Pokazywanie postów oznaczonych etykietą in vitro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą in vitro. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 października 2010

Szantaż Kościoła

Rzecznik rządu premiera D. Tuska nazwał wypowiedź biskupów na temat moralnych konsekwencji poparcia dla in vitro szantażem i nieuprawnioną formą wywierania nacisków na parlamentarzystów i członków rządu. Prawdę mówiąc zaskoczył mnie, bo miałem go za znacznie bardziej rozgarniętego.

Po pierwsze kwestia szantażu. Szantaż jest groźbą dokonania pewnych czynów, jeśli osoba szantażowana nie spełni warunków szantażysty. Tymczasem biskupi nie wypowiadają żadnej groźby, a jedynie przypominają jeden z warunków przynależności do wspólnoty. Warto zaznaczyć, że przynależność do Kościoła jest całkowicie dobrowolna. Jeśi ktoś nie chce do Kościoła należeć, to nie należeć nie będzie, choć niewątpliwie wspólnota (a przynajmniej ja) odczuwa to boleśnie. Chciałbym, by do Kościoła należeli wszyscy, by wszyscy poznali Boga tak jak ja, lub lepiej ode mnie, by wszyscy w Nim odnaleźli życie i szczęście. Jestem jednak realistą na tyle, że wiem, iż to moje pragnienie nie bardzo ma szanse się ziścić, że wielu ludzi wybierze własną drogę przez życie. Mam głęboką nadzieję, że także na tych innych ścieżkach Bóg będzie do nich mówił i przyciągnie ich do siebie.
Kościół jest wspólnotą, która - jak każda inna - określa warunki przynależności. Jeśli polityk chce być katolikiem, to musi się liczyć, że obowiązują go pewne standardy. Jeśli tych standardów nie dotrzymuje, zwłaszcza jeśli nie dotrzymuje standardów uznawanych przez Kościól za kluczowe - musi się liczyć z wykluczeniem. Z drugiej strony nie widzę żadnych powodów, by nie domagać się od polityków szermujących swoim katolicyzmem uszanowania zasady wzajemności.

Nie bardzo zatem pojmuję, dlaczego min. Graś nazywa wypowiedzi biskupów neiuprawnionym wywieraniem nacisku na parlamentarzystów. Pomijam już fakt, że jest rzeczą naturalną, powszechną i dobrą, że wyborcy wywierają nacisk na swoich reprezentantów. Ostatecznie owi reprezentanci muszą wiedzieć, jakie poglądy mają reprezentować.

Wypowiedź min. Grasia ma sens tylko w wypadku, jeśli 1) biskupi i Kościół nie ma prawa określać, kto do niego należy, a kto nie (i pod jakimi warunkami); oraz 2) biskupi wraz z otrzymaniem święceń biskupich (a zapewne i księża wraz ze święceniami prezbiteratu) tracą zarówno czynne prawo wyborcze, jak i w ogóle prawo do zabierania głosu na tematy wiary i moralności - tak indywidualnej, jak i społecznej). Z tego co mi wiadomo, Polska gwarantuje wolność wyznania i wypowiedzi, zaś odebranie praw publicznych dokonuje się na mocy prawomocnego wyroku sądowego.

Niewątpliwie, w jakiejś mierze wypowiedź biskupów jest formą wywarcia nacisku, ale jedynie wobec tych polityków, dla których przynależność do Kościoła jest sprawą istotną. Trzeba pamiętać, że wobec powierzonych sobie wiernych (niezależnie od stanowiska, jakie zajmują), biskupi mają obowiązek sprawować posługę pasterską, w razie konieczności napominając ich i karcąc. Pozostałych - niewierzących, lub przynależących do innych wyznań i religii, pastrskie naciski katolickich biskupów nie dotyczą, bo dotyczyć nie mogą. Co najwyżej mogą być zachętą do refleksji sumienia, które to sumienie właściwe jest wszystkim ludziom (i przynajmniej niektórzy z niego korzystają).

Cieszę się jasnym postawieniem sprawy w liście biskupów do parlamentarzystów. Cieszę się jednoznacznością wypowiedzi abpa Hozera. Teraz pokaże się, kto jest katolikiem, a kto sobie tylko katolicyzmem gębę wyciera.

czwartek, 24 września 2009

Była konferencja, był list, ale teraz o tym cisza...

Poniższy list w zasadzie nie wymaga komentarza. W kontekście medialnych zawieruch wokół problemów bioetycznych cisza po jego publikacji jest wielce wymowna. Niestety...

List otwarty do Posłów i Senatorów Rzeczypospolitej Polskiej

Jako lekarze zajmujący się leczeniem niepłodności, obradujący na Międzynarodowej Konferencji "NaProTechnology - Lublin 2009", zawiadamiamy: istnieje i rozwija się metoda diagnostyczno-terapuetyczna ukierunkowana na zdrowie prokreacyjne kobiety, znana jako NaProTechnologia.

NaProTechnologia umożliwia dogłębne rozpoznanie przyczyn niepłodności i skuteczne ich leczenie. Daje szanse na poczęcie poprzez naturalne współżycie i urodzenie zdrowego, donoszonego dziecka. Korzysta przy tym z najnowszych osiągnięć wielu gałęzi medycyny, w tym chirurgii, ginekologii, farmakologii i andrologii, we współpracy z naturalnymi funkcjami prokreacyjnymi kobiety.

Doświadczenia naszych kolegów ze Stanów Zjednoczonych i Irlandii dowodzą, że NaProTechnologia jest skuteczniejsza niż zapłodnienie in vitro, oferuje rozwiązania w sytuacjach kiedy in vitro pozostaje bezradne lub szczególnie ryzykowne, potrafi pokonywać problem niepłodności męskiej i niedrożności jajowodów.

NaProTechnologia proponuje kompleksowe podejście do zdrowia reprodukcyjnego kobiety. Praktyka kliniczna w ośrodkach które stosują NaProTechnologię wskazuje, że może przewidywać problemy z płodnością, np. zagrożenie poronieniem oraz ryzyko innych chorób, w tym np. raka piersi. Może skutecznie leczyć endometriozę, zespół napięcia przedmiesiączkowego, nawracające torbiele jajnikowe, depresję poporodową i inne nieprawidłowości, nie narażając organizmu na skutki uboczne innych, niszczących fizjologię terapii farmakologicznych.

Proponowana przez NaProTechnologię obserwacja biomarkerów według Modelu Creightona umożliwia ponadto w pełni skuteczne planowanie rodziny, bez ryzyka niebezpieczeństw związanych z antykoncepcją hormonalną i użyciem wkładek wewnątrzmacicznych.

NaProTechnologia jako metoda diagnostyczno-terapeutyczna, będąca tanią, realną, zdrową i w pełni etyczną alternatywą dla programu sztucznego rozrodu, rozwija się w wielu krajach świata, także w Polsce. Konferencja "NaProTechnology - Lublin 2009" pokazała rosnące zainteresowanie branży medycznej oraz pacjentów. Kilkuset uczestników z Polski i zagranicy słuchało prelekcji naukowców m. in. z USA, Irlandii i Kanady, szkolenia przeszli kolejni praktycy, lekarze i instruktorzy Modelu Creightona.

Chcemy zwrócić Państwa szczególną uwagę na fakt, że w przeciwieństwie do NaProTechnologii, sztucznie wspomagany rozród (ART) metodą in vitro (IVF) niesie ze sobą ryzyko śmierci zarodków, poronień, ciąż wielopłodowych zakończonych porodami przedwczesnymi. Wiąże się ze zwiększoną częstością wad wrodzonych, stwarza ryzyko dla zdrowia kobiety poddającej się hiperstymulacji jajników, pomija i lekceważy godność mężczyzny, kobiety i dzieci.

In vitro jest metodą drogą, mało skuteczną, kontrowersyjną i ryzykowną dla zdrowia. Nie bez powodu na całym świecie poddaje się jej tylko nieznaczny procent par (0,5%) zmagających się z dramatem niepłodności. NaProTechnologia przynosi wszystkim nowe możliwości.

