Błogosławieństwo jego obecności naznaczyło życie wielu ludzi. Moje również. Pamiętam dzień jego wyboru. Pamiętam kolejne pielgrzymki. Pamiętam dzień zamachu. Dzień spotkania w Licheniu, gdy gościł w mariańskim klasztorze, i w Rzymie, gdy byłem ze studentami na Passze. I wieczór, gdy odszedł do domu Ojca. I pogrzeb. I okrzyk "SANTO SUBITO!!!"
I do dziś nie czuję się komfortowo, gdy ktoś w jego intencji zaczyna modlitwę za zmarłych. Nie pasuje mi do niego - raczej modlitwa o rychłą beatyfikację i kanonizację.
Każdy dzień przynosi nowe znaki obecności Boga w moim życiu - nie tylko w modlitwie, ale w zwykłych szarych sprawach. W polityce, gospodarce, w mediach... W każdym z tych obszarów chce być obecny, chce zbawiać. I dlatego codziennie szukam znaków Jego miłości, znajduję i potwierdzam - On jest po naszej stronie, nawet wtedy, gdy my nie chcemy być po Jego stronie...
środa, 2 kwietnia 2008
wtorek, 1 kwietnia 2008
Prima Aprilis
Czy dziś można kłamać?
Czy kłamstwo może być primaaprilisowym żartem?
Czy są kłamstwa nieszkodliwe?
Na wszystkie trzy pytania odpowiadam przecząco. Kłamstwo - a więc świadome i dobrowolne rozminięcie się z prawdą w celu wprowadzenia w błąd - jest czynem złym ze swej natury. Jaki by mu cel nie przyświecał, nie usprawiedliwi tego działania. Ani dziś, ani nigdy. Tym bardziej, jeśli osoba posługująca się kłamstwem jest sama inicjatorem wypowiedzi.
Oczywiście, są sytuacje, gdy ktoś domaga się ujawnienia prawdy mu nienależnej. Ale nawet wtedy kłamstwo nie jest rozwiązaniem. Lepiej milczeć lub udzielić odpowiedzi wymijającej...
Niektórzy mówią, że dziś takie nieszkodliwe kłamstwa powinny być traktowane jako żarty. Dziennikarze generują nieprawdziwe wiadomości, by następnego dnia z dumą skonstatować, że oto kogoś udało się wprowadzić w błąd. Przypomina mi się historia o błaźnie, który specjalizował się w takich żartach. Ludzie uwielbiali, gdy wprowadzał ich w błąd. Świetnie się bawili, gdy robił zdziwione lub przerażone miny. Któregoś dnia błazen wbiegł na salę widowiskową krzycząc "POŻAR!!!". Odpowiedziała mu salwa śmiechu. Jako jedyny się uratował.
Nie ma kłamstw nieszkodliwych. Każde szkodzi przynajmniej jednej osobie - temu, kto je wypowiada, gdyż osłabia jego wrażliwość na prawdę. Każde szkodzi również społeczności, gdyż w ostatecznym rozrachunku podkopuje fundament wzajemnego zaufania. Tak już jest, że sądzimy innych według siebie. Wiedząc, że sami posługujemy się kłamstwem, tracimy zaufanie do innych.
Nie ma co się usprawiedliwiać, że primaaprilisowy przekręt jest tylko zabawą. To groźna zabawa, głupia zabawa. Lepiej tak się nie bawić. Są inne, znacznie bardziej właściwe...
Swoją drogą, takich głupich i groźnych zabaw jest więcej. Jedną z nich są horoskopy. Ale to już inna historia. Kiedyś do nich trzeba będzie wrócić...
Czy kłamstwo może być primaaprilisowym żartem?
Czy są kłamstwa nieszkodliwe?
