforma platformą – okazało się, że nie ma możliwości, by wszyscy stojący na jednym peronie wsiedli do jednego pociągu. Dla liberałów projekt był zbyt konserwatywny, dla konserwatystów – zbyt liberalny. Poszło oczywiście o in vitro, choć przecież projekt nie tylko o tym traktował.
W gruncie rzeczy – wcale się temu upadkowi nie dziwię. Projekt posła Gowina był fatalny, choć zapewne był najlepszym z możliwych, z etycznego punktu widzenia. Próba kompromisu jednak okazała się nieskuteczna, bo tam, gdzie jest konflikt wartości, o kompromis jest wyjątkowo trudno.
Platforma jest ugrupowaniem, w którym ludzi połączyły nie tyle wartości, co wspólne interesy i wspólna wizja demokratycznej Polski, o liberalnym systemie gospodarczym. Wartości moralne, nade wszystko stosunek do bezbronnego życia – zarówno nienarodzonego, jak i zmierzającego ku swemu schyłkowi – pozostawały na drugim planie. Jedność trwał, jak długo nikt tych wartości nie ruszał. Gowin poruszył – i domek z kart się rozsypał.
Właśnie dlatego, gdy poszło o projekt, w którym owe fundamentalne wartości moralne stały się sprawą najważniejszą, uczestnicy dyskusji wzruszając ramionami rozeszli się każdy w swoją stronę. Jedni nie chcieli się narażać na miano oszołomów i ciemnogrodzian. Inni nie chcieli narażać się Kościołowi hierarchicznemu – głos biskupów przecież zawsze się może jeszcze przydać. I tak, zamiast kodyfikacji prawa bioetycznego, będzie tak, jak jest. W najlepszym wypadku czeka nas nowelizacja ustawy transplantacyjnej, a potem ewentualnie ustawy o zawodzie lekarza i kilka rozporządzeń, którymi po cichu będzie można powyciągać gorące ziemniaki procedur in vitro z ognia społecznych dyskusji – powyciągać cudzymi, ministerialnymi, lub jeszcze lepiej – unijnymi – rękami.
Cała ta historia pokazała, że ludzi o jednoznacznych, wyrazistych poglądach moralnych w polskim parlamencie jest niewielu. Paradoksalnie, najwięcej ich po lewej stronie. Co prawda poglądy socjaldemokratów w kwestii stosunku do nienarodzonego życia są dla mnie niemożliwe do zaakceptowania, ale przynajmniej są jednoznaczne i wyraziste. Jak czytamy w Apokalipsie św. Jana – „Obyś był zimny, albo gorący, nie zaś letni, bo chcę cię wypluć z moich ust” (Ap 3:15). Lewica w tej kwestii jest zimna. Ale to i tak lepsze, niż prowokujące nudności nieokreślenie rzekomych konserwatystów, tak często powołujących się na nauczanie Kościoła, wyznawany katolicyzm i nastawienie pro-life.