Prosimy o uwzględnienie powyższych faktów w debacie na temat niepłodności, o niewypieranie NaProTechnologii z dyskursu publicznego. Namawiamy też do odrzucenia w głosowaniu projektów ustaw, które przez legalizację lub dofinansowanie wymuszają społeczną akceptację in vitro i w sposób nieuzasadniony promują tę metodę jako jedyną lub najbardziej skuteczną odpowiedź na problem niepłodności.

Prof. Thomas Hilgers, twórca NaProTechnologii, członek Papieskiej Akademii Pro Vita (Nebraska, USA)
Dr Phil C. Boyle, dyrektor Fertility Care Centers of Europe (Galway, Irlandia)
Prof. Joseph B. Stanford, specjalista zdrowia publicznego, Uniwersytet w Utah (USA)
Dr Mark F. Stegman, ginekolog położnik, Center for Women's Health (Pensylwania, USA)
Dr Maciej Barczentewicz, ginekolog położnik, Prezes Zarządu Fundacji Instytut Niepłodności Małżeńskiej im. Jana Pawła II (Lublin)
Dr Maria Szczawińska, ginekolog położnik, Przewodnicząca Sekcji Ginekologii Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich (Kraków)
Dr Tadeusz Wasilewski, ginekolog położnik, były praktyk in vitro, Klinika NaProMedica (Białystok)
Pozostałe podpisy na stronie www.leczenie-nieplodnosci.pl
List ukazał się w "Rzeczpospolitej" z dnia 21.09.2009r.

wtorek, 15 września 2009

Teraz my

Wczoraj miałem spotkanie z posłem J. Palikotem na antenie TVN/TVN24 w ramach "Teraz my". Było uprzejmie, ciekawie, merytorycznie - choć relacja na stronie TVN24 nie oddaje tego, co działo się w studiu - zdecydowanie staje po stronie zwolenników in vitro, przekręcając i wyrywając przytaczane przeze mnie argumenty z kontekstu. Wbrew moim obawom okazało się, że można prowadzić merytoryczną, opartą na racjonalnych argumentach dyskusję, w której strony się różnią diametralnie poglądami, a jednocześnie odnoszą się do siebie z szacunkiem.

Dobrze, że był to program na żywo. Udało się powiedzieć kilka ważnych rzeczy, zwłaszcza odnośnie do powikłań związanych ze stosowaniem zapłodnienia pozaustrojowego. Może ktoś to usłyszał, może w kimś to zmieniło nastawienie i podjęte już decyzje.

Na marginesie dyskusji nad in vitro wyszła kwestia praw obywatelskich dla ludzi wierzących. Według posła J. Palikota (swoją drogą polubiłem go...) chrześcijańscy politycy mają prawo do swoich poglądów, ale nie wolno im wprowadzać zapisów to odzwierciedlających w życie. PRzy całym szacunku dla liberałów, brak w tym rozumowaniu logiki.

Chciałem bardzo podziękować tym wszystkim, którzy się modlili w mojej intencji w związku z tym programem, o spokój serca, trzeźwość umysłu i klarowność wypowiadanych argumentów. Jestem bardzo Wam wdzięczny.

czwartek, 28 maja 2009

Nazwać dziecko po imieniu

Prawdę mówiąc, myślałem, że się nie doczekam. Że tak jak dotąd, sprawa rozejdzie się po kościach i mimo hucznych zapowiedzi PiS-owski projekt ustawy bioetycznej nie ujrzy światła dziennego. Zresztą, wciąż może tak być, że projekt zostanie uwalony w klubie, w komisjach, albo na posiedzeniu plenarnym, już podczas pierwszego czytania. Obym się mylił, ale właśnie taką przyszłość mu przewiduję, a to z dwóch powodów: po pierwsze jest to projekt konsekwentnie opowiadający się po stronie ludzkiego życia i godności (a więc za wartościami nie pozostawiającymi miejsca na kompromis), a po drugie ponieważ domaga się jednoznacznego opowiedzenia się po stronie tych wartości od polityków. Ci zaś nawet jeśli deklarują się jako katolicy i przeciwnicy aborcji, nie są w stanie zaakceptować postaw bezkompromisowych, bo uważają je za niedemokratyczne. Czyli pierwszy powód ma charakter merytoryczny, a drugi – formalny.
Paradoksalnie, ta właśnie sytuacja – spodziewanego powszechnego sprzeciwu wobec projektu całkowitego zakazu in vitro, klonowania i eksperymentów na dzieciach w ich najwcześniejszej fazie życia – otóż właśnie ta sytuacja odsłoni prawdziwe oblicze zarówno naszej polskiej sceny politycznej, ale też naszej wiary jako narodu. Pokaże się, ile w naszym społeczeństwie warte jest ludzkie życie, ile warta jest ludzka godność, a ile własne pragnienia, chęci i aspiracje. Jednocześnie będzie to szansa na przypomnienie każdemu i wszystkim, że człowiek zaczyna się wtedy, gdy zaczyna się jego życie. Że nie ma – jak to postulują niektórzy myśliciele – jakiegoś „okresu przejściowego” pomiędzy zapłodnieniem a poczęciem, pomiędzy poczęciem a narodzinami. Nie ma potencjalnego człowieka. Albo jest człowiek, albo nie. Jak to ujął przed wiekami Tertulian: „Nie może być człowiekiem ten, kto nie jest nim od początku”.
Człowiek na początku zbudowany jest z jednej komórki, ale potem rośnie, a potem umiera. W międzyczasie się rodzi, dojrzewa... Cały czas ten sam człowiek. Dlatego, gdy mówimy o jego początkowym okresie życia, trzeba o tym człowieczeństwie pamiętać i mówić. A więc: zamiast mówić „zarodek”, „embrion”, „płód” – mówmy „dziecko”! Mówmy „człowiek”! Jeśli trzeba, dodajmy, że to dziecko w embrionalnej czy płodowej fazie swego życia. Ale zawsze „dziecko”! Zawsze „człowiek”!
Zbyt łatwo dziś jest schować prawdę o tych najmniejszych za techniczną nomenklaturą medyczną, całkowicie zdepersonalizowaną i odczłowieczoną. Agresywne wypowiedzi zwolenników aborcji, antykoncepcji, in vitro, klonowania i eutanazji usiłują krzykiem zagłuszyć prawdę o ludzkiej i osobowej naturze ludzi dopiero co powołanych do istnienia. Wobec tego krzyku nie wolno nam się ani cofnąć ani ugiąć. Jak napisał św. Ignacy Antiocheński w liście do św. Polikarpa : „Bądź odporny jak uderzone kowadło”. Pius XII skomentował to jednym zdaniem zachęty: „Podjęte przez Was ogromne trudy przyniosą wielkie owoce”.
Przygotowany przez posła Jarosława Gowina projekt ustawy bioetycznej upadł, bo był kompromisowy. Projekt posła Bolesława Piechy niestety zapewne również upadnie z powodu swej bezkompromisowości. I ofiarami obu tych upadków będą dzieci – najsłabsi z najsłabszych. Po raz kolejny prawda zostanie złożona na ołtarzu postępu. Wygrają silni, urodzeni, mający dostęp do pieniędzy, środków przekazu i – konsekwentnie – do władzy.
Obym był złym prorokiem, ale jakoś – poza podaniem się do dymisji przez marszałka Marka Jurka – nie pamiętam, by prawda była w naszym parlamencie naprawdę ceniona. I powiedzmy sobie uczciwie, że bez nawrócenia – tak polityków, jak i nas wszystkich – sytuacja się nie zmieni. Uwalimy każdy projekt, który będzie od nas wymagał radykalnego opowiedzenia się po stronie prawdy i dobra.

środa, 27 maja 2009

Projekt, co go pewnie uwalą

Na łamach "Naszego Dziennika" ukazał się dziś mój komentarz do projektu ustawy bioetycznej autorstwa posła Bolesława Piechy (PIS). Nie odnosząc się do kwestii przynależności partyjnej autora, trzeba przyznać, że zasługuje on na uwagę. Poniżej kilka moich uwag na jego temat.

A swoją drogą, pewnie ten projekt uwalą w pierwszym czytaniu...


