wtorek, 20 maja 2008

CB-radio

W USA zniesiono podobno (nie udało mi się tej informacji potwierdzić, ale pochodzi z dobrego źródła) zakaz stosowania aparatury wykrywającej policyjne radary. Tzw. antyradary można kupić w niemal każdym większym sklepie z elektroniką. Oczywiście są różne modele, o różnej cenie uzależnionej nade wszystko od czułości (czyli zasięgu) i rodzaju wykrywanych fal.
W Polsce (i niemal wszystkich krajach europejskich) antyradary są zabronione. W gruncie rzeczy zakaz jest martwy, bo kierowcy naleźli sposób na inne wykrycie radarów - CB-radia. Dawniej używali ich napaleni radiowcy, potem (głównie pod wpływem amerykańskiego kina drogi, jak mniemam) - kierowcy ciężarówek. Dziś używają ich niemal wszyscy, w tym sensie przynajmniej, że wśród użytkowników są kierowcy wszelkich zawodów i rodzajów samochodów.
Każdy może sprawdzić, że jazda zgodna z przepisami trasą nr 17 Lublin-Warszawa (140 km) zajmie ok 2,5 godziny, o ile tylko nie ma zbyt wielkiego natężenia ruchu, zwłaszcza w okolicy ronda w Kołbieli oraz na ostatnich kilometrach za Zakrętem. Tą trasą jeżdżą niezwykle popularne busy. Zdarza się im zatrzymać tu i ówdzie by zabrać, lub wysadzić pasażerów, a jednak rzadko kiedy jadą dłużej niż 2 godziny i 15 minut. Regularnie byłem przez nie wyprzedzany. Sam też słyszałem - jadąc jako pasażer - wymianę zdań z innymi kierowcami na temat aktywności policji.
Cóż złego, może ktoś zapytać, w wymianie informacji o policjantach stojących na czatach? Cóż złego w korzystaniu z antyradarów?
Nic. Problem nie jest w posiadaniu CB-radia ani aparatury wykrywającej policyjne radary. Problem jest w motywach i sposobie ich wykorzystania. Nie da się ukryć, że głównym powodem instalacji CB-radia w samochodach osobowych i ciężarówkach i jedynym powodem korzystania z antyradarów jest chęć uniknięcia kary za przekroczenie prędkości. Jadący zgodnie z przepisami nie potrzebują ani antyradarów, ani radia CB. I tu dochodzimy do kluczowego pytania: cóż jest złego w szybkiej jeździe?
Odpowiedź jest równie oczywista, co dla miłośników szybkiej jazdy niesatysfakcjonująca. Szybka jazda - dla potrzeb niniejszego felietonu tym terminem określam jazdę z prędkością większą, niż dozwolona przez przepisy - naraża ludzkie życie i zdrowie na niebezpieczeństwo, zarówno życie i zdrowie kierowcy, jego pasażerów jak i innych użytkowników drogi. Zasad fizyki nie da się oszukać. Czas reakcji kierowców i pieszych na wykryte zagrożenie jest wartością stałą. Możliwość uniknięcia kolizji maleje w postępie geometrycznym wraz ze wzrostem prędkości. Innymi słowy, im szybciej się porusza samochód, tym mniejsze są szanse, by uniknąć nieszczęścia w wypadku niespodziewanych komplikacji na drodze.
Pomiary prędkości przez policję i postawione na stałe radary nie są w stanie zmusić krnąbrnych kierowców do przestrzegania przepisów, tak jak wychowawca kolonijny nie jest w stanie zmusić dzieci i młodzieży do przestrzegania ciszy nocnej na koloniach. Policja chce uczyć mądrego i odpowiedzialnego korzystania z samochodu. Próby przechytrzenia policji w zasadzie nie różniłyby się niczym od ściągania na klasówce, gdyby nie to, że wśród skutków ściągania rzadko kiedy występują śmiertelne wypadki. A nadmierna prędkość, utrwalona przez zarozumiałą pewność siebie kierowcy zabezpieczonego przed policyjnym radarem, już do niejednej śmierci doprowadziła.
Narażanie siebie i innych na kalectwo i śmierć - tak przez bezmyślne, jak i umyślne przekraczanie dozwolonej prędkości - jest wyrazem nieodpowiedzialności i braku miłości bliźniego. Oznacza to, że jest działaniem grzesznym, i im bardziej jest to działanie rozmyślne, tym grzech jest poważniejszy. Podobnie na ciężar grzechu ma osoba sprawcy, zgodnie z zasadą, że komu więcej dano, od tego więcej wymagać się będzie. Dlatego szczególnie lekcję o odpowiedzialności na drodze powinniśmy odrobić my, których zadaniem jest być światłem świata: chrześcijanie, a wśród chrześcijan - księża, tym bardziej, że zbyt często otacza ich (nas) przedziwne przekonanie o moralnej wyższości i nietykalności. Powiedzmy sobie szczerze, antena CB na dachu samochodu jest świadectwem naszej nieodpowiedzialności, naszego braku szacunku dla ludzkiego życia. Brzmi to może melodramatycznie, ale takie są fakty i taka ich ocena moralna.