wtorek, 6 stycznia 2009

Ekspert

Nie mam złudzeń - pani Senyszyn jest harcownikiem ze strony Lewicy, jak posłowie Kurski i Palikot ze strony PiS-u i Platformy. Rozumiem, że ma wprowadzać ferment w poruszanych przez siebie kwestiach i niejako sondować społeczne nastroje. Jej ostatnia wypowiedź mnie mocno rozbawiła (od strony formalnej) ale i zirytowała (od merytorycznej). Rozbawiła mnie pewność, z jaką pani S. wypowiada się na temat tożsamości chrześcijańskiej. Ona wie, co to znaczy być prawdziwym chrześcijaninem. Wie też, że Urząd Nauczycielski Kościoła nie ma o tym najmniejszego pojęcia. Tylko pogratulować.
Irytacja natomiast przyszła, ponieważ pani S. najwyraźniej nie jest w stanie dopuścić myśli, że może się mylić, zwłaszcza jeśli jej adwersarzami są biskupi. Chroniczna alergia na Kościół zdaje się jednak wpływać na zdolność akceptacji faktów. I dlatego nie jest w stanie widzieć innej drogi dla walki z bezpłodnością jak in vitro (zamiast solidnej diagnostyki i leczenia przywracającego płodność). Cóż, tak bywa.
Harce pani poseł po raz kolejny przyniosły powtarzany od lat refren o mieszaniu się Kościoła do spraw politycznych i społecznych, refren postulatu o rozdziale Kościoła od Państwa, refren zamykający Kościół za drzwiami zakrystii (bo nawet nie kościoła – przecież na ambonie też nie wolno nic powiedzieć). Zarzut, że Kościół narzuca innym swoje poglądy jest o tyle interesujący, że nie dostrzegam istotnej różnicy pomiędzy zabiegami zwolenników i przeciwników legalizacji in vitro. Czyżby zatem prawo do wypowiadania swojej opinii mieli tylko ci, którzy podzielają zdanie p. Senyszyn, a jej przeciwnicy (zwłaszcza członkowie hierarchii kościelnej) mają milczeć? Czy fakt otrzymania święceń kapłańskich skutkuje pozbawieniem praw obywatelskich?
Kościół nikomu nie narzuca swojego nauczania. Przedstawia je, ponieważ uważa, że jego obowiązkiem jest głosić poznaną prawdę. Zaprasza wszystkich do wspólnej refleksji i podążania drogą poznanej prawdy. Mówi: „Tak widzimy człowieka i świat w którym żyje. Jeśli ta prawda porusza twoje serce – dołącz do nas i idź z nami. Jeśli chcesz, przyjmij prawdę, którą odnaleźliśmy”. Pozostawia wszystkim pełną wolność. Kto nie chce – może odejść. Komu nie odpowiadają ścieżki wiary chrześcijańskiej, może iść własnymi drogami.
Wiem, że wielu ludzi odchodzi, nie zgadzając się na nauczanie Kościoła w sferze ludzkiej moralności. Nie jestem w stanie ich zatrzymać. Nie mogę jednak zakłamywać poznanej prawdy. Nie mogę iść na kompromis tam, gdzie nie ma na niego miejsca. Jeśli z tego powodu pozostanę sam – trudno. Jak mawiali starożytni: „Amicus Plato, amicus Socrates, sed magis Amica – Veritas” (Przyjacielem Platon, przyjacielem Sokrates, ale większą przyjaciółką jest Prawda).

niedziela, 28 grudnia 2008

Oświadczenie USnR w sprawie in vitro

Na prośbę MaterCare International zamieszczam oświadczenie Rady Instytutu Studiów nad Rodziną UKSW. Nie podpisałem go, bo jestem związany z KUL-em, ale to dobry i ważny głos. W pełni go popieram.


Warszawa-Łomianki 16.12.2008

OŚWIADCZENIE
Rady Instytutu Studiów nad Rodziną
z dnia 16 grudnia 2008

W związku z przygotowywaniem w naszej Ojczyźnie regulacji prawnej sankcjonującej powoływanie człowieka do życia biotechnologiczną metodą-produkcji „in vitro”, stajemy wraz z wszystkimi ludźmi dobrej woli i Urzędem Nauczycielskim Kościoła katolickiego ponownie w obronie niesprawiedliwie dyskryminowanych i uciskanych najsłabszych oraz najbardziej bezbronnych – dziś - embrionów ludzkich.

12 grudnia 2008 roku Kościół katolicki ogłosił Instrukcję Dignitas personae, w której raz jeszcze sformułował zasady i kryteria, w świetle których należy osądzać projekty i programy biotechnologiczne, które pod pretekstem pomocy osobom niepłodnym przemycają metody i technologie nie mające nic wspólnego z terapią, natomiast ciało ludzkie czynią przedmiotem poniżającej manipulacji, degradującej medycynę.

Dlatego z mocą protestujemy przeciwko takim regulacjom prawnym, które ośmielają się ingerować w sposób poczęcia człowieka, promując dehumanizującą metodę „in vitro”, której celem jest „produkcja ludzi” i eugeniczne niszczenie embrionów ludzkich w imię tzw. „mniejszego zła”, aby „pomóc” niepłodnym małżeństwom.

Zauważamy ponadto, że proponowane „lepsze” regulacje prawne naruszają następujące artykuły Konstytucji i Kodeksu Karnego RP:

¬ Art. 30. Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych.

¬ Art. 38. Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia.

¬ Art. 40. Nikt nie może być poddany torturom ani okrutnemu, nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu i karaniu. (...)