* * *


Prawdę mówiąc, myślałem, że się nie doczekam dnia, w którym pojawi się projekt prawa całkowicie delegalizujący zapłodnienie pozaustrojowe. Muszę przyznać, że po doświadczeniach związanych z próbą wzmocnienia konstytucyjnej ochrony życia ludzkiego w najwcześniejszym okresie jego istnienia, a także po komentarzach polityków z różnych ugrupowań odnośnie do projektu ustawy bioetycznej autorstwa Jarosława Gowina (PO) straciłem nadzieję na odważny i jednoznaczny ruch ze strony posłów opowiadających się za całkowitą ochroną ludzkiego życia. Bardzo mnie cieszy całkowita delegalizacja in vitro, klonowania, tworzenia hybryd i chimer ludzkich oraz nieterapeutycznych eksperymentów na ludziach, także w najwcześniejszej fazie ich życia, postulowana w przygotowanym przez Bolesława Piechę (PiS) projekcie o ochronie genomu ludzkiego i embrionu ludzkiego. Uznanie niezbywalnej godności ludzkiej u dziecka poczętego konsekwentnie przekłada się w projekcie na ochronę jego życia, godności i tożsamości (zarówno tożsamości genetycznej, jak i społecznej). Mam głęboką nadzieję, że tę ochronę uda się zapewnić poprzez uchwalenie projektowanej ustawy.

Projekt dokonuje kilku poprawek w istniejącym już prawie odnoszącym się do kwestii bioetycznych. Ze szczególnym zadowoleniem przywitałem projekt zmiany przepisów odnośnie do sprzeciwu sumienia, który to sprzeciw wreszcie uzyskuje realny i moralnie akceptowalny charakter. Szkoda tylko, że uczniowie i studenci szkół medycznych nadal nie są tą ochroną objęci i muszą uczestniczyć we wszystkich przewidzianych programem nauczania procedurach, nawet jeśli sprzeciwia się to ich przekonaniom i decyzjom sumienia. Należy zatem stosowny zapis o uszanowaniu decyzji sumienia uczniów i studentów szkół medycznych i farmaceutycznych dodać podczas dalszych prac ustawodawczych nad projektem.
Projekt wprowadza faktyczne zabezpieczenie prawa osoby do godnej śmierci, jednocześnie jednoznacznie uniemożliwiając "podciągnięcie" pod ten termin działań samobójczych i eutanatycznych. To niezwykle ważny zapis i niezwykle cieszy mnie jego obecność w projekcie.W trakcie lektury projektu zrodziło się we mnie jednak kilka uwag, którymi pragnę się tu podzielić. Nie stawiam ich jako dyskwalifikujących projekt; przeciwnie - ich celem jest wsparcie projektodawcy w dziele tworzenia prawa, tak aby było ono wewnętrznie spójne i dobre (także w moralnym wymiarze), przyczyniając się do umocnienia dobra wspólnego.
1. Wobec dramatu kriokonserwacji tysięcy ludzkich istnień, projekt przewiduje prawo do adopcji prenatalnej. Należy z mocą stwierdzić, że procedura ta również narusza godność dziecka. W instrukcji Kongregacji Nauki Wiary "Dignitas personae" Kościół, odnosząc się do tej sytuacji, stwierdza, że "tysiące porzuconych embrionów stwarzają sytuację niesprawiedliwości nie do naprawienia". Dlatego Jan Paweł II odwołał się do sumienia osób sprawujących odpowiedzialne funkcje w środowisku naukowym, a w szczególny sposób do lekarzy, aby została wstrzymana produkcja ludzkich embrionów, zważywszy że nie ma moralnie godziwego rozwiązania, które zapewniłoby ludzką przyszłość wielu tysiącom "zamrożonych" embrionów, choć przecież mają one i zawsze zachowają swoje podstawowe prawa i tym samym winny być chronione przez prawo jako ludzkie osoby (DP 19; dokument odwołuje się w tym miejscu do przemówienia Jana Pawła II do uczestników sympozjum na temat: "Evangelium vitae a prawo" i XI Międzynarodowego Kolokwium Prawa Kanonicznego (24 maja 1996 r.), n. 6: AAS 88 (1996 r.), 943-944; L'Osservatore Romano, wyd. polskie, n. 9/1996 r., s. 44).
Wobec powyższego, pozostaje stałe przechowywanie w stanie kriokonserwacji powołanych do istnienia dzieci - jest to smutna konsekwencja podjętych wcześniej decyzji. Przyjęty w projekcie kompromis wynika - jak się wydaje - z przekonania, że w zaistniałej sytuacji coś trzeba zrobić, a jeżeli trzeba, to jakieś rozwiązanie istnieć musi. Otóż takiego (godziwego) rozwiązania nie ma, a jeżeli nawet jest, to nie jest nim procedura adopcji prenatalnej. Na marginesie, wydaje się, że dopuszczona procedura adopcji prenatalnej przez kobiety niebędące w małżeństwie, będąc odbiciem analogicznej procedury adopcyjnej wobec dzieci urodzonych, sama w sobie rodzi wątpliwości co do ochrony praw dziecka, które powinno wychowywać się w pełnej rodzinie.
2. Użyta w projekcie terminologia jest odrobinę niespójna. W zasadniczej części projektu użyta jest terminologia medyczna, która ma charakter depersonalizujący. Postulować należałoby zatem wprowadzenie terminologii przypominającej o osobowym charakterze życia ludzkiego, także w odniesieniu do dzieci poczętych, a jeszcze nie narodzonych. Zarodek, embrion, płód to zawsze dziecko, człowiek. Należy więc mówić: "dziecko w embrionalnej fazie rozwoju". Jakkolwiek przy okazji omawiania warunków przeprowadzania eksperymentów medycznych dziecko nienarodzone jest traktowane na równi z każdym innym pacjentem, o tyle przy omawianiu procedur zapłodnienia pozaustrojowego tej koherencji brakuje.
3. Ustawa nie reguluje kwestii sztucznego zapłodnienia wewnątrzustrojowego, a więc procedur:
a. AIH (Artificial Isemination Husband or Homologous) - sztuczna inseminacja homologiczna;
b. AID (Artificial Isemination Donor) - sztuczna inseminacja heterologiczna;
c. GIFT (Gametes Intrafallopian Transfer) - medycznie wspomagane zapłodnienie wewnątrzustrojowe.
Z etycznego punktu widzenia są one również niemoralne, ze względu na odmowę uznania podmiotowego charakteru godności człowieka od momentu poczęcia (a ściślej - w momencie poczęcia). Oczywiście, jest to zło "mniejsze", niemniej należy podkreślić, że prawo nie może akceptować czynów niegodziwych, jeśli ma utrzymać swój zobowiązujący charakter. Dziecko ma prawo począć się wskutek pełnego aktu małżeńskiego, dlatego godziwość procedur medycznych kończy się, gdy zastępują one prokreacyjny wymiar aktu małżeńskiego technicznym działaniem personelu medycznego. Terapia niepłodności ma służyć przywróceniu płodności, a więc umożliwieniu naturalnego poczęcia będącego dopełnieniem współżycia małżonków.
4. Zaproponowane w projekcie (Rozdział VII, art. 50-56) sankcje karne za naruszenie fundamentalnego prawa dziecka nienarodzonego do życia są odmienne niż analogiczne kary za to samo przestępstwo wobec osób urodzonych. Oznacza to faktyczną odmowę uznania ich w pełni osobowego statusu.
5. Rozdział IV zatytułowany "Status embrionu" w rzeczywistości mówi jedynie o statusie prawnym (art. 29-30). Należałoby go uzupełnić o prawne stwierdzenie osobowego statusu dziecka poczętego i wskazać na konsekwentną koherencję przepisów karnych wynikających z rozpoznania tego faktu. Należy podkreślić w tym miejscu, że zapis powinien wyraźnie stwierdzać rozpoznanie przez ustawodawcę osobowego statusu dziecka, a nie sugerować (wprost lub pośrednio) przyznawanie tego statusu na mocy decyzji władz. Osobowy charakter bytu wynika bowiem z faktu zaistnienia, a nie czyjegokolwiek aktu prawnego. Stąd postulowany zapis jednoznacznie określałby stan faktyczny.
6. W projekcie zmian w Ustawie z dnia 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty odnośnie do przerwania działań pielęgnacyjnych, karmienia i nawadniania, gdy "nie służy to dobru chorego", zrodziły się we mnie pewne wątpliwości (art. 30a ust. 3). Brak precyzyjnego określenia, co jest tym dobrem, stwarza pole do poważnych nadużyć, jak to miało miejsce w przypadku Terry Schiavo (USA) i Eluany Englaro (Włochy). Wyjaśnienia zawarte w uzasadnieniu projektu wskazują co prawda na intencje prawodawcy, powinny skutkować jednak stosownym zapisem w projekcie.
Projekt ustawy bioetycznej autorstwa p. Bolesława Piechy przypuszczalnie wywoła burzę, zarówno wśród posłów, jak i w całym społeczeństwie. Będzie okazją do jasnego pokazania, kto broni życia, a dla kogo ludzkie, bezbronne życie jest tylko kartą przetargową i towarem, przedmiotem handlu politycznego lub komercyjnego. Z całą pewnością podniosą się głosy, że projekt odbiera bezpłodnym małżonkom nadzieję na rodzicielstwo, że jest nieludzki. Należy się na takie głosy przygotować i jednoznacznie bronić godności i życia dzieci w ich najwcześniejszej fazie rozwoju. Być może okaże się, że obrońców życia nie ma w Polsce zbyt wielu. Będzie to jednocześnie weryfikacja faktycznej przynależności do Kościoła katolickiego. Trzeba bowiem pamiętać, że "w przypadku prawa wewnętrznie niesprawiedliwego, jakim jest prawo dopuszczające przerywanie ciąży i eutanazję, nie wolno się nigdy do niego stosować ani uczestniczyć w kształtowaniu opinii publicznej przychylnej takiemu prawu, ani też okazywać mu poparcia w głosowaniu" (EV 73).

