czwartek, 19 marca 2009

Nie mów do mnie Misiak

Uwalili Pana senatora - wyrzucili go z klubu, z partii, a jego firmie (znaczy firmie, w której ma udziały i gdzie zasiadał do niedawna w Radzie nadzorczej) odebrali kontrakt na pomoc stoczniowcom. Wszystko w imię etyki i zasad transparentności, co jest o tyle ciekawe, że litery prawa nikt nie naruszył. Unieważniono zatem kontrakt, bo "tak wypada". Tylko o stoczniowcach jakoś nikt nie pomyślał, że teraz ze szkoleniami i szukaniem im pracy będzie trzeba poczekać kolejnych kilka miesięcy, aż jakaś kolejna firma nie wygra przetargu.
Wydaje mi się, że to klasyczny przypadek, w którym wylano dziecko z kąpielą, dziecko, które od kąpieli jest znacznie ważniejsze. Wstyd Panowie Magnaci!

Na marginesie wraca model reakcji z czasów Ministra Z. Ziobry, wedle którego każdy, kto się wzbogaci, jest złodziejem, malwersantem lub kombinatorem. I należy go za wszelką cenę pochwycić, oskarżyć, skazać i unicestwić (społecznie). Jakoś nikomu nie przychodzi do głowy, że bogaty może być bogaty dzięki własnej ciężkiej pracy (choć ciężkość niekoniecznie musi polegać na noszeniu worków, a "tylko" na myśleniu i dobrym zarządzaniu). I że dzięki tym, którzy umieją zarządzać i wymyślać, pozostali mają pracę i środki do życia, których w innej sytuacji by nie mieli. Oj, ta nasza polska bezinteresowna zawiść... Czy nigdy się z niej nie wyzwolimy?

5 komentarzy:

Michał pisze...

Przyznam szczerze, że nie zgadzam się w tym przypadku z myśleniem "cel uświęca środki". Gdyż do tego Księdza post się sprowadza. Naprawdę często jeśli człowiek nie zabija, nie kradnie i nie gwałci też robi coś złego i należy go napiętnować. Sfera moralna, czy też sfera dobrego obyczaju ma też jakieś znaczenie. Czy może się mylę ?. Może należy to poszerzyć i jak ktoś kogoś obrazi w dobrym celu to mu przyklaśnijmy ? A może i pobić może ?. Ech, relatywizm moralny u księdza nieco mnie przeraża.

Jarosław A. Sobkowiak pisze...

Polak-katolik. Polak: dlaczego ziomkom jest dobrze, kiedy innym jest źle? Tak być nie może. Katolik: niech ci będzie jak poganin i celnik. Nie chcę oczywiście nikogo obrazić, chcę tylko powiedzieć, że po "misiakowych" doświadczeniach uświadamiam sobie (po raz kolejny, że daleko mi do "Polaka-katolika". Wolę być Polakiem i katolikiem, z należną autonomią dla jednej i drugiej sfery. Dzięki za ten tekst - temat trudny i drażliwy, ale ważny.

Kienio pisze...

Re: Michał
Prawdę mówiąc zaskoczyło mnie oskarżenie o relatywizm moralny, bo do niego akurat to mi daleko. Białe jest białe i czarne jest czarne. W to wierzę.
Sfery dobrego obyczaju wolę jednak nie mylić ze sferą politycznej poprawności, wedle której bogaty=złodziej.
Nie twierdzę, że Senator Misiak nie zrobił nic złego. Powiedziałem, że w zgodnej opinii wszystkich (nawet polityków PiS), nie złamał prawa. Zapewne naruszył dobre obyczaje, ale w moim przekonaniu w państwie prawnym jest ZŁAMANIEM PRAWA odebranie kontraktu uzyskanego ZGODNIE Z PRAWEM. Tym bardziej, że skutkiem tego odebrania jest działanie na szkodę osób trzecich, najbardziej zresztą w tym wszystkim poszkodowanych - stoczniowców. I ten skutek też musi być brany pod uwagę w ocenie moralnej.
W końcu - coraz częściej zdarza mi się zauważać, że poziom piętnowania zła przez sprawiedliwych różnych maści i proweniencji przekracza słuszną miarę. Coraz częściej piętnowanie zamienia się w lincz, pognębianie i odbieranie wszelkich praw, czasem łącznie z prawami osób trzecich. Tak jest i w tym wypadku. Senator został usunięty z partii, z klubu parlamentarnego, z komisji (której zdaje się przewodniczył, a przynajmniej aktywnie pracował). A ponieważ to cały czas było mało, podjęto działania - w moim przekonaniu bezprawne - by ukarać firmę, której nie był jedynym właścicielem i której aktywność miała dać szansę na pracę zwalnianym setkom stoczniowców. Proszę mi wybaczyć, ale oznacza to, że oprócz ukarania Misiaka, ukarano wszystkich innych udziałowców rzeczonej firmy (Misiaka zresztą już w niej nie ma) i ludzi, dla których miała pracować. Brawo. To nie jest relatywizm?