¬ art. 157a Kodeksu Karnego § 1: Kto powoduje uszkodzenie ciała dziecka poczętego lub rozstrój zdrowia zagrażający jego życiu, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Priorytetem tych wszystkich, którzy rzeczywiście chcą pomóc niepłodnym małżeństwom są te działania i takie regulacje prawne, na które wskazuje Instrukcja Dignitas personae a nadto Konwencja o ochronie praw człowieka i godności istoty ludzkiej wobec zastosowań biologii i medycyny przyjęta przez Komitet Ministrów UE 19 listopada 1996 r.

Dlatego, jak uczy Instrukcja, ludzie dobrej woli winni popierać „badania i inwestycje ukierunkowane na zapobieganie niepłodności” oraz pamiętać, że „znaczącej części przypadków niepłodności, zgłaszanych dziś lekarzom, zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn, można by uniknąć gdyby wierniej przeżywano cnotę czystości, gdyby prowadzono zdrowszy styl życia i gdyby zostały wyeliminowane czynniki stwarzające zagrożenie w zakresie pracy, odżywiania się, stosowania leków oraz ekologii. [...] Ponadto, by wyjść naprzeciw wielu parom bezpłodnym, pragnącym mieć dzieci, należałoby przez odpowiednie środki ustawodawcze zachęcać do adopcji licznych sierot, które dla odpowiedniego rozwoju ludzkiego potrzebują ogniska domowego, propagować ją i ułatwiać związane z nią procedury” (DP13).

Ks. prof. UKSW dr hab. Mieczysław Ozorowski – Dyrektor ISNaR
Ks. dr Krzysztof Wolski – Wicedyrektor ISNaR
Ks. bp dr Stanisław Stefanek
Ks. abp prof. dr hab. Edward Ozorowski
Dr med. Monika Wójcik
Ks. prof. dr hab. Jerzy Bajda
Ks. prof. dr hab. Wojciech Tabaczyński
Ks. prof. dr hab. Ireneusz Mroczkowski
Prof. dr hab. Anna Tylki-Szymańska
Ks. prof. UKSW dr hab. Jerzy Kułaczkowski
Ks. prof. UKSW dr hab. Adam Skreczko
Prof. UKSW dr hab. Maria Załuska
S. dr hab. Maria Pecyna
Ks. dr Stanisław Biały
Dr Marek Czachorowski
Dr Mieczysław Dudek
Ks. dr Wiesław Jankowski
Ks. dr Tomasz Kadziński
Ks. dr Mirosław Nowosielski
dr Agnieszka Regulska
Dr Jacek Ruszczyński
Ks. dr Zdzisław Struzik
Ks. dr Władysław Szewczyk
Ks. dr Jarosław Szymczak
Ks. dr Jerzy Szymołon
Ks. dr Dariusz Wojtecki
Dr Jakub Wójcik
Mgr Bożena Bassa
Mgr Elżbieta Chojnacka
Mgr Agnieszka Dowejko
Mgr Dariusz Krawczyk
Mgr Andrzej Mazan
Mgr Teresa Mazan
Mgr Wanda Elżbieta Papis
Mgr Agnieszka Przychodnia
Mgr Alina Skurska
Mgr Urszula Zdanowska

Maria Środoń MA (Cantab)
dyr. wykonawczy MaterCare Polska
executive coordinator for Central Europe - MaterCare International

sobota, 27 grudnia 2008

Oświadczenie

Poniżej przytaczam tekst Oświadczenia Zespołu Ekspertów Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych w porozumieniu z Prezydium Konferencji Episkopatu Polski. Ściągnięty został ze stron "Naszego Dziennika", ale niestety, szybko spadł z pierwszej strony. Przez większość mediów oświadczenie nie zostało zauważone, a szkoda. Może tą drogą...

Oświadczenie
Zespołu Ekspertów
Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych
w porozumieniu
z Prezydium Konferencji Episkopatu Polski