Na wszystkie trzy pytania odpowiadam przecząco. Kłamstwo - a więc świadome i dobrowolne rozminięcie się z prawdą w celu wprowadzenia w błąd - jest czynem złym ze swej natury. Jaki by mu cel nie przyświecał, nie usprawiedliwi tego działania. Ani dziś, ani nigdy. Tym bardziej, jeśli osoba posługująca się kłamstwem jest sama inicjatorem wypowiedzi.
Oczywiście, są sytuacje, gdy ktoś domaga się ujawnienia prawdy mu nienależnej. Ale nawet wtedy kłamstwo nie jest rozwiązaniem. Lepiej milczeć lub udzielić odpowiedzi wymijającej...
Niektórzy mówią, że dziś takie nieszkodliwe kłamstwa powinny być traktowane jako żarty. Dziennikarze generują nieprawdziwe wiadomości, by następnego dnia z dumą skonstatować, że oto kogoś udało się wprowadzić w błąd. Przypomina mi się historia o błaźnie, który specjalizował się w takich żartach. Ludzie uwielbiali, gdy wprowadzał ich w błąd. Świetnie się bawili, gdy robił zdziwione lub przerażone miny. Któregoś dnia błazen wbiegł na salę widowiskową krzycząc "POŻAR!!!". Odpowiedziała mu salwa śmiechu. Jako jedyny się uratował.
Nie ma kłamstw nieszkodliwych. Każde szkodzi przynajmniej jednej osobie - temu, kto je wypowiada, gdyż osłabia jego wrażliwość na prawdę. Każde szkodzi również społeczności, gdyż w ostatecznym rozrachunku podkopuje fundament wzajemnego zaufania. Tak już jest, że sądzimy innych według siebie. Wiedząc, że sami posługujemy się kłamstwem, tracimy zaufanie do innych.
Nie ma co się usprawiedliwiać, że primaaprilisowy przekręt jest tylko zabawą. To groźna zabawa, głupia zabawa. Lepiej tak się nie bawić. Są inne, znacznie bardziej właściwe...
Swoją drogą, takich głupich i groźnych zabaw jest więcej. Jedną z nich są horoskopy. Ale to już inna historia. Kiedyś do nich trzeba będzie wrócić...
poniedziałek, 31 marca 2008
Miłość...
W jednej z rozmów rozmowa zeszła - jak to czasem bywa między zakonnikami - na doświadczenie miłości, która - by być miłością w ogóle - musi być wierna. Nie ma innej miłości, jak miłość wierna, do końca, nieodwołalna. I tak zrodziła się myśl, by podumać nad jednym ze zjawisk współczesności.
* * *
Mieszkają razem, choć nie są małżeństwem. Nie widzą w tym nic złego. Czasem mieszkają osobno, ale gdy się spotykają - zachowują się wobec siebie bardzo swobodnie. Widziałem pary, które nawet w kościele, podczas niedzielnej Mszy św. okazywały sobie jednoznacznie znaki intymnej bliskości. Podobnie na korytarzach uczelni i szkół, także katolickich. O przystankach, restauracjach czy parkach nie ma co nawet wspominać. Obrazki takie można spotkać wszędzie.
W filmach regułą jest, że jeśli na ekranie główny bohater spotyka piękną kobietę, to seks jest tylko kwestią czasu (prawidłowość obowiązuje w obie strony zazwyczaj). Seks jest obecny i widoczny wszędzie: w sztuce (?), w reklamie, w prasie codziennej...
Statystyki (także te prowadzone przez instytucje kościelne) mówią, że dla większości społeczeństwa małżeństwo nie jest koniecznym wymogiem, jeśli chodzi o współżycie seksualne, zwłaszcza w odniesieniu do tych, którzy szukają swojego partnera/partnerki na stałe. Oznacza to, że mniej więcej połowa (przynajmniej) tych, którzy deklarują się jako osoby wierzące, chrześcijanie i katolicy, nie uznaje nauczania Kościoła w odniesieniu do moralności życia seksualnego.