środa, 18 marca 2009

A upadek jego był wielki

No i projekt przepadł. Po kilku miesiącach dyskusji, sporów, a nawet obrzucania się inwektywami, projekt ustawy bioetycznej przygotowany przez zespół posła Gowina upadł. Oddany do konsultacji wewnątrzpartyjnych utonął wśród fal sprzecznych opinii, interesów, poglądów i wyznawanych wartości. Platforma platformą – okazało się, że nie ma możliwości, by wszyscy stojący na jednym peronie wsiedli do jednego pociągu. Dla liberałów projekt był zbyt konserwatywny, dla konserwatystów – zbyt liberalny. Poszło oczywiście o in vitro, choć przecież projekt nie tylko o tym traktował.
W gruncie rzeczy – wcale się temu upadkowi nie dziwię. Projekt posła Gowina był fatalny, choć zapewne był najlepszym z możliwych, z etycznego punktu widzenia. Próba kompromisu jednak okazała się nieskuteczna, bo tam, gdzie jest konflikt wartości, o kompromis jest wyjątkowo trudno.
Platforma jest ugrupowaniem, w którym ludzi połączyły nie tyle wartości, co wspólne interesy i wspólna wizja demokratycznej Polski, o liberalnym systemie gospodarczym. Wartości moralne, nade wszystko stosunek do bezbronnego życia – zarówno nienarodzonego, jak i zmierzającego ku swemu schyłkowi – pozostawały na drugim planie. Jedność trwał, jak długo nikt tych wartości nie ruszał. Gowin poruszył – i domek z kart się rozsypał.
Właśnie dlatego, gdy poszło o projekt, w którym owe fundamentalne wartości moralne stały się sprawą najważniejszą, uczestnicy dyskusji wzruszając ramionami rozeszli się każdy w swoją stronę. Jedni nie chcieli się narażać na miano oszołomów i ciemnogrodzian. Inni nie chcieli narażać się Kościołowi hierarchicznemu – głos biskupów przecież zawsze się może jeszcze przydać. I tak, zamiast kodyfikacji prawa bioetycznego, będzie tak, jak jest. W najlepszym wypadku czeka nas nowelizacja ustawy transplantacyjnej, a potem ewentualnie ustawy o zawodzie lekarza i kilka rozporządzeń, którymi po cichu będzie można powyciągać gorące ziemniaki procedur in vitro z ognia społecznych dyskusji – powyciągać cudzymi, ministerialnymi, lub jeszcze lepiej – unijnymi – rękami.
Cała ta historia pokazała, że ludzi o jednoznacznych, wyrazistych poglądach moralnych w polskim parlamencie jest niewielu. Paradoksalnie, najwięcej ich po lewej stronie. Co prawda poglądy socjaldemokratów w kwestii stosunku do nienarodzonego życia są dla mnie niemożliwe do zaakceptowania, ale przynajmniej są jednoznaczne i wyraziste. Jak czytamy w Apokalipsie św. Jana – „Obyś był zimny, albo gorący, nie zaś letni, bo chcę cię wypluć z moich ust” (Ap 3:15). Lewica w tej kwestii jest zimna. Ale to i tak lepsze, niż prowokujące nudności nieokreślenie rzekomych konserwatystów, tak często powołujących się na nauczanie Kościoła, wyznawany katolicyzm i nastawienie pro-life.

czwartek, 5 marca 2009

Interwencje ekstra i głos na pustyni

Rzecz miała dzisiaj na antenie Polsat News, g. 16.30. W studiu w Warszawie poseł Joanna Senyszyn (ekonomista), dr Grzegorz Południewski (ginekolog) i Piotr Pałasz (ojciec dwójki dzieci urodzonych po zastosowaniu in vitro). W Lublinie, przed kamerą posadzono mnie, jako eksperta, lub - jak się okazało - chłopca do bicia.
Program zaczął się 8 minutowym reportażem o akcji zbierania podpisów przeciwko projektowi legalizacji in vitro, akcji prowadzonej z założeniem, że jeśli będzie 100 000 podpisów, złożony będzie obywatelski projekt całkowicie zakazujący stosowania tej procedury. Goście w studiu mieli za zadanie skomentować całą akcję, a ode mnie - najwyraźniej - oczekiwano, że będę jej bronił.
Pani Poseł nie odpuściła żadnej okazji by wyrazić swoje niezadowolenie z faktu istnienia i działalności Kościoła katolickiego, źródła wszelkiej głupoty, wszetecznictwa i niemoralności (co nie przeszkadzało jej powoływać się na opinię - cokolwiek odosobnioną - emerytowanego arcybiskupa mediolanu, kard. Martiniego). Pan Ginekolog przedstawiał in vitro w samych superlatywach, jako niezastąpioną formę terapii niepłodności, jednocześnie wskazując, że poczęcie ma miejsce dopiero wtedy, gdy Młody Człowiek (to moje określenie, bo on mówił o embrionie) dotrze do macicy swojej Mamy. Dzielnie mu wtórował Tata dwójki narodzonych bliźniąt (między którymi są 3 lata różnicy, a których rodzeństwo nadal doświadcza błogosławieństwa hibernacji w ciekłym azocie).
Niestety, ze mną nie było innych przedstawicieli Kościoła - katolickiego ginekologa (np. p. Macieja Barczentewicza z Lublina), katolickiego polityka (np. Marka Jurka) czy rodziców, którzy wybrali adopcję jako drogę realizacji swojego rodzicielskiego powołania, powołania naznaczonego ciężarem niepłodności (tu nazwisk nie będę wymieniał, ale zapewniam, że takich rodzin jest wiele).

Niewiele było do powiedzenia w rozmowie, która raz po raz naznaczona była manipulacjami, przeinaczaniem faktów, łącznie z moją wypowiedzią sprzed kilku miesięcy z Warszawy. Ponieważ zatem tam nie było można, kilka punktów resume tutaj, tak ku pamięci.