Od kilku lat obserwuje się lawinowy rozwój technik w dziedzinie biomedycyny. W naszej Ojczyźnie nie ma natomiast żadnych unormowań odnoszących się do eksperymentów na zarodkach, klonowania ludzi lub zapłodnienia pozaustrojowego in vitro. Regulacja prawna jest tu sprawą bardziej niż naglącą. Jej brak jest dziś poważnym wyzwaniem moralnym dla całego społeczeństwa, a przede wszystkim dla osób odpowiedzialnych za tworzenie prawa. Niszczy się w Polsce ludzkie zarodki, wiele pozostaje w uwłaczającym godności człowieka zamrożeniu, a w konsekwencji narażone są na unicestwienie; nierzadko stają się przedmiotem handlu. W praktyce stosowania metody in vitro dokonuje się też selektywnej aborcji. Jak najszybciej trzeba temu położyć kres i nie pozostawiać delikatnego obszaru niekontrolowanym działaniom, jak to jest obecnie. Z uwagi na ochronę godności i życia każdego człowieka metoda zapłodnienia in vitro powinna być prawnie całkowicie zakazana. W porządku przekonań moralnych nie ma tutaj miejsca na kompromis, którego poszukuje się w ramach rozwiązań prawnych. Mimo sprzeciwu wobec metody in vitro, jako naruszającej godność człowieka, każde ludzkie życie - także powstałe w ten sposób - należy przyjąć z miłością. Każdej bowiem osobie przysługuje pełny szacunek i pełna godność.
Z niezbywalnej godności człowieka wynika bezwzględna ochrona każdego ludzkiego życia. Jej konsekwencją jest sprzeciw nie tylko wobec aborcji i eutanazji, ale również wobec zapłodnienia pozaustrojowego in vitro oraz eksperymentów na ludzkich embrionach. Przypomniała o tym ostatnio instrukcja Kongregacji Nauki Wiary Dignitas personae, w której zaapelowano do sumień rodziców, lekarzy, naukowców i polityków o odwagę i skuteczność w obronie życia i godności człowieka. O zasadach moralnych przypomina się wszystkim - niezależnie od przekonań i wiary. Z wdzięcznością przyjmujemy ten ważny głos Stolicy Apostolskiej.
Politycy stają wobec szczególnej odpowiedzialności, gdy podejmują decyzje dotyczące sprawy życia i godności człowieka. W żadnym przypadku nie jest dopuszczalna zgoda na niszczenie istnienia ludzkiego na jakimkolwiek etapie jego rozwoju. W tym kontekście należy popierać starania prawotwórcze zmierzające do stworzenia przepisów chroniących każdy ludzki zarodek. Jeśli w czyimś przekonaniu przyjmuje się w tych pracach rozwiązania zbyt restrykcyjne, to takiej restrykcyjności trudno nie uznać za zaletę. Nawet wątpiący w status ludzki embrionu muszą postępować zgodnie z etyczną odpowiedzialnością, aby pod żadnym pozorem nie zabić człowieka. Przygotowywany projekt ustawy jest do przyjęcia wyłącznie wtedy, jeśli podtrzymany zostanie zakaz zabijania i zamrażania ludzkich istnień.
Zło związane z metodą in vitro nie wynika wyłącznie z faktu niszczenia w trakcie tej procedury ludzkich zarodków. Niezależnie od subiektywnie dobrych intencji bezpośrednio zainteresowanych osób metoda ta czyni człowieka przedmiotem manipulacji, gdyż traktuje go jako przedmiot "produkcji" w procesach określonej biotechnologii, a tęsknota małżonków za dzieckiem, jakkolwiek z perspektywy ich osobowej więzi i społecznych oczekiwań uprawniona, jest stawiana ponad jego niezbywalną godność. Niepokojące są sygnały o powikłaniach i niepożądanych efektach ubocznych praktyki zapłodnienia in vitro. W sposób znaczący rośnie ilość wad wrodzonych u dzieci poczętych tą metodą, nieznany jest dalszy wpływ metody na stan zdrowia potomstwa w późniejszym wieku i w następnych pokoleniach. Wykazano znaczny wzrost ryzyka chorób nowotworowych, np. raka piersi u kobiet poddawanych zabiegom zapłodnienia pozaustrojowego. Manipulacje dotyczące początku życia ludzkiego mogą spowodować nieprzewidywalne skutki biologiczne dla ludzkości.
Gdy podejmuje się inicjatywę pierwszego unormowania, wszyscy posłowie zatroskani o ochronę praw człowieka powinni podjąć działania zmierzające do całkowitego zakazu tej metody. Gdyby jednak takie rozwiązanie prawne zostało odrzucone, ich etycznym obowiązkiem jest aktywność w całym procesie legislacyjnym, tak aby maksymalnie ograniczyć szkodliwe aspekty regulacji.
Warszawa, 22 grudnia 2008 r.