Mówił mój przyjaciel, że "nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu". W rzeczy samej, Panie Michale, w rzeczy samej...

Kienio pisze...

Jeszcze jedno słowo wyjaśnienia, bo nie chciałbym w tej kwestii żadnych niedomówień. Jeśli Pan Senator postąpił niegodziwie, to rzeczywiście powinno się to wykazać i napiętnować - choć, jaka zaznaczyłem wcześniej, z umiarem, proporcjonalnie do winy i potencjalnych korzyści, jakie mógł stąd wyciągnąć. Kara powinna dotyczyć jednak jego, a nie innych.
Po drugie, jeśli powodem całej afery jest to, że działania Pana Senatora MOGŁY (jako efekt celowego działania) spowodować uzyskanie korzyści, ale niczego takiego mu nie udowodniono, to karanie jest owocem podejrzeń a nie dowodów. Możliwość popełnienia zła zostałaby wówczas uznana za wystarczający powód do potępienia. Lekka to przesada.

W tym kontekście przypomniała mi się zasłyszana dawno anegdota. Proszę mi wybaczyć jej frywolność, ale oddaje istotę problemu:
Pewne małżeństwo pojechało na weekend nad jezioro, gdzie można było łowić ryby. Mąż uwielbiał wczesnym świtem wypływać na ryby, ale sam. Pewnego ranka, kiedy mężczyzna wrócił po wielu godzinach spędzonych na łodzi, zapragnął odpocząć. Żona, chociaż niekoniecznie się na tym znała, postanowiła popływać łodzią. Odpłynęła kawałeczek, rzuciła kotwicę i zajęła się lekturą swojej ulubionej książki. Po pewnym czasie podpłynął do niej motorówką strażnik.
- Dzień dobry szanowna pani, co pani tutaj robi? - zapytał
- Czytam - odpowiedziała kobieta i pomyślała, że przecież to oczywiste.
- Ale znajduje się pani w strefie, gdzie łowienie ryb jest zabronione!
- Przecież pan widzi, że ja nie łowię ryb!!!
- No cóż, ale ma pani przy sobie całe potrzebne do tego wyposażenie. Zarekwiruję je, a pani wystawiam mandat.
- Jeśli pan to zrobi, oskarżę pana o gwałt - spokojnie odpowiedziała kobieta.
- Ale ja przecież pani nawet nie tknąłem!! - oczy strażnika zrobiły się okrągłe.
- No cóż, ale ma pan przy sobie całe potrzebne do tego wyposażenie.

Michał pisze...

Oczywiście zarzucenie relatywizmu moralnego było nadużyciem za które przepraszam. Zgadzam się w pełni z Panem, że piętnowanie działań całej firmy gdzie zatrudniony był senator Misiak, zwłaszcza gdyby ten fakt odbił się na sytuacji niewinnych stoczniowców jest rzeczą bezsensowną i naganną. Oczywiste dla mnie jest tylko, że senator Misiak powinien zostać ukarany w sferze politycznej i tylko tam. Tam jego wina jest jasna, a przewinienie ciężkie. Oczywiście moralne napiętnowanie to inna sprawa. Nie powinna być ukarana firma w której pracuje, nawet nie musi się on z niej zwalniać. Nie mylmy różnych porządków. Oddajmy bogu co boskie, a cesarzowi co cesarskie.