czwartek, 8 maja 2008

Kompromis

Jarosław Gowin, szef zespołu ds bioetyki mówi o szansach na kompromis, a posłanka Elżbieta Radziszewska komentuje, że "Nie wyobrażam sobie, żeby Kościół obrażał się, że Polska nie jest państwem wyznaniowym" (cytat za internetowym wydaniem "Dziennika").
Myślę, że Kościół nie będzie się obrażał, bo jest to reakcja dosyć niskich lotów, polegająca na zanegowaniu rzeczywistości. Jeśli jednak p. Radziszewska myśli, że Kościół zgodzi się na kompromis zaproponowany przez p. Gowina, to się grubo myli i nie rozumie nic ze stanowiska Magisterium Ecclesiae. Są sprawy, gdzie można zmieniać zdanie, gdzie można iść na kompromis, ale tu tego miejsca nie ma. Dobrze, że projekt PO dąży do zablokowania możliwości tworzenia nadliczbowych embrionów i cieszy chęć pomocy bezpłodnym małżeństwom. Jednakże pierwszy powód, dla któego Kościół sprzeciwia się sztucznemu zapłodnieniu (zaróno in vivo - czyli inseminacji, jak i in vitr, czyli w probówce) ma charakter antropologiczny i wynika z rozdzielenia wymiaru prokreacyjnego i wspólnototwórczego aktu małżeńskiego.
Mówiąc nieco innym językiem: współżycie męża i żony jest jedyną okolicznością, która ma prawo prowadzić do poczęcia nowego życia. Angażowanie do tego (na drodze bezpośredniej interwencji) osób trzecich narusza jedność małżeństwa i jego godność. Co więcej, współżycie małżeńskie zawsze - choćby pośrednio - musi być ukierunkowane na poczęcie nowego życia (por. Paweł VI, enc. Humanae vitae, nr 8-10 i 14-16), a nie jedynie na zaspokojenie seksualne małżonków.
Osobną kwestią jest, że - jak pokazuje doświadczenie innych krajów - oficjalne przyzwolenie na stosowanie procedur in vitro wyłącznie w stosunku do niepłodnych par małżeńskich, bardzo szybko zastąpione zostaje przez udostępnienie in vitro wszystkim chętnym, zgodnie z logiką tolerancji i niedyskryminacji. Tak więc kompromis, do którego zawarcia dąży PO (a w jej ramach p. pos. Joanna Mucha, sekretarz zespołu ds. bioetyki - głosowałem na nią, a teraz żałuję), coraz bardziej mi przypomina Puszkę Pandory. Wystarczy ją tylko odrobinę otworzyć...

2 komentarze:

Konrad pisze...

Przy obecnym składzie zespołu ds. bioetyki, są raczej nikłe szanse, aby udało się wypracować coś innego niż kompromis. Cóż... Polska próbuje nadrobić swój dystans do moralności zachodu, szkoda tylko, że nie potrafi korzystać z doświadczeń państw, w których większość zmian, które "my chcemy" wprowadzić już została zalegalizowana i scenariusz wszędzie się powtarzał.

A tak na marginesie to ciekawy blog, trafiłem przez przypadek.

Sara Zuzia pisze...

cóż.słowo "kompromis"to jedno z "ulubionych"Ks.Piotra:) i czasem trudno się dziwić,bo jeśli chodzi o życie i troskę o człowieka,to tu kompromisu być nie może.nie można szanować człowieka i jego płciowości(integralnej z duchem:))tylko po części-do momentu,w którym nam to odpowiada.czy można żyć tylko trochę?albo się żyje albo nie.embriony nadliczbowe to ludzie o których my mamy czelność decydować i bawić się w Pana Boga.i nie chodzi tu o to,czy jesteśmy Katolikami czy nie.zabójstwo,to zabójstwo.do tego są artykuły.poza tym nie chciałabym być wyprodukowanym dzieckiem.o ile bym w ogóle przeżyła,bo to marne szanse dla skuteczności tej metody.pozdrawiam