czwartek, 11 grudnia 2008

Tylko dla małżeństw. Na razie

Media podały, że projekt ustawy biomedycznej, który trafił (na razie do konsultacji?) do parlamentu przewiduje procedury in vitro tylko dla małżeństw. Na razie, obawiam się. Doświadczenie pokazuje, że w miarę upływu czasu i przyzwyczajenia społeczeństwa do nowej sytuacji, stopniowo zwiększa się pole akceptacji dla działań wcześniej uznawanych za niegodziwe, i - co za tym idzie - poszerza się ramy prawne. Innymi słowy, w ciągu paru lat przewiduję nowelizację ustawy, pozwalającą na in vitro już nie tylko dla małżeństw i bez obostrzeń zaproponowanych obecnie przez komisję posła Gowina. W bioetyce proces ten nazywany jest równią pochyłą.
Projekt zakłada między innymi, że wszystkie powołane do życia embriony (czyli - jak rozumiem - dzieci na embrionalnym etapie swego rozwoju) mają być umieszczone w macicy kobiety. Zapis ten w sumie niewiele oznacza, gdyż od momentu implantacji ciąża będzie podlegała "Ustawie o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży", ta zaś pozwala na dokonanie aborcji w przypadku "ciężkiego uszkodzenia płodu". W praktyce oznacza to możliwość przerwania ciąży w przypadku niemal każdej nieprawidłowości w rozwoju dziecka. Z etycznego punktu widzenia nie ma znaczenia, czy dziecko zostanie zabite przed czy po implantacji.
Ograniczenie in vitro tylko do małżeństw będzie mocno oprotestowane argumentem o niedyskryminacji osób samotnych, żyjących w związkach nieformalnych i homoseksualnych. Posądzenia o dyskryminację z jakiegokolwiek powodu współcześni decydenci boją się jak ognia. Niestety...

czwartek, 27 listopada 2008

Nie jak, ale czy? A tak naprawdę - stanowcze NIE!

Wiem, że temat był już na blogu, ale repetitio est mater studiorum więc wracam do tematu korzystając, że ktoś ze mną rozmawiał...


[za "Naszym Dziennikiem]
Stanowisko strony katolickiej w zespole bioetycznym powinno zakładać przede wszystkim dążenie do całkowitego wyeliminowania procederu in vitro

In vitro - nie "jak", ale "czy"


Z ks. dr. Piotrem Kieniewiczem z Katedry Teologii Życia Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II rozmawia Izabela Borańska

Polsce potrzebna jest w ogóle ustawa bioetyczna?
- Problem z ustawą bioetyczną należy do wyjątkowo skomplikowanych. Z jednej strony bowiem należy dostrzec wymóg ochrony życia, praw i wartości przez państwo, a z drugiej dosyć duże oczekiwania znacznej grupy obywateli, bynajmniej niezainteresowanych takimi rozwiązaniami. Trzeba sobie zdawać sprawę, że z etycznego punktu widzenia, jeśli ludzkie życie postrzegane jest jako wartość podstawowa, jego ochrona adekwatnie musi być uznana za jeden z najwyższych priorytetów prawa. W praktyce oznaczałoby to bezwzględny zakaz stosowania procedur zapłodnienia pozaustrojowego, klonowania czy eksperymentów badawczych na dzieciach w embrionalnej fazie rozwoju.
Wydaje się, że zespół bioetyczny przyjął jako oczywistość konieczność dopuszczenia pewnych działań, obwarowując je co prawda licznymi warunkami. W moim przekonaniu, jest to założenie błędne, ponieważ z góry zakłada tzw. kompromis moralny w odniesieniu do zasad, które nie dopuszczają wyjątków. Jestem przekonany, że ustawa powinna zabraniać każdej z trzech wymienionych procedur: in vitro, klonowanie, eksperymenty badawcze na dzieciach w embrionalnej fazie rozwoju. Jednocześnie ustawa bioetyczna powinna obligować szpitale kliniczne i medyczne oraz farmakologiczne instytuty badawcze do poddawania nowych, eksperymentalnych procedur terapeutycznych osądowi komitetów bioetycznych, określając jednocześnie kształt i tryb funkcjonowania tych komitetów.

