Bliższa ciału koszula, mówi stare przysłowie i ostatnie wydarzenia za naszą wschodnią granicą dobitnie to potwierdzają. Rzecz dawno wyszła poza kwestie gospodarcze. Gazprom i Naftohaz są jedynie szyldami za którymi stoją rządy Rosji i Ukrainy. Zresztą, odbiorcy gazu tez nie są zwykłymi klientami, którzy czują się nabici w butelkę i wobec tego są cokolwiek zdenerwowani. Dla Słowacji czy Bułgarii gaz jest surowcem strategicznym w najściślejszym tego słowa znaczeniu. Jego brak oznacza nie tylko kryzys gospodarczy, ale