Dlaczego Kościół ma prawo wypowiadać się na temat in vitro?
- ludzie wierzący mają takie sama prawa obywatelskie do wypowiadania się i przekonywania innych, jak niewierzący.
- nikt nikogo do niczego nie przymusza, ale szacunek dla demokracji obowiązuje w obie strony
- mówimy o tym, jak rozpoznajemy dobro i zło, a co ludzie z tym zrobią, pozostaje w gestii ich sumienia. Jeśli się ludzie z tym nie zgadzają, to my, ludzie wierzący (nie tylko księża) się na nich nie obrażamy, ale nie zmieniamy zdania pod wpływem sondaży. Prawda nie leży pośrodku, ale leży tam gdzie leży.

Dzieci z in vitro są godne szacunku
- Każde dziecko jest godne szacunku, bez względu na to, w jakich warunkach żyje i jaką drogą przyszło na świat.
- Szacunku są też godne dzieci, które są poczęte, ale którym nie pozwolono się urodzić

Niepłodność jest poważnym problemem
- Niewątpliwie jest to źródło poważnego cierpienia, czasem zawinionego, a czasem nie, co nie zmienia faktu, że ono zawsze boli
- niepłodność trzeba leczyć i leczenie Kościół wspierał i wspiera; rzecz w tym, że in vitro leczeniem nie jest.
- nie wszystko, co jest technicznie wykonalne, jest moralnie godziwe

Dlaczego in vitro jest złe?
- narusza godność dziecka, które traktowane jest jak produkt, oraz jego prawo do poczęcia w wyniku współżycia małżonków, a nie na skutek działań osób trzecich
- naraża zdrowie matki poddawanej intensywnej stymulacji hormonalnej
- większość dzieci poczętych tą metodą nie ma szans na narodziny na mocy arbitralnej decyzji lekarzy i albo giną, albo trwają w stanie hibernacji – pytanie, jak długo?
- manipulacja terminologią – powtórzmy raz jeszcze, to nie jest leczenie, bo małżeństwo nadal pozostaje niepłodne (nie może w sposób naturalny zajść w ciążę). To co najwyżej protetyka.

Zamiast in vitro
- solidna diagnostyka, chociażby wedle wzorów proponowanych przez NaProTechnology®

Adopcja to też rodzicielstwo
- Promocja adopcji, a jeśli potrzebne są zmiany prawne, to nimi się zająć, a nie legalizacją in vitro

Przyczyny niepłodności są niekiedy zawinione
- odkładanie poczęcia na późniejszy wiek
- niezdrowy tryb życia (stres, zanieczyszczenie środowiska)
- zła dieta (ma wpływ na śluz)
- gorsze zdrowie
- antykoncepcja
- aborcja

Problemy bioetyczne a kompetencje dyskutantów
- W gronie uczestników programu byłem jedyną osobą, zawodowo podejmującą w refleksji naukowej problematyką moralną. Pani profesor J. Senyszyn jest ekonomistą, Pan doktor G. Południewski jest ginekologiem, a p. P. Pałasz jest ojcem dzieci poczętych tą metodą. Nie roszczę sobie prawa do nieomylności, ale nie brak mi kompetencji. Nie kłamię i nie manipuluję faktami. I nie obrażam innych dyskutantów.

Zastanawiałem się, czy w przyszłości nie postawić warunku zapraszającym mnie dziennikarzom, by moim interlokutorem ni była nigdy p. poseł J. Senyszyn. Ale myślę, że tego nie zrobię. Ona i tak będzie odsądzać Kościół od czci i wiary, a dziennikarze raczej na pewno będa ją do takich zaognionych tematów zapraszać. I trzeba w tych programach być - jeśli i nas - ludzi Kościoła zapraszają - nie po to, by przekonywać ją i jej towarzyszy, ale by siać, choćby i na ugorze. Trzeba, by nieustannie rozlegał się głos: "Prostujcie drogę Panu, równajcie ścieżki dla Niego. Nawracajcie się!". Ten głos musi brzmieć, choćby był głosem samotnie wołającym na pustyni.

czwartek, 26 lutego 2009

Wysłuchanie obywatelskie

W Sejmie odbyło się „wysłuchanie obywatelskie”, zorganizowane przez dwójkę Posłów Lewicy. Jego celem było uświadomienie nieuświadomionych posłów w kwestii cierpień dotkniętych niepłodnością małżeństw oraz dobrodziejstw płynących z in vitro. O ile cierpienia są realne, o tyle dobrodziejstwa są czystą fikcją. Niestety, fikcją bardzo realnie istniejącą w świadomości społecznej i w doniesieniach medialnych.
Obecni na spotkaniu aktywiści Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny pomstowali oczywiście na parlamentarną frekwencję (czy raczej jej brak), nie zauważając, że może ona być odbiciem sposobu, w jaki było ono zorganizowane. Nie było na tym spotkaniu miejsca na polemikę – reprezentowani byli wyłącznie propagatorzy technik sztucznej reprodukcji. Zaangażowano nawet byłego księdza, by dowieść, że in vitro jest rzeczą dobrą i pożyteczną. Zabrakło natomiast rzetelności w informacji na temat przyczyn, skutków oraz – nade wszystko – samej istoty zapłodnienia pozaustrojowego.
Odniosłem też wrażenie – w czym wydatnie pomogła mi relacjonująca wydarzenie telewizja – że owo „wysłuchanie obywatelskie” pomyślane było nade wszystko jako próba przeciwstawienia się wpływowi Kościoła Katolickiego na proces legislacyjny. Może to dziwnie zabrzmi, ale w tej kwestii zgadzam się z owym obecnym tam Byłym Księdzem, że w kwestii in vitro powinien bardziej wybrzmieć głos medycyny, niż religii.
Kościół w dyskusji nad in vitro rzadko przywołuje argumenty płynące z religii. Nie musi tego robić. Religii, wiary, Pana Boga przywoływać nie trzeba, choć można. Tylko po co? Wystarczy odwołać się do wiedzy medycznej (może to zdziwi niektórych zwolenników in vitro, ale w Kościele są także lekarze, genetycy, farmaceuci) i – konsekwentnie – do prawa naturalnego. Problem w tym, że medycyna sama siebie nie słucha w tej kwestii.
Stopień ingerencji w procesy wpływające na ludzką płodność sięga dziś zatrważających wysokości. Powszechnie stosowana antykoncepcja hormonalna, aborcja, wysoki poziom stresu, niezdrowy styl życia i opóźnianie czasu, gdy podejmie się próbę poczęcia dziecka – wszystko to ma ogromny wpływ na obniżenie zdolności prokreacyjnych. Innymi słowy, najpierw robi się wiele – także poprzez działania medyczne – które upośledzają płodność, by potem – znowu medycznie – ją zastępować poprzez in vitro, narażając jednocześnie kobietę (efekt stymulacji hormonalnych) i dziecko (kilkukrotny wzrost zagrożenia różnymi rzadkimi chorobami i komplikacjami rozwojowymi) na poważne problemy zdrowotne.
W relacji z sejmowego wysłuchania zapamiętałem wypowiedź pewnej Pani Poseł, która stwierdziła: „Embrion nie jest człowiekiem. Ma jedynie potencjał by nim być”. Powoływała się przy tym na bliżej niesprecyzowane autorytety naukowe, by następnie zgromić przedstawicieli Kościoła, że nie uznają faktów naukowych. Cóż, z całym szacunkiem dla pełnionej przez Mówczynię funkcji, ale w kwestii nieuznawania faktów to chyba się zagalopowała. Znajomy Dogmatyk mawia, że „kto nie uznaje faktów, jest psychiczny”. Zgadzam się w pełni. I jeśli wierzyć przysłowiu, że jeśli Pan Bóg kogoś chce ukarać, to mu najpierw rozum odbiera, to rodzi się we mnie pytanie, czy nie zbliża się czas kary…
Ale to już zupełnie inna historia.