Zespół rekomenduje legalizację in vitro i częściową refundację z budżetu.
- Widoczne jest w zespole Gowina przekonanie o konieczności dopuszczenia in vitro, przy czym różnice odnoszą się do skali tego dopuszczenia, a nie do zasady jako takiej. W praktyce taka legalizacja oznaczałaby zaakceptowanie przez prawo działań, które rozpoznaję jako niemoralne ze względu na brak poszanowania godności osoby ludzkiej. Jednocześnie mam świadomość, że nawet jeśli zostanie przyjęte najbardziej restrykcyjne z rekomendowanych rozwiązań w kwestii in vitro, to otwarte w ten sposób drzwi w krótkim czasie spowodują ewolucję prawa w kierunku bardziej liberalnym. Proces taki miał miejsce w praktycznie wszystkich krajach, gdzie in vitro stało się przedmiotem działań legislacyjnych. Bezwarunkowy zakaz niszczenia zarodków oraz ograniczenia w kwestii liczby zapładnianych komórek jajowych w ramach procedury in vitro być może wskazują na dobrą wolę przynajmniej niektórych członków zespołu bioetycznego, ale trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że stwarzają kolejne problemy. Co w sytuacji, jeśli już po dokonaniu zapłodnienia matka odmówi poddania się implantacji? Jak ustawodawca wyobraża sobie wyegzekwowanie obowiązku implantacji powstałych zarodków?
Zadaniem prawa jest nie tylko chronić obywateli, ale także ich wychowywać. Prawo niemoralne nie wychowuje, tylko demoralizuje, to znaczy obniża poziom wrażliwości moralnej i odpowiedzialności za podejmowane wybory.

Zdaniem Księdza, ustawa może zrobić więcej złego niż dobrego?
- Obawiam się, że proponowana ustawa bioetyczna będzie miała taki właśnie demoralizujący charakter. Dlatego wolałbym, by nie było żadnej ustawy, niż gdyby zła ustawa spowodowała powstanie kolejnej równi pochyłej prowadzącej do coraz to nowych zamachów na niewinne życie ludzkie. Z bardziej konkretnym komentarzem trzeba się oczywiście na razie wstrzymać do czasu przedłożenia konkretnego projektu ustawy, niemniej uwagę o wychowawczej roli prawa projektodawcy ustawy bioetycznej powinni sobie mocno wziąć do serca.

Dziękuję za rozmowę.

Mord z litości nad sobą

Gdy umierał Jan Paweł II, na Florydzie konała z głodu Terry Schiavo. Na wniosek męża, który chciał „ułożyć sobie życie” sąd zdecydował o odłączeniu pozostającej od lat w stanie śpiączki kobiety od aparatury dożywiającej. Zmarła na 3 dni przed Ojcem świętym. W ostatnich dniach włoski sąd zdecydował tak samo – tym razem na wniosek ojca – by zaprzestać odżywiania Eluany Englaro, która od 17 lat pozostawała w stanie śpiączki.
Z moralnego punktu widzenia to nawet nie jest eutanazja, jako że pacjent nie ma w kwestii swej śmierci nic do powiedzenia. Swoją drogą, nawet gdy chory prosi o przyspieszenie śmierci, spełnienie jego prośby nie jest godziwe. Terry Schiavo i Eluana Englaro zostały skazane na śmierć, bo ci, którzy im winni byli miłość, tej miłości odmówili. Mówili, że nie mogą patrzeć na cierpienie kochanych osób. Mówili, że śmierć będzie wybawieniem od cierpienia. Rzeczywiście, wybawi ich od cierpienia kochania tych, którzy potrzebują pomocy i opieki.
Jan Paweł II w swojej encyklice o Ewangelii życia zwracał uwagę, że chorych i słabych zabija się dzisiaj coraz częściej tylko dlatego, że są ciężarem dla innych, dla swoich najbliższych i dla całego społeczeństwa. Uśmiercić chorego na chorobę nowotworową jest zdecydowanie taniej, niż poddawać go długotrwałej terapii. Taniej jest odmówić leczenia ludziom starym, niż wyjść naprzeciw ich potrzebom. A najlepiej, by chory sam chciał umrzeć, by sam uznał, że lepiej nie być ciężarem dla nikogo. Więc się nim na różne sposoby manipuluje, budując w nim poczucie osamotnienia i przerażającego obowiązku usunięcia się z życia w imię rzekomej troski o dobro innych.
Prośba o eutanazję jest w swej istocie oskarżeniem rodziny i przyjaciół o brak miłości. Człowiek, który wierzy w miłość, jest gotów przyjąć każdy ból, każde cierpienie. Ludzkie serce nie jest w stanie znieść tylko jednego – że nie jest kochane.
Nie wierzę w miłość, która zabija. Nie wierzę w sprawiedliwość, która głodem morzy nieprzytomnych ludzi. Nie wierzę w służbę zdrowia, która ludzi nazywa roślinami i odmawia im opieki. Papież wielokrotnie powtarzał, że sposób, w jaki społeczeństwo traktuje najsłabszych, jest sprawdzianem jego wewnętrznej kondycji. Jeśli społeczeństwo słabych, chorych, zniedołężniałych traktuje jak śmieci i niechciany ciężar – jeśli ich odrzuca i eliminuje (choćby ich własnymi rękami) – to takie społeczeństwo nie ma przyszłości.
Mówią niektórzy: „Nie stać nas na udzielenie pomocy i opieki wszystkim” i w pierwszym rzędzie ograniczają formy pomocy ludziom starym i ciężko chorym. Pytam zatem: Czy stać nas na to, by tym najsłabszym, najbardziej potrzebującym naszej miłości i wsparcia, odmówić opieki? Czy stać nas na to, by w imię własnej wygody i zadowolenia, że wokół nas nie widać cierpienia, w majestacie prawa niewinni ludzie byli mordowani tak, jak w swoim czasie zamordowano o. Maksymiliana Kolbe?
W Polsce eutanazja – na szczęście – nie jest legalna. Oby nigdy nie była. Obyśmy nie stanęli w jednej linii z tymi, którzy mają krew niewinną na rękach.