A nauczanie jest proste jak budowa cepa: współżycie seksualne jest godziwe jedynie w małżeństwie, jeśli jest wpisane w wewnętrzną płodność małżeńskiej relacji - to znaczy, kiedy buduje jedność małżonków (jako wspólnoty) i jest otwarte na nowe życie. Rodzi się pytanie, dlaczego?
1. Akt małżeński jest znakiem obustronnego obdarowania sobą - do końca i w pełni. Poza małżeństwem takie obdarowanie nie jest możliwe, bo albo nie jest do końca, albo nie w pełni. Jest rzeczą oczywistą, że przymierze małżeńskie może zostać wypowiedziane, zerwane, że można mu się sprzeniewierzyć. Czym innym jest jednak złamanie zaciągniętego zobowiązania, a czym innym brak jakiegokolwiek zobowiązania.
2. Nawet w małżeństwie nie każde współżycie jest godziwe - jeśli mu brakuje tej wewnętrznej postawy daru, staje się ono próbą zawłaszczenia drugiej osoby, aż po gwałt małżeński włącznie.
3. Przed- czy też szerzej: poza-małżeński seks oznacza próbę dokonania znaku ostatecznej i pełnej miłości, ale znak pozostaje zakłamany, gdyż odarty jest ze swego znaczenia. Współżycie seksualne staje się sposobem rozładowania emocji, zabawą, grą - jak język, w którym kłamstwo jest swego rodzaju konwencją: wszyscy wiedzą, że wszyscy kłamią. Podobnie i tu, powszechna zgoda na bycie razem "bez zobowiązań".
4. Problem w tym, że seks ze swej natury powoduje zaciągnięcie zobowiązania. Najpierw dlatego, że zawsze może zaowocować ciążą. Stąd stosowanie antykoncepcji nie tyle "zabezpiecza przed konsekwencjami" co odsłania nieodpowiedzialność nastawienia i podejmowanych działań. Po drugie, seks zaciąga zobowiązania wobec osoby, z którą się wchodzi we współżycie ze względu na strukturę psychiczną człowieka. W akcie seksualnym osoba zawsze otwiera się tak mocno na drugiego człowieka, że pamięć o tym wydarzeniu zostaje głęboko "wdrukowana" w jego strukturę psychiczną, lub nawet mocniej: w strukturę psycho-fizyczno-duchową.
Nie ma zatem czegoś takiego, jak "seks bez zobowiązań". Nie może być relacji "na próbę", chyba, że od początku jest to próba przegrana.
I jeszcze jedno słowo. Wiem, że są tacy, którzy mieszkają razem przed ślubem, by zaoszczędzić na kosztach utrzymania, ale żyją w czystości i współżycia seksualnego nie podejmują. Odbiór społeczny jest jednak inny - w świadomości otoczenia ich wspólne zamieszkiwanie jest jednoznacznie interpretowane jako życie na wzór małżeński, podczas gdy małżeństwem nie są. Innymi słowy - dają antyświadectwo. I mimo życia w czystości, nie są w porządku.
środa, 26 marca 2008
No i skończyło się kompromisowanie
Prawdę mówiąc, nie zdziwiłem się, gdy zachęcona przez Radę Europy lewica ogłosiła ustami Olejniczaka, że kompromis zawarty przy uchwalaniu ustawy aborcyjnej należy do przeszłości i należy skończyć z zaściankowością Polski. Nie zdziwiłem sie, choć jeszcze rok temu cała niemal polska scena polityczna - z częścią lewicy włącznie - zgodnie krzyczała, że to dobry kompromis i nie należy go ruszać. Nie zdziwiłem się, bo zmiana stanowiska była tylko kwestią czasu.
Niestety, w zdecydowanej większości mieniący się katolickimi parlamentarzyście zapomnieli (a może im nikt nie powiedział), że kompromis z 1993 roku miał być pierwszym krokiem na drodze do całkowitej delegalizacji aborcji w Polsce. Tylko jako pierwszy krok, zgodnie z zasadą stopniowości, mógł zostać zaakceptowany od strony moralnej. Kiedy jednak uznali go za punkt dojścia, za cel sam w sobie dobry i wystarczający, stracił on swoją legitymizację.