wtorek, 6 stycznia 2009

Ekspert

Nie mam złudzeń - pani Senyszyn jest harcownikiem ze strony Lewicy, jak posłowie Kurski i Palikot ze strony PiS-u i Platformy. Rozumiem, że ma wprowadzać ferment w poruszanych przez siebie kwestiach i niejako sondować społeczne nastroje. Jej ostatnia wypowiedź mnie mocno rozbawiła (od strony formalnej) ale i zirytowała (od merytorycznej). Rozbawiła mnie pewność, z jaką pani S. wypowiada się na temat tożsamości chrześcijańskiej. Ona wie, co to znaczy być prawdziwym chrześcijaninem. Wie też, że Urząd Nauczycielski Kościoła nie ma o tym najmniejszego pojęcia. Tylko pogratulować.
Irytacja natomiast przyszła, ponieważ pani S. najwyraźniej nie jest w stanie dopuścić myśli, że może się mylić, zwłaszcza jeśli jej adwersarzami są biskupi. Chroniczna alergia na Kościół zdaje się jednak wpływać na zdolność akceptacji faktów. I dlatego nie jest w stanie widzieć innej drogi dla walki z bezpłodnością jak in vitro (zamiast solidnej diagnostyki i leczenia przywracającego płodność). Cóż, tak bywa.
Harce pani poseł po raz kolejny przyniosły powtarzany od lat refren o mieszaniu się Kościoła do spraw politycznych i społecznych, refren postulatu o rozdziale Kościoła od Państwa, refren zamykający Kościół za drzwiami zakrystii (bo nawet nie kościoła – przecież na ambonie też nie wolno nic powiedzieć). Zarzut, że Kościół narzuca innym swoje poglądy jest o tyle interesujący, że nie dostrzegam istotnej różnicy pomiędzy zabiegami zwolenników i przeciwników legalizacji in vitro. Czyżby zatem prawo do wypowiadania swojej opinii mieli tylko ci, którzy podzielają zdanie p. Senyszyn, a jej przeciwnicy (zwłaszcza członkowie hierarchii kościelnej) mają milczeć? Czy fakt otrzymania święceń kapłańskich skutkuje pozbawieniem praw obywatelskich?
Kościół nikomu nie narzuca swojego nauczania. Przedstawia je, ponieważ uważa, że jego obowiązkiem jest głosić poznaną prawdę. Zaprasza wszystkich do wspólnej refleksji i podążania drogą poznanej prawdy. Mówi: „Tak widzimy człowieka i świat w którym żyje. Jeśli ta prawda porusza twoje serce – dołącz do nas i idź z nami. Jeśli chcesz, przyjmij prawdę, którą odnaleźliśmy”. Pozostawia wszystkim pełną wolność. Kto nie chce – może odejść. Komu nie odpowiadają ścieżki wiary chrześcijańskiej, może iść własnymi drogami.
Wiem, że wielu ludzi odchodzi, nie zgadzając się na nauczanie Kościoła w sferze ludzkiej moralności. Nie jestem w stanie ich zatrzymać. Nie mogę jednak zakłamywać poznanej prawdy. Nie mogę iść na kompromis tam, gdzie nie ma na niego miejsca. Jeśli z tego powodu pozostanę sam – trudno. Jak mawiali starożytni: „Amicus Plato, amicus Socrates, sed magis Amica – Veritas” (Przyjacielem Platon, przyjacielem Sokrates, ale większą przyjaciółką jest Prawda).

niedziela, 28 grudnia 2008

Oświadczenie USnR w sprawie in vitro

Na prośbę MaterCare International zamieszczam oświadczenie Rady Instytutu Studiów nad Rodziną UKSW. Nie podpisałem go, bo jestem związany z KUL-em, ale to dobry i ważny głos. W pełni go popieram.


Warszawa-Łomianki 16.12.2008

OŚWIADCZENIE
Rady Instytutu Studiów nad Rodziną
z dnia 16 grudnia 2008

W związku z przygotowywaniem w naszej Ojczyźnie regulacji prawnej sankcjonującej powoływanie człowieka do życia biotechnologiczną metodą-produkcji „in vitro”, stajemy wraz z wszystkimi ludźmi dobrej woli i Urzędem Nauczycielskim Kościoła katolickiego ponownie w obronie niesprawiedliwie dyskryminowanych i uciskanych najsłabszych oraz najbardziej bezbronnych – dziś - embrionów ludzkich.

12 grudnia 2008 roku Kościół katolicki ogłosił Instrukcję Dignitas personae, w której raz jeszcze sformułował zasady i kryteria, w świetle których należy osądzać projekty i programy biotechnologiczne, które pod pretekstem pomocy osobom niepłodnym przemycają metody i technologie nie mające nic wspólnego z terapią, natomiast ciało ludzkie czynią przedmiotem poniżającej manipulacji, degradującej medycynę.

Dlatego z mocą protestujemy przeciwko takim regulacjom prawnym, które ośmielają się ingerować w sposób poczęcia człowieka, promując dehumanizującą metodę „in vitro”, której celem jest „produkcja ludzi” i eugeniczne niszczenie embrionów ludzkich w imię tzw. „mniejszego zła”, aby „pomóc” niepłodnym małżeństwom.

Zauważamy ponadto, że proponowane „lepsze” regulacje prawne naruszają następujące artykuły Konstytucji i Kodeksu Karnego RP:

¬ Art. 30. Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych.

¬ Art. 38. Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia.

¬ Art. 40. Nikt nie może być poddany torturom ani okrutnemu, nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu i karaniu. (...)

¬ art. 157a Kodeksu Karnego § 1: Kto powoduje uszkodzenie ciała dziecka poczętego lub rozstrój zdrowia zagrażający jego życiu, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Priorytetem tych wszystkich, którzy rzeczywiście chcą pomóc niepłodnym małżeństwom są te działania i takie regulacje prawne, na które wskazuje Instrukcja Dignitas personae a nadto Konwencja o ochronie praw człowieka i godności istoty ludzkiej wobec zastosowań biologii i medycyny przyjęta przez Komitet Ministrów UE 19 listopada 1996 r.

Dlatego, jak uczy Instrukcja, ludzie dobrej woli winni popierać „badania i inwestycje ukierunkowane na zapobieganie niepłodności” oraz pamiętać, że „znaczącej części przypadków niepłodności, zgłaszanych dziś lekarzom, zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn, można by uniknąć gdyby wierniej przeżywano cnotę czystości, gdyby prowadzono zdrowszy styl życia i gdyby zostały wyeliminowane czynniki stwarzające zagrożenie w zakresie pracy, odżywiania się, stosowania leków oraz ekologii. [...] Ponadto, by wyjść naprzeciw wielu parom bezpłodnym, pragnącym mieć dzieci, należałoby przez odpowiednie środki ustawodawcze zachęcać do adopcji licznych sierot, które dla odpowiedniego rozwoju ludzkiego potrzebują ogniska domowego, propagować ją i ułatwiać związane z nią procedury” (DP13).

Ks. prof. UKSW dr hab. Mieczysław Ozorowski – Dyrektor ISNaR
Ks. dr Krzysztof Wolski – Wicedyrektor ISNaR
Ks. bp dr Stanisław Stefanek
Ks. abp prof. dr hab. Edward Ozorowski
Dr med. Monika Wójcik
Ks. prof. dr hab. Jerzy Bajda
Ks. prof. dr hab. Wojciech Tabaczyński
Ks. prof. dr hab. Ireneusz Mroczkowski
Prof. dr hab. Anna Tylki-Szymańska
Ks. prof. UKSW dr hab. Jerzy Kułaczkowski
Ks. prof. UKSW dr hab. Adam Skreczko
Prof. UKSW dr hab. Maria Załuska
S. dr hab. Maria Pecyna
Ks. dr Stanisław Biały
Dr Marek Czachorowski
Dr Mieczysław Dudek
Ks. dr Wiesław Jankowski
Ks. dr Tomasz Kadziński
Ks. dr Mirosław Nowosielski
dr Agnieszka Regulska
Dr Jacek Ruszczyński
Ks. dr Zdzisław Struzik
Ks. dr Władysław Szewczyk
Ks. dr Jarosław Szymczak
Ks. dr Jerzy Szymołon
Ks. dr Dariusz Wojtecki
Dr Jakub Wójcik
Mgr Bożena Bassa
Mgr Elżbieta Chojnacka
Mgr Agnieszka Dowejko
Mgr Dariusz Krawczyk
Mgr Andrzej Mazan
Mgr Teresa Mazan
Mgr Wanda Elżbieta Papis
Mgr Agnieszka Przychodnia
Mgr Alina Skurska
Mgr Urszula Zdanowska

Maria Środoń MA (Cantab)
dyr. wykonawczy MaterCare Polska
executive coordinator for Central Europe - MaterCare International

sobota, 27 grudnia 2008

Oświadczenie

Poniżej przytaczam tekst Oświadczenia Zespołu Ekspertów Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych w porozumieniu z Prezydium Konferencji Episkopatu Polski. Ściągnięty został ze stron "Naszego Dziennika", ale niestety, szybko spadł z pierwszej strony. Przez większość mediów oświadczenie nie zostało zauważone, a szkoda. Może tą drogą...