czwartek, 20 listopada 2008

Niemoralna legalizacja

Ostatnie tygodnie na polskiej scenie bioetycznej naznaczone są mocno dyskusją nad legalizacją procedur in vitro i innych działań związanych z zapłodnieniem pozaustrojowym. Z jednej strony przypomina się fakt, że Polska nie ratyfikowała Konwencji bioetycznej i jest jednym z nielicznych krajów (jeśli nie jedynym) w Europie, który zagadnień bioetycznych nie reguluje prawnie w sposób kompleksowy. Z drugiej strony wskazuje się, że zła regulacja może przynieść więcej szkody niż pożytku…
Procedury zapłodnienia pozaustrojowego w Polsce nie są regulowane niemal żadnymi zapisami prawnymi. Niemal, ponieważ istnieją dwa punkty Konstytucji, które mówią o ochronie życia i istnieje orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, który jednoznacznie wypowiedział się, że te zapisy oznaczają ochronę ludzkiego życia od poczęcia. Niestety, to samo polskie prawo, od tej nie znoszącej wyjątków reguły robi wyjątek i dopuszcza sytuacje, w których odmawia prawnej ochrony nienarodzonym dzieciom, które są chore, nieprawidłowo się rozwijają lub poczęte zostały w wyniku przestępstwa ludzi dorosłych. W ten sposób prawo staje się wewnętrznie niespójne i wyłom w zasadzie bezwzględności ochrony życia zostaje uczyniony.
Legalizacja – choćby pod najściślejszymi obwarowaniami – procedur in vitro tylko ten zamęt by pogłębiła, pozwoliłaby bowiem na traktowanie ludzi w ich najwcześniejszej fazie rozwoju w sposób przedmiotowy, jako towar, który – jeśli nie spełnia wymogów jakościowych – będzie poddawany utylizacji. Utylizacja w takiej sytuacji oznacza zabójstwo.
Uciekając przed tą niewygodną prawdą niektórzy lekarze i badacze współcześni odmawiają prawa do człowieczeństwa istotom ludzkim w ich najwcześniejszej fazie rozwoju, stwierdzając, że człowiekiem się ów byt staje dopiero po zagnieżdżeniu się w macicy kobiety. Tertulian powtarzał, że nie może być człowiekiem ten, kto nie był nim od początku.
Nacisk, by zawrzeć kompromis wokół in vitro, jest ogromny. Przypomina się rok 1989 i następne, gdy został zawarty kompromis polityczny pozwalający na uchwalenie ustawy aborcyjnej, ograniczającej skalę legalnej aborcji w Polsce. Zachodzi jednak pomiędzy tymi dwiema sytuacjami subtelna różnica. W tamtym czasie, prawo pozwalało na niemal nieograniczoną aborcję – tylko wiek dziecka mógł je ochronić przed atakiem abortera. Zmiana prawa służyć miała zmianie tej sytuacji. W przypadku in vitro nie ma regulacji, która by pozwalała na przeprowadzanie zabiegu zapłodnienia pozaustrojowego. Innymi słowy, w żadnym zapisie prawnym nie istnieje stwierdzenie, że można to zrobić.
Problem w tym, że legalizacja czegokolwiek rodzi w ludziach przekonanie nie tylko o prawnej, ale także moralnej dopuszczalności danego działania. Widać to doskonale w kwestii aborcji, gdzie zdecydowana większość naszych obywateli uznaje obecne w prawie wyjątki od zasady bezwzględnej ochrony życia za oczywiste i słuszne. Można się zatem spodziewać, że legalizacja in vitro pociągnie za sobą uznanie, że są to procedury moralnie godziwe. A nie są. I właśnie dlatego, że nie są, jest tylko jedna regulacja, która byłaby moralnie do zaakceptowania: całkowity zakaz in vitro i nieterapeutycznych eksperymentów na dzieciach w ich embrionalnej fazie rozwoju. Tu nie ma miejsca na kompromis. Lepiej, by prawo w tej kwestii nie mówiło zatem nic, niż gdyby miało być demoralizujące.