To nie był dobry kompromis. A teraz stał się kompromisem fatalnym. Fatalnym po pierwsze ze względu na swoją niejednoznaczność moralną, która w sposób nieunikniony działa demoralizująco na ludzi. Fatalnym po drugie, ponieważ pozwala ową niejednoznaczność wykorzystać, by liberalizować powtórnie prawo.
Historia kompromisu nad ustawą aborcyjną pokazuje, że bycie "umiarkowanym katolikiem" grozi wejściem w otwarty konflikt z nauczaniem Kościoła w kwestii moralności, a niekiedy również w kwestii wiary. Innymi słowy, zgoda na taki "umiarkowany katolicyzm" może spowodować, że się nie będzie katolikiem wcale (chyba, że z nazwy tylko). No bo co to za katolicyzm, który nie przyjmuje nauczania Kościoła katolickiego? Co to za katolik, który:
Deklarowany katolicyzm w znacznej części jest niestety tylko złudzeniem. Mitem, którego ułuda coraz mocniej odsłaniana jest przez brutalną rzeczywistość.
By nie było zatem żadnych wątpliwości - nikt, kto dopuszcza bezpośrednią aborcję, nawet jeśli sam siebie określa mianem katolika, nie ma wspólnoty z Kościołem katolickim.
Za zgodą APF zamieszczam poniżej fragment filmu "The Silent Scream" (wersja anglojęzyczna), ukazujący przebieg zabiegu aborcji w czasie rzeczywistym przy wykorzystaniu metody pompy ssącej. Film jest przeznaczony wyłącznie dla osób powyżej 12 roku życia.
Niestety, w zdecydowanej większości mieniący się katolickimi parlamentarzyście zapomnieli (a może im nikt nie powiedział), że kompromis z 1993 roku miał być pierwszym krokiem na drodze do całkowitej delegalizacji aborcji w Polsce. Tylko jako pierwszy krok, zgodnie z zasadą stopniowości, mógł zostać zaakceptowany od strony moralnej. Kiedy jednak uznali go za punkt dojścia, za cel sam w sobie dobry i wystarczający, stracił on swoją legitymizację.
To nie był dobry kompromis. A teraz stał się kompromisem fatalnym. Fatalnym po pierwsze ze względu na swoją niejednoznaczność moralną, która w sposób nieunikniony działa demoralizująco na ludzi. Fatalnym po drugie, ponieważ pozwala ową niejednoznaczność wykorzystać, by liberalizować powtórnie prawo.
Historia kompromisu nad ustawą aborcyjną pokazuje, że bycie "umiarkowanym katolikiem" grozi wejściem w otwarty konflikt z nauczaniem Kościoła w kwestii moralności, a niekiedy również w kwestii wiary. Innymi słowy, zgoda na taki "umiarkowany katolicyzm" może spowodować, że się nie będzie katolikiem wcale (chyba, że z nazwy tylko). No bo co to za katolicyzm, który nie przyjmuje nauczania Kościoła katolickiego? Co to za katolik, który:
- nie wierzy w zmartwychwstanie (35% nie wierzy w życie po śmierci, o zmartwychwstaniu nie wspominając)
- nie wierzy w istnienie Boga lub w bóstwo Chrystusa (25%)
- nie uczestniczy w niedzielnej Eucharystii (tylko 45% uczestniczy w niedzielnej Mszy św. regularnie co tydzień; tylko część z nich przyjmuje Komunię św.)
- nie uznaje nierozerwalności małżeństwa (60% nie widzi nic zdrożnego w pozamałżeńskich kontaktach seksualnych)
- dopuszcza aborcję i eutanazję (choćby tylko w niektórych wyjątkowych wypadkach - tych jest ponad 75%)
Deklarowany katolicyzm w znacznej części jest niestety tylko złudzeniem. Mitem, którego ułuda coraz mocniej odsłaniana jest przez brutalną rzeczywistość.
