niedziela, 28 czerwca 2009

Król i Madonna

Różnie się pisze o gwiazdach i gwiazdeczkach. Nazywa się ich królami (Rock-an-Rolla na przykład: Elvis Presley) i królowymi (tu mi żadne imię nie przychodzi do głowy, a raczej przychodzi ich tyle, że żadne już nie jest zbyt wiarygodne). Słowem, idole sceny muzyki rozrywkowej łatwo zajmują tron, i łatwo z niego spadają. Pamiętam upadek kariery Whitney Houston, przez lata walczącej o świat bez narkotyków, a potem uwikłanej w nie bez pamięci (swoją drogą, mam nadzieję, że come back się powiedzie).

Ostatnie dni naznaczone są z jednej strony śmiercią Michaela Jacksona – postaci niewątpliwie tragicznej, a z drugiej przygotowaniami do koncertu Madonny, czyli Madonny Louisy Ciccone w Polsce. Przygotowują się fani, przygotowują się organizatorzy i przygotowują się ci, którym ten koncert się nie podoba. Nie podoba się i mnie ze względu na czas i na sposób, w jaki jest reklamowany.

Śmierć Jacksona i koncert Madonny... Co je łączy? Przynajmniej w niektórych przekazach medialnych łączy je miejsce, jakie zajmowali i zajmują w życiu – miejsce idola, bożka – czy jak to drzewiej się mawiało: bałwana. I temu bałwanowi ludzie się kłaniają, biją mu pokłony, a on zazdrośnie strzeże miejsca, które zajął a które mu się wcale nie należy. To miejsce Boga, Jedynego, Który Daje Życie. Kiedy przed Apostołami ktoś padał na twarz, ci mówili: wstań, jestem tylko człowiekiem.

Kiedy aniołowi ktoś chciał złożyć ofiarę – ten nakazywał, by składać ją tylko samemu Bogu. Bo sługa Pana zna swoje miejsce i nie uzurpuje sobie prawa do tronu. A bożki, idole i bałwany chętnie tam wlazują, a potem zazdrośnie strzegą swego stanu posiadania, przynajmniej do czasu, gdy okazuje się, że król jest nagi i bożek nie ma mocy zbawiania świata.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

>>> ...A bożki, idole i bałwany chętnie tam wlazują, a potem zazdrośnie strzegą swego stanu posiadania...

Zgadzam się! A co z pokłonami przed papieżem, niektórymi biskupami i księżmi. Bo nigdy nie słyszałem o sytuacji aby ktokolwiek z nich zrezygnował z tego przywileju jak opisani aniołowie czy apostołowie. Nawet czasem wydaję mi się że jakby im się podobało to wywyższanie poprzez prostych ludzi - dobrze słyszeć że apostołowie byli zupełnie inni.

Raczej widzę tu pewną zazdrość że np. wyznawcy madonny czy inne gwiazdki pewnie bardziej wierzą w nią niż w jakąś inną religię. Bo trudno wymagać wiary od człowieka który np. bez przerwy bawi się w klubach, ćpa i pije alkohol a takich coraz więcej.

Marcin pisze...

Szczęść Boże!
Według mnie nazywanie danego artysty lub artystki królem nie należy traktować dosłownie. Uważam, że chodzi tu fakt dokonania czegoś pionierskiego w danym gatunku muzycznym. I tak też było w przypadku Michaela Jacksona. Sądze, że nazywanie go Królem Popu nie jest przesadą. Jego piosenki/albumy wyznaczyły pewne trendy i dały fundamenty pod konkretny rozwój tego gatunku. Podobnie było z Elvisem. Oczywiście można dyskutować nad Jego życiem prywatnym, któremu nadaje Ksiądz miano tragicznego, ale nie o to tak naprawdę chodzi.
Czy fakt słuchania Jego muzyki jest równoznaczny z oddawaniem Mu pokłonów? Czy ludzie, którzy przybyli na Jego pogrzeb, bili Mu pokłony? Nie. Przyjechali pożegnać idola, przyjaciela, artystę. Nie hołdowali Jego życiu (choć oprócz wspomnianego "tragizmu") było też wiele rzeczy bardzo dobrych, które niekoniecznie ukazywały media w sposób równie huczny, jak te gorsze. Takie jest moje zdanie w kwestii Michaela Jacksona i uważam, że nazywanie Jego (i nie tylko) "bałwanem" oraz zestawianie z Bogiem jest spoooooorym uproszczeniem.
W kwestii Madonny i Jej koncertu w Polsce. Osobiście uważam, że cały szum wokół ów imprezy i dorabianie teorii spiskowych, jakoby data show była prowokacją jest totalną bzdurą. W tym miejscu gratuluję Panu Marianowi Brudzińskiemu strzelenia sobie samobója - lepszej reklamy nie mógł Pan Jej zrobić. Nie uważam, aby uczestnictwo w koncercie w jakikolwiek sposób wpłynęło na poziom wiary prawdziwego katolika w Polsce. I w tym miejscu, podobnie jak przy Jacksonie, ludzie używają argumentu w postaci życia osobistego gwiazdy. To, co robi w życiu prywatnym jest tylko i wyłącznie Jej osobistą sprawą. Słuchając Jej piosenek nie dokonuje analiz, osądów czy ocen nad Jej życiem, tylko upajam się Jej twórczością. Sam fakt protestów przeciwko koncertowi uważam za żenujący. Nie ma co się później dziwić, że artyści nie chcą przyjeżdżać do Polski na koncerty. Poza tym w naszym kalendarzu katolickim jest wiele Świąt i Uroczystości, podczas których wszelkie koncerty, idąc tym tokiem rozumowania nie powinny się odbyć, a mimo to są grane i nikt nie urządza protestów. Takie są moje poglądyna te tematy.
Pozdrawiam