wtorek, 12 lutego 2008

Zobaczyć człowieka

Zaprosili mnie znowu do TVP, do "Między niebem a ziemią". Rozmawialiśmy o szczęściu, czym jest i czym nie jest, dlaczego człowiek do niego dąży, i czy to dobrze, że dąży. Rozmowa była trochę nieskładna, bo prowadzący, mimo moich starań cały czas używał określenia "szczęście" we wszystkich możliwych znaczeniach, bez względu na to, czy miało to sens, czy nie.
Przede wszystkim mylone było szczęście z zadowoleniem. Szczęście jest stanem ostatecznego spełnienia, lub w najlepszym razie poczuciem, że się jest na najlepszej drodze do osiągnięcia tego spełnienia. Z kolei zadowolenie (w różnym stopniu i z różnych powodów) jest stanem krótkotrwałym i wynikającym z konkretnych wydarzeń, o zewnętrznym zasadniczo charakterze. Przy takiej definicji pojęć szczęście może człowiek osiągnąć jedynie w Bogu, bo tylko On może go doprowadzić do ostatecznego spełnienia. Jednocześnie owo szczęście nie jest związane w sposób konieczny z zadowoleniem jako takim. Co więcej, można być szczęśliwym mimo poważnych braków, chorób i cierpień.
Kiedy uczestnicząca w programie pani Psycholog usłyszała o Bogu, zawrzał niemal gniewem i autorytatywnie stwierdziła, że wiara w Boga w sposób nieunikniony prowadzi do niewiary w człowieka, deprecjonuje go i lekceważy. Prawdę mówiąc lekko się tym stwierdzeniem zdziwiłem, bo poza tą kwestią p. Psycholog zasadniczo wypowiadała się mądrze i ciekawie, bez jakiś politycznie poprawnych zadęć i lewacko-liberalnych pomysłów.
Przypomniały mi się wtedy słowa z "Redemptor hominis" niezapomnianego Jana Pawła II, gdzie pisze, że "człowiek nie może żyć bez miłości. Człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą, jego życie jest pozbawione sensu, jeśli nie objawi mu się Miłość, jeśli nie spotka się z Miłością, jeśli jej nie dotknie i nie uczyni w jakiś sposób swoją, jeśli nie znajdzie w niej żywego uczestnictwa. I dlatego właśnie Chrystus-Odkupiciel, jak to już zostało powiedziane, "objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi". To jest ów - jeśli tak wolno się wyrazić - ludzki wymiar Tajemnicy Odkupienia. Człowiek odnajduje w nim swoją właściwą wielkość, godność i wartość swego człowieczeństwa. Człowiek zostaje w Tajemnicy Odkupienia na nowo potwierdzony, niejako wypowiedziany na nowo. Stworzony na nowo! [...] Człowiek, który chce zrozumieć siebie do końca - nie wedle jakichś tylko doraźnych, częściowych, czasem powierzchownych, a nawet pozornych kryteriów i miar swojej własnej istoty - musi ze swoim niepokojem, niepewnością, a także słabością i grzesznością, ze swoim życiem i śmiercią, przybliżyć się do Chrystusa. Musi niejako w Niego wejść z sobą samym, musi sobie "przyswoić", zasymilować całą rzeczywistość Wcielenia i Odkupienia, aby siebie odnaleźć. Jeśli dokona się w człowieku ów dogłębny proces, wówczas owocuje on nie tylko uwielbieniem Boga, ale także głębokim zdumieniem nad sobą samym" (RH 10).
I pomyślałem sobie, że p. Psycholog, przy całym swoim profesjonalizmie, jednak nie rozumie człowieka. A szkoda, bo mogłaby pomóc jeszcze więcej. Bo prawdą jest, że dopiero miłość Boga objawiona w Chrystusie - nade wszystko w Jego misterium paschalnym - pokazuje, kim człowiek jest: kim jest w oczach Boga i kim ma się stać w naszych, ludzkich oczach.

4 komentarze:

Milena Kozak pisze...

Szczęśliwy czyli Błogosławiony!!
teraz na myśl przybiegło mi Kazanie na Górze w którym Chrystus pragnął wyrazić nadzieję i wiarę w przemianę charakteru człowieka, aby mógł on stać się uczestnikiem radości i szczęścia , ktore staną się udziałem tych wszystkich ludzi, którzy są "obywatelami" Królestwa Bożego.Błogosławieni czyli szczęśliwi i pełni nadzieii dla załamanych, dla tych którzy zwątpili, którzy przeżywają ciężkie chwile prób, doświadczeń i prześladowań. To szczęście przenika do głębi ich serca budząc nadzieję, że miłość i łaska Jezusa Chrystusa zadziała jak balsam dla ich serc.
Błogosławieni czyli szczęśliwi i pełnii nadzieji dla mnie, która zgubiła swoją drogę.......

Anonimowy pisze...

Często oglądam program TVP "Między niebem a ziemią" i cieszę sie, że mogę często oglądać księdza. To dobrze, że zapraszani są do tego programu osoby z KUL-u. POZDRAWIAM

Anonimowy pisze...

Widziałam ten program. Trudno jest rozwinąć poważniejszą dyskusję w sytuacji gdy czas na nią przeznaczony wynosi ok. 15 min. Uwagę prowadzącego najbardziej skupiał niepełnosprawny uczestnik. A pani psycholog wprawdzie powiedziała, że szanuje przekonania osób wierzących, ale chyba nie do końca była o tym przekonana. Przypomniały mi się wykłady x. prof. Nagórnego i jego słowa, że cierpienie nie uszlachetnia.

Kienio pisze...

Rzeczywiście nie uszlachetnia. Cierpienie jest tylko okazją, szansą - jak pisze Jan Paweł II (SD 22) - by objawiła się moralna wielkość człowieka. Ale trzeba otwarcie przyznać, że nie jest łatwo z tej szansy skorzystać. "Przedziwne, jak człowiek przerasta człowieka..."