Oświadczenie
Zespołu Ekspertów
Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych
w porozumieniu
z Prezydium Konferencji Episkopatu Polski

Od kilku lat obserwuje się lawinowy rozwój technik w dziedzinie biomedycyny. W naszej Ojczyźnie nie ma natomiast żadnych unormowań odnoszących się do eksperymentów na zarodkach, klonowania ludzi lub zapłodnienia pozaustrojowego in vitro. Regulacja prawna jest tu sprawą bardziej niż naglącą. Jej brak jest dziś poważnym wyzwaniem moralnym dla całego społeczeństwa, a przede wszystkim dla osób odpowiedzialnych za tworzenie prawa. Niszczy się w Polsce ludzkie zarodki, wiele pozostaje w uwłaczającym godności człowieka zamrożeniu, a w konsekwencji narażone są na unicestwienie; nierzadko stają się przedmiotem handlu. W praktyce stosowania metody in vitro dokonuje się też selektywnej aborcji. Jak najszybciej trzeba temu położyć kres i nie pozostawiać delikatnego obszaru niekontrolowanym działaniom, jak to jest obecnie. Z uwagi na ochronę godności i życia każdego człowieka metoda zapłodnienia in vitro powinna być prawnie całkowicie zakazana. W porządku przekonań moralnych nie ma tutaj miejsca na kompromis, którego poszukuje się w ramach rozwiązań prawnych. Mimo sprzeciwu wobec metody in vitro, jako naruszającej godność człowieka, każde ludzkie życie - także powstałe w ten sposób - należy przyjąć z miłością. Każdej bowiem osobie przysługuje pełny szacunek i pełna godność.
Z niezbywalnej godności człowieka wynika bezwzględna ochrona każdego ludzkiego życia. Jej konsekwencją jest sprzeciw nie tylko wobec aborcji i eutanazji, ale również wobec zapłodnienia pozaustrojowego in vitro oraz eksperymentów na ludzkich embrionach. Przypomniała o tym ostatnio instrukcja Kongregacji Nauki Wiary Dignitas personae, w której zaapelowano do sumień rodziców, lekarzy, naukowców i polityków o odwagę i skuteczność w obronie życia i godności człowieka. O zasadach moralnych przypomina się wszystkim - niezależnie od przekonań i wiary. Z wdzięcznością przyjmujemy ten ważny głos Stolicy Apostolskiej.
Politycy stają wobec szczególnej odpowiedzialności, gdy podejmują decyzje dotyczące sprawy życia i godności człowieka. W żadnym przypadku nie jest dopuszczalna zgoda na niszczenie istnienia ludzkiego na jakimkolwiek etapie jego rozwoju. W tym kontekście należy popierać starania prawotwórcze zmierzające do stworzenia przepisów chroniących każdy ludzki zarodek. Jeśli w czyimś przekonaniu przyjmuje się w tych pracach rozwiązania zbyt restrykcyjne, to takiej restrykcyjności trudno nie uznać za zaletę. Nawet wątpiący w status ludzki embrionu muszą postępować zgodnie z etyczną odpowiedzialnością, aby pod żadnym pozorem nie zabić człowieka. Przygotowywany projekt ustawy jest do przyjęcia wyłącznie wtedy, jeśli podtrzymany zostanie zakaz zabijania i zamrażania ludzkich istnień.
Zło związane z metodą in vitro nie wynika wyłącznie z faktu niszczenia w trakcie tej procedury ludzkich zarodków. Niezależnie od subiektywnie dobrych intencji bezpośrednio zainteresowanych osób metoda ta czyni człowieka przedmiotem manipulacji, gdyż traktuje go jako przedmiot "produkcji" w procesach określonej biotechnologii, a tęsknota małżonków za dzieckiem, jakkolwiek z perspektywy ich osobowej więzi i społecznych oczekiwań uprawniona, jest stawiana ponad jego niezbywalną godność. Niepokojące są sygnały o powikłaniach i niepożądanych efektach ubocznych praktyki zapłodnienia in vitro. W sposób znaczący rośnie ilość wad wrodzonych u dzieci poczętych tą metodą, nieznany jest dalszy wpływ metody na stan zdrowia potomstwa w późniejszym wieku i w następnych pokoleniach. Wykazano znaczny wzrost ryzyka chorób nowotworowych, np. raka piersi u kobiet poddawanych zabiegom zapłodnienia pozaustrojowego. Manipulacje dotyczące początku życia ludzkiego mogą spowodować nieprzewidywalne skutki biologiczne dla ludzkości.
Gdy podejmuje się inicjatywę pierwszego unormowania, wszyscy posłowie zatroskani o ochronę praw człowieka powinni podjąć działania zmierzające do całkowitego zakazu tej metody. Gdyby jednak takie rozwiązanie prawne zostało odrzucone, ich etycznym obowiązkiem jest aktywność w całym procesie legislacyjnym, tak aby maksymalnie ograniczyć szkodliwe aspekty regulacji.
Warszawa, 22 grudnia 2008 r.

czwartek, 11 grudnia 2008

Tylko dla małżeństw. Na razie

Media podały, że projekt ustawy biomedycznej, który trafił (na razie do konsultacji?) do parlamentu przewiduje procedury in vitro tylko dla małżeństw. Na razie, obawiam się. Doświadczenie pokazuje, że w miarę upływu czasu i przyzwyczajenia społeczeństwa do nowej sytuacji, stopniowo zwiększa się pole akceptacji dla działań wcześniej uznawanych za niegodziwe, i - co za tym idzie - poszerza się ramy prawne. Innymi słowy, w ciągu paru lat przewiduję nowelizację ustawy, pozwalającą na in vitro już nie tylko dla małżeństw i bez obostrzeń zaproponowanych obecnie przez komisję posła Gowina. W bioetyce proces ten nazywany jest równią pochyłą.
Projekt zakłada między innymi, że wszystkie powołane do życia embriony (czyli - jak rozumiem - dzieci na embrionalnym etapie swego rozwoju) mają być umieszczone w macicy kobiety. Zapis ten w sumie niewiele oznacza, gdyż od momentu implantacji ciąża będzie podlegała "Ustawie o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży", ta zaś pozwala na dokonanie aborcji w przypadku "ciężkiego uszkodzenia płodu". W praktyce oznacza to możliwość przerwania ciąży w przypadku niemal każdej nieprawidłowości w rozwoju dziecka. Z etycznego punktu widzenia nie ma znaczenia, czy dziecko zostanie zabite przed czy po implantacji.
Ograniczenie in vitro tylko do małżeństw będzie mocno oprotestowane argumentem o niedyskryminacji osób samotnych, żyjących w związkach nieformalnych i homoseksualnych. Posądzenia o dyskryminację z jakiegokolwiek powodu współcześni decydenci boją się jak ognia. Niestety...

czwartek, 27 listopada 2008

Nie jak, ale czy? A tak naprawdę - stanowcze NIE!

Wiem, że temat był już na blogu, ale repetitio est mater studiorum więc wracam do tematu korzystając, że ktoś ze mną rozmawiał...