4 komentarze:

Marcin pisze...

Witam
Szkoda, że Ksiądz nie napisał ilu ludziom CB Radio uratowało życie, badź też pomogło uniknąć kłopotów. Uważam, że wrzucanie wszystkich z anteną na dachu do jednego worka i klasyfikowanie ich jako "nieodpowiedzialnych" jest zbytnim uproszczeniem.
Pozdrawiam
Marcin Igras

Marcin pisze...

Witam ponownie
Znalazłem na FF ciekawe zdanie Księdza: "Nie jestem jednak sędzią i tej postawy staram się unikać jak ognia"(24.06.2008 20:06). Z całym należnym szacunkiem Księze, ale czy uogólnianie dotyczące kierowców z anteną CB na dachu nie jest ich osądem? Niech mi Ksiądz wierzy, że w gronie moich znajomych jest spora liczba osób używających tego typu sprzętu właśnie nie do łamania przepisów prawa. Myślę, że takich osób jest znacznie więcej. I to właśnie ze względu na nich unikałbym uogólnienia.
Pozdrawiam
Marcin Igras

Kienio pisze...

Unikam osądzania, ponieważ oceniając czyn jako niedobry, nie przekładam tej oceny na sprawcę. Ocena czynu nie jest osądzaniem, przynajmniej w biblijnym rozumieniu tego słowa.

Co do uogólniania - opieram się na swoim doświadczeniu jako kierowcy. Jakoś zadziwiającą zbieżnością jest połączenie tego, jak wyposażone samochody jeżdżą z jaką prędkością. Nie wiem, jaki procent z tych wyposażonych w CB-radio jedzie zgodnie z przepisami, ale wiem, że zdecydowana większość z samochodów mnie wyprzedzających, dysponuje tym sprzętem.

Nie mam wątpliwości, że jest wielu kierowców, którzy jeżdżą zgodnie z przepisami. Być może wielu z nich korzysta z CB-Radia. Zapewne wielokrotnie radio CB zostało wykorzystane, by ratować ludzkie życie. Świetnie. Tylko, że nie o tym jest ten felieton. Ten felieton jest o motywach, dla których wielu kierowców sięga po radio. Jest o moralnym wymiarze Kodeksu Ruchu Drogowego.

CB-Radio nie jest narzędziem złym. W gruncie rzeczy żadne narzędzie nie jest złe samo z siebie. Problem leży w sposobie wykorzystania danego narzędzia. I moje (a także wielu policjantów, z którymi miałem przyjemność rozmawiać) doświadczenie mi pokazuje, że z motywacją i praktyką użycia CB-Radia jest problem, podobnie jak ze sposobem, w jakim w ogóle wykorzystuje się samochody. Ale to już dyskusja na kiedy indziej.

Marcin pisze...

Dziękuję za sprostowanie, bo po przeczytaniu Księdza felietonu poczułem się zaszufladkowany jako "nieodpowiedzialny".