środa, 12 listopada 2008

Słowo, które stwarza

Zgodnie z przepięknie namalowanym słowami obrazem z Księgi Rodzaju, Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. W moim przekonaniu owo podobieństwo realizuje się na co najmniej kilku płaszczyznach. Przede wszystkim do Boga jesteśmy podobni w tym, że naszą natura jest miłość – chcemy kochać i być kochani. W miłości odnajdujemy siebie, nasze życie.
Drugim takim podobieństwem do Stwórcy jest zdolność do uczestnictwa w dziele stworzenia, i bynajmniej nie mam na myśli naszych ludzkich zdolności prokreacyjnych związanych z seksualnym wymiarem życia. Chodzi mi o to, że każdym wypowiadanym słowem zmieniamy świat, stwarzając i niszcząc otaczającą nas rzeczywistość. Jakkolwiek niewiarygodnie by to brzmiało, teza nie jest wzięta z sufitu, ale z życia.
Kiedy mężczyzna wyznaje kobiecie, że ją kocha, jej serce się otwiera. Kiedy ktoś nas rani głupim, brutalnym słowem – czujemy, jakby gasło w nas życie. Słowa gniewne nakręcają w nas emocje i gniew, słowa spokojne łagodzą irytację.
Mówię o tym wszystkim, ponieważ niedawno zdałem sobie sprawę, że język, w jakim opowiadam moim studentom o problemach bioetycznych niekoniecznie jest najwłaściwszy. Mówię do nich o zygotach, embrionach, blastocystach, płodach, jakby pomijając milczeniem fakt, że za każdym razem chodzi o dziecko. To prawda, że tamte terminy wskazują na etap rozwoju młodego człowieka, ale jednocześnie jakoś go dehumanizują.
Łatwiej jest zaakceptować eksperymenty na embrionach niż eksperymenty na dziecku. Łatwiej jest myśleć o zygocie jako nie-człowieku, gdy używa się tylko technicznej terminologii medycznej. Łatwiej jest myśleć o nienarodzonym dziecku jako zlepku komórek, gdy słyszy się termin embrion. I niestety, łatwiej jest zgodzić się na terminację procesu rozwojowego blastocysty, niż gdy zacznie się mówić o zabójstwie niewinnego dziecka.
Słowa, które wypowiadamy kształtują nas, nasz sposób myślenia, i nasze postrzeganie świata. Nie wystarcza wiedzieć, że zygota, embrion czy płód to człowiek na różnych etapach swego rozwoju. Trzeba tę wiedzę uczynić częścią siebie, swojego myślenia czy postrzegania. Jednym z najłatwiejszych, a jednocześnie najskuteczniejszych sposobów zbudowania na nowo kultury życia jest zmiana języka, w jakim to życie opisujemy. Że ten embrion czy płód to zawsze jest dziecko. Że kobieta w ciąży nie tyle oczekuje dziecka, co jest już matką. Że poród to nie przyjście na świat, bo na świecie młody człowiek był już od wielu miesięcy, ale to tylko moment zmiany środowiska, w którym żyje.
Nie wolno nam się zgodzić na dehumanizacyjny dyktat cywilizacji technicznej. Jeśli już trzeba, to mówmy: człowiek na takim, albo innym etapie rozwoju. Człowiek! Dziecko! Osoba! Wbrew technologicznej nomenklaturze jesteśmy ludźmi – od poczęcia po wieczność. I warto, byśmy sami to dostrzegli i wypowiedzieli własnymi słowami.