By nie było zatem żadnych wątpliwości - nikt, kto dopuszcza bezpośrednią aborcję, nawet jeśli sam siebie określa mianem katolika, nie ma wspólnoty z Kościołem katolickim.
Za zgodą APF zamieszczam poniżej fragment filmu "The Silent Scream" (wersja anglojęzyczna), ukazujący przebieg zabiegu aborcji w czasie rzeczywistym przy wykorzystaniu metody pompy ssącej. Film jest przeznaczony wyłącznie dla osób powyżej 12 roku życia.
wtorek, 25 marca 2008
Chcą nas zmusić
Po raz kolejny w ciągu tych już prawie 3 lat od czasu wejścia do Unii pojawia się w mediach informacja, że inne kraje członkowskie chcą nakłonić nas, Irlandię i Maltę do zmiany regulacji odnośnie do aborcji. Nie dziwię się. Są jak alkoholik, który w knajpie namawia niepijących, by się z nim napili. Trzeźwość innych jest dla niego jak wyrzut sumienia: nie do zniesienia i nie do zagłuszenia.
Problem w tym, że - obawiam się - nie trzeba Polaków za mocno namawiać. Wśród internautów na Onecie większość jest za liberalizacją prawa (choć grupa nie jest do końca reprezentatywna, a Onet nie jest do końca zawsze uczciwy). Ostatnia większa reduta, czyli Kościół, atakowany jest ze wszystkich stron i nie mam wątpliwości, że atakowany nadal będzie.
Powraca pokusa, znana z kart Świętej Księgi, gdy Naród Wybrany chciał być jak inne narody. Zażądali od Samuela króla, by ich prowadził na wojny, odrzucając Pana, swego Boga (por. 1Sm 8,1-22). Dziś polscy krzykacze wołają, że nie chcą być wyrzutkami na mapie Europy i świata. Chcą być jak inne narody.
Jest co prawda przysłowie: co dwie głowy to nie jedna, ale w tym kontekście ciśnie mi się na myśl parafraza, którą kiedyś usłyszałem w programie "Kabaretu pod Egidą": "co jedna głowa, to nie dwie półgłówki". Sapienti sat (mądrym wystarczy).
"Mocą Chrystusowej władzy udzielonej Piotrowi i jego Następcom, w komunii z biskupami Kościoła Katolickiego, potwierdzam, że bezpośrednie i umyślne zabójstwo niewinnej istoty ludzkiej jest zawsze aktem głęboko niemoralnym. Doktryna ta, oparta na owym niepisanym prawie, które każdy człowiek dzięki światłu rozumu znajduje we własnym sercu (por. Rz 2, 14-15), jest potwierdzona w Piśmie Świętym, przekazana przez Tradycję Kościoła oraz nauczana przez Magisterium zwyczajne i powszechne.
Świadoma i dobrowolna decyzja pozbawienia życia niewinnej istoty ludzkiej jest zawsze złem z moralnego punktu widzenia i nigdy nie może być dozwolona ani jako cel, ani jako środek do dobrego celu. Jest to bowiem akt poważnego nieposłuszeństwa wobec prawa moralnego, co więcej, wobec samego Boga, jego twórcy i gwaranta; jest to akt sprzeczny z fundamentalnymi cnotami sprawiedliwości i miłości. „Nic i nikt nie może dać prawa do zabicia niewinnej istoty ludzkiej, czy to jest embrion czy płód, dziecko czy dorosły, człowiek stary, nieuleczalnie chory czy umierający. Ponadto nikt nie może się domagać, aby popełniono ten akt zabójstwa wobec niego samego lub wobec innej osoby powierzonej jego pieczy, nie może też bezpośrednio ani pośrednio wyrazić na to zgody. Żadna władza nie ma prawa do tego zmuszać ani na to przyzwalać”" (nr 57).