[za "Naszym Dziennikiem]
Stanowisko strony katolickiej w zespole bioetycznym powinno zakładać przede wszystkim dążenie do całkowitego wyeliminowania procederu in vitro

In vitro - nie "jak", ale "czy"


Z ks. dr. Piotrem Kieniewiczem z Katedry Teologii Życia Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II rozmawia Izabela Borańska

Polsce potrzebna jest w ogóle ustawa bioetyczna?
- Problem z ustawą bioetyczną należy do wyjątkowo skomplikowanych. Z jednej strony bowiem należy dostrzec wymóg ochrony życia, praw i wartości przez państwo, a z drugiej dosyć duże oczekiwania znacznej grupy obywateli, bynajmniej niezainteresowanych takimi rozwiązaniami. Trzeba sobie zdawać sprawę, że z etycznego punktu widzenia, jeśli ludzkie życie postrzegane jest jako wartość podstawowa, jego ochrona adekwatnie musi być uznana za jeden z najwyższych priorytetów prawa. W praktyce oznaczałoby to bezwzględny zakaz stosowania procedur zapłodnienia pozaustrojowego, klonowania czy eksperymentów badawczych na dzieciach w embrionalnej fazie rozwoju.
Wydaje się, że zespół bioetyczny przyjął jako oczywistość konieczność dopuszczenia pewnych działań, obwarowując je co prawda licznymi warunkami. W moim przekonaniu, jest to założenie błędne, ponieważ z góry zakłada tzw. kompromis moralny w odniesieniu do zasad, które nie dopuszczają wyjątków. Jestem przekonany, że ustawa powinna zabraniać każdej z trzech wymienionych procedur: in vitro, klonowanie, eksperymenty badawcze na dzieciach w embrionalnej fazie rozwoju. Jednocześnie ustawa bioetyczna powinna obligować szpitale kliniczne i medyczne oraz farmakologiczne instytuty badawcze do poddawania nowych, eksperymentalnych procedur terapeutycznych osądowi komitetów bioetycznych, określając jednocześnie kształt i tryb funkcjonowania tych komitetów.

Zespół rekomenduje legalizację in vitro i częściową refundację z budżetu.
- Widoczne jest w zespole Gowina przekonanie o konieczności dopuszczenia in vitro, przy czym różnice odnoszą się do skali tego dopuszczenia, a nie do zasady jako takiej. W praktyce taka legalizacja oznaczałaby zaakceptowanie przez prawo działań, które rozpoznaję jako niemoralne ze względu na brak poszanowania godności osoby ludzkiej. Jednocześnie mam świadomość, że nawet jeśli zostanie przyjęte najbardziej restrykcyjne z rekomendowanych rozwiązań w kwestii in vitro, to otwarte w ten sposób drzwi w krótkim czasie spowodują ewolucję prawa w kierunku bardziej liberalnym. Proces taki miał miejsce w praktycznie wszystkich krajach, gdzie in vitro stało się przedmiotem działań legislacyjnych. Bezwarunkowy zakaz niszczenia zarodków oraz ograniczenia w kwestii liczby zapładnianych komórek jajowych w ramach procedury in vitro być może wskazują na dobrą wolę przynajmniej niektórych członków zespołu bioetycznego, ale trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że stwarzają kolejne problemy. Co w sytuacji, jeśli już po dokonaniu zapłodnienia matka odmówi poddania się implantacji? Jak ustawodawca wyobraża sobie wyegzekwowanie obowiązku implantacji powstałych zarodków?
Zadaniem prawa jest nie tylko chronić obywateli, ale także ich wychowywać. Prawo niemoralne nie wychowuje, tylko demoralizuje, to znaczy obniża poziom wrażliwości moralnej i odpowiedzialności za podejmowane wybory.

Zdaniem Księdza, ustawa może zrobić więcej złego niż dobrego?
- Obawiam się, że proponowana ustawa bioetyczna będzie miała taki właśnie demoralizujący charakter. Dlatego wolałbym, by nie było żadnej ustawy, niż gdyby zła ustawa spowodowała powstanie kolejnej równi pochyłej prowadzącej do coraz to nowych zamachów na niewinne życie ludzkie. Z bardziej konkretnym komentarzem trzeba się oczywiście na razie wstrzymać do czasu przedłożenia konkretnego projektu ustawy, niemniej uwagę o wychowawczej roli prawa projektodawcy ustawy bioetycznej powinni sobie mocno wziąć do serca.

Dziękuję za rozmowę.

czwartek, 20 listopada 2008

Niemoralna legalizacja

Ostatnie tygodnie na polskiej scenie bioetycznej naznaczone są mocno dyskusją nad legalizacją procedur in vitro i innych działań związanych z zapłodnieniem pozaustrojowym. Z jednej strony przypomina się fakt, że Polska nie ratyfikowała Konwencji bioetycznej i jest jednym z nielicznych krajów (jeśli nie jedynym) w Europie, który zagadnień bioetycznych nie reguluje prawnie w sposób kompleksowy. Z drugiej strony wskazuje się, że zła regulacja może przynieść więcej szkody niż pożytku…
Procedury zapłodnienia pozaustrojowego w Polsce nie są regulowane niemal żadnymi zapisami prawnymi. Niemal, ponieważ istnieją dwa punkty Konstytucji, które mówią o ochronie życia i istnieje orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, który jednoznacznie wypowiedział się, że te zapisy oznaczają ochronę ludzkiego życia od poczęcia. Niestety, to samo polskie prawo, od tej nie znoszącej wyjątków reguły robi wyjątek i dopuszcza sytuacje, w których odmawia prawnej ochrony nienarodzonym dzieciom, które są chore, nieprawidłowo się rozwijają lub poczęte zostały w wyniku przestępstwa ludzi dorosłych. W ten sposób prawo staje się wewnętrznie niespójne i wyłom w zasadzie bezwzględności ochrony życia zostaje uczyniony.
Legalizacja – choćby pod najściślejszymi obwarowaniami – procedur in vitro tylko ten zamęt by pogłębiła, pozwoliłaby bowiem na traktowanie ludzi w ich najwcześniejszej fazie rozwoju w sposób przedmiotowy, jako towar, który – jeśli nie spełnia wymogów jakościowych – będzie poddawany utylizacji. Utylizacja w takiej sytuacji oznacza zabójstwo.
Uciekając przed tą niewygodną prawdą niektórzy lekarze i badacze współcześni odmawiają prawa do człowieczeństwa istotom ludzkim w ich najwcześniejszej fazie rozwoju, stwierdzając, że człowiekiem się ów byt staje dopiero po zagnieżdżeniu się w macicy kobiety. Tertulian powtarzał, że nie może być człowiekiem ten, kto nie był nim od początku.
Nacisk, by zawrzeć kompromis wokół in vitro, jest ogromny. Przypomina się rok 1989 i następne, gdy został zawarty kompromis polityczny pozwalający na uchwalenie ustawy aborcyjnej, ograniczającej skalę legalnej aborcji w Polsce. Zachodzi jednak pomiędzy tymi dwiema sytuacjami subtelna różnica. W tamtym czasie, prawo pozwalało na niemal nieograniczoną aborcję – tylko wiek dziecka mógł je ochronić przed atakiem abortera. Zmiana prawa służyć miała zmianie tej sytuacji. W przypadku in vitro nie ma regulacji, która by pozwalała na przeprowadzanie zabiegu zapłodnienia pozaustrojowego. Innymi słowy, w żadnym zapisie prawnym nie istnieje stwierdzenie, że można to zrobić.
Problem w tym, że legalizacja czegokolwiek rodzi w ludziach przekonanie nie tylko o prawnej, ale także moralnej dopuszczalności danego działania. Widać to doskonale w kwestii aborcji, gdzie zdecydowana większość naszych obywateli uznaje obecne w prawie wyjątki od zasady bezwzględnej ochrony życia za oczywiste i słuszne. Można się zatem spodziewać, że legalizacja in vitro pociągnie za sobą uznanie, że są to procedury moralnie godziwe. A nie są. I właśnie dlatego, że nie są, jest tylko jedna regulacja, która byłaby moralnie do zaakceptowania: całkowity zakaz in vitro i nieterapeutycznych eksperymentów na dzieciach w ich embrionalnej fazie rozwoju. Tu nie ma miejsca na kompromis. Lepiej, by prawo w tej kwestii nie mówiło zatem nic, niż gdyby miało być demoralizujące.