"Nikt nie powinien czuć się wyłączony z tej mobilizacji na rzecz nowej kultury życia: wszyscy mają do odegrania ważną rolę. Obok rodziny szczególnie doniosłe zadanie spełniają nauczyciele i wychowawcy. W dużej mierze od nich zależy, czy młodzi, wychowani do prawdziwej wolności, będą umieli zachować w sobie i szerzyć wokół siebie autentyczne ideały życia oraz kształtować w sobie postawę szacunku i służby wobec każdej osoby, w rodzinie i społeczeństwie.
Także intelektualiści mogą wiele uczynić dla budowy nowej kultury ludzkiego życia. Szczególne zadanie mają do spełnienia intelektualiści katoliccy, powołani do aktywnej obecności w środowiskach kulturotwórczych, w szkołach i uniwersytetach, w ośrodkach badań naukowych i technicznych, na polu twórczości artystycznej i refleksji humanistycznej"(nr 98).
"Szczególną uwagę pragnę poświęcić wam, kobiety, które dopuściłyście się przerwania ciąży. Kościół wie, jak wiele czynników mogło wpłynąć na waszą decyzję, i nie wątpi, że w wielu przypadkach była to decyzja bolesna, może nawet dramatyczna. Zapewne rana w waszych sercach jeszcze się nie zabliźniła. W istocie bowiem to, co się stało, było i jest głęboko niegodziwe. Nie ulegajcie jednak zniechęceniu i nie traćcie nadziei. Starajcie się raczej zrozumieć to doświadczenie i zinterpretować je w prawdzie. Z pokorą i ufnością otwórzcie się - jeśli tego jeszcze nie uczyniłyście - na pokutę: Ojciec wszelkiego miłosierdzia czeka na was, by ofiarować wam swoje przebaczenie i pokój w Sakramencie Pojednania. Odkryjecie, że nic jeszcze nie jest stracone, i będziecie mogły poprosić o przebaczenie także swoje dziecko: ono teraz żyje w Bogu. Wsparte radą i pomocą życzliwych wam i kompetentnych osób, będziecie mogły uczynić swoje bolesne świadectwo jednym z najbardziej wymownych argumentów w obronie prawa wszystkich do życia. Poprzez wasze oddanie sprawie życia, uwieńczone być może narodzinami nowych istot ludzkich i poświadczone przyjęciem i troską o tych, którzy najbardziej potrzebują waszej bliskości, ukształtujecie nowy sposób patrzenia na życie człowieka"(nr 99).
Problem w tym, że - obawiam się - nie trzeba Polaków za mocno namawiać. Wśród internautów na Onecie większość jest za liberalizacją prawa (choć grupa nie jest do końca reprezentatywna, a Onet nie jest do końca zawsze uczciwy). Ostatnia większa reduta, czyli Kościół, atakowany jest ze wszystkich stron i nie mam wątpliwości, że atakowany nadal będzie.
Powraca pokusa, znana z kart Świętej Księgi, gdy Naród Wybrany chciał być jak inne narody. Zażądali od Samuela króla, by ich prowadził na wojny, odrzucając Pana, swego Boga (por. 1Sm 8,1-22). Dziś polscy krzykacze wołają, że nie chcą być wyrzutkami na mapie Europy i świata. Chcą być jak inne narody.
Jest co prawda przysłowie: co dwie głowy to nie jedna, ale w tym kontekście ciśnie mi się na myśl parafraza, którą kiedyś usłyszałem w programie "Kabaretu pod Egidą": "co jedna głowa, to nie dwie półgłówki". Sapienti sat (mądrym wystarczy).
* * *
Na koniec trzy fragmenty z Encykliki "Evangelium vitae" Jana Pawła II:W Internecie można znaleźć stary, ale niestety wciąż aktualny film "Niemy krzyk" (wersja anglojęzyczna, w 5 częściach), w może nie najlepszej jakości, ale wystarczającej, by samemu przekonać się, jaki koszmar silni chcą zgotować bezbronnym i niewinnym. I choć filmu nie powinny oglądać dzieci poniżej 12 roku życia i osoby nadmiernie wrażliwe na sceny przemocy, pozostali - w moim przekonaniu - zobaczyć go powinni.
Film pokazuje (dzięki USG) reakcje 12 tygodniowego płodu podczas aborcji. W czasie, gdy nienarodzone dziecko próbuje uciec głowicy ssącej aparatury aborcyjnej, można zauważyć, jak jego jego ruchy stają się coraz bardziej gwałtowne, a przerażenie powoduje podwojenie ilości uderzeń serca. Powiedzmy więc sobie wprost: nigdy i pod żadnym pozorem nie wolno zabijać dzieci!
"Mocą Chrystusowej władzy udzielonej Piotrowi i jego Następcom, w komunii z biskupami Kościoła Katolickiego, potwierdzam, że bezpośrednie i umyślne zabójstwo niewinnej istoty ludzkiej jest zawsze aktem głęboko niemoralnym. Doktryna ta, oparta na owym niepisanym prawie, które każdy człowiek dzięki światłu rozumu znajduje we własnym sercu (por. Rz 2, 14-15), jest potwierdzona w Piśmie Świętym, przekazana przez Tradycję Kościoła oraz nauczana przez Magisterium zwyczajne i powszechne.
Świadoma i dobrowolna decyzja pozbawienia życia niewinnej istoty ludzkiej jest zawsze złem z moralnego punktu widzenia i nigdy nie może być dozwolona ani jako cel, ani jako środek do dobrego celu. Jest to bowiem akt poważnego nieposłuszeństwa wobec prawa moralnego, co więcej, wobec samego Boga, jego twórcy i gwaranta; jest to akt sprzeczny z fundamentalnymi cnotami sprawiedliwości i miłości. „Nic i nikt nie może dać prawa do zabicia niewinnej istoty ludzkiej, czy to jest embrion czy płód, dziecko czy dorosły, człowiek stary, nieuleczalnie chory czy umierający. Ponadto nikt nie może się domagać, aby popełniono ten akt zabójstwa wobec niego samego lub wobec innej osoby powierzonej jego pieczy, nie może też bezpośrednio ani pośrednio wyrazić na to zgody. Żadna władza nie ma prawa do tego zmuszać ani na to przyzwalać”" (nr 57).
"Nikt nie powinien czuć się wyłączony z tej mobilizacji na rzecz nowej kultury życia: wszyscy mają do odegrania ważną rolę. Obok rodziny szczególnie doniosłe zadanie spełniają nauczyciele i wychowawcy. W dużej mierze od nich zależy, czy młodzi, wychowani do prawdziwej wolności, będą umieli zachować w sobie i szerzyć wokół siebie autentyczne ideały życia oraz kształtować w sobie postawę szacunku i służby wobec każdej osoby, w rodzinie i społeczeństwie.
Także intelektualiści mogą wiele uczynić dla budowy nowej kultury ludzkiego życia. Szczególne zadanie mają do spełnienia intelektualiści katoliccy, powołani do aktywnej obecności w środowiskach kulturotwórczych, w szkołach i uniwersytetach, w ośrodkach badań naukowych i technicznych, na polu twórczości artystycznej i refleksji humanistycznej"(nr 98).
"Szczególną uwagę pragnę poświęcić wam, kobiety, które dopuściłyście się przerwania ciąży. Kościół wie, jak wiele czynników mogło wpłynąć na waszą decyzję, i nie wątpi, że w wielu przypadkach była to decyzja bolesna, może nawet dramatyczna. Zapewne rana w waszych sercach jeszcze się nie zabliźniła. W istocie bowiem to, co się stało, było i jest głęboko niegodziwe. Nie ulegajcie jednak zniechęceniu i nie traćcie nadziei. Starajcie się raczej zrozumieć to doświadczenie i zinterpretować je w prawdzie. Z pokorą i ufnością otwórzcie się - jeśli tego jeszcze nie uczyniłyście - na pokutę: Ojciec wszelkiego miłosierdzia czeka na was, by ofiarować wam swoje przebaczenie i pokój w Sakramencie Pojednania. Odkryjecie, że nic jeszcze nie jest stracone, i będziecie mogły poprosić o przebaczenie także swoje dziecko: ono teraz żyje w Bogu. Wsparte radą i pomocą życzliwych wam i kompetentnych osób, będziecie mogły uczynić swoje bolesne świadectwo jednym z najbardziej wymownych argumentów w obronie prawa wszystkich do życia. Poprzez wasze oddanie sprawie życia, uwieńczone być może narodzinami nowych istot ludzkich i poświadczone przyjęciem i troską o tych, którzy najbardziej potrzebują waszej bliskości, ukształtujecie nowy sposób patrzenia na życie człowieka"(nr 99).
niedziela, 23 marca 2008
Chrystus zmartwychwstał
To najważniejsze wydarzenie w historii świata, bo jest znakiem nadziei, która zawieść nie może. Zmartwychwstanie Chrystusa uwiarygadnia całe Jego nauczanie, całe orędzie biblijne o Bogu, który kocha człowieka. Oczywiście są tacy, którzy powiedzą, że zmartwychwstania nie było, że to oszustwo, spisek czy manipulacja. Może ich być wielu...
Nie widzę powodów, by poddawać w wątpliwość świadectwo ludzi, którzy mieli wszystkie powody, by milczeć, ale woleli stracić twarz i dobre imię, byle tylko dać świadectwo o tym, czego byli uczestnikami. Jeśli wiarę się daje autorom dokumentów, w których się przechwalają, to dlaczego nie tu? Tym bardziej, że za biblijnym świadectwem stoi także po ludzku zupełnie niezrozumiała gotowość oddania wszystkiego dla imienia Chrystusa.
Piotr podczas Ostatniej Wieczerzy zapewniał, że będzie wierny, choćby wszyscy zwątpili. Cisną mi się na usta podobne słowa: choćby już nikt nie wierzył w zmartwychwstanie, ja się tej wiary będę trzymał. I choć mam świadomość zarówno historii zaparcia się mojego Świętego Patrona, jak i własnych grzechów, mam nadzieję, że właśnie ta wiara w miłość potężniejszą niż śmierć - ta sama, która pozwoliła nawrócić się Piotrowi - utrzyma mnie przy Chrystusie, pozwoli mi się nawrócić z każdego upadku.
Nie widzę powodów, by poddawać w wątpliwość świadectwo ludzi, którzy mieli wszystkie powody, by milczeć, ale woleli stracić twarz i dobre imię, byle tylko dać świadectwo o tym, czego byli uczestnikami. Jeśli wiarę się daje autorom dokumentów, w których się przechwalają, to dlaczego nie tu? Tym bardziej, że za biblijnym świadectwem stoi także po ludzku zupełnie niezrozumiała gotowość oddania wszystkiego dla imienia Chrystusa.Piotr podczas Ostatniej Wieczerzy zapewniał, że będzie wierny, choćby wszyscy zwątpili. Cisną mi się na usta podobne słowa: choćby już nikt nie wierzył w zmartwychwstanie, ja się tej wiary będę trzymał. I choć mam świadomość zarówno historii zaparcia się mojego Świętego Patrona, jak i własnych grzechów, mam nadzieję, że właśnie ta wiara w miłość potężniejszą niż śmierć - ta sama, która pozwoliła nawrócić się Piotrowi - utrzyma mnie przy Chrystusie, pozwoli mi się nawrócić z każdego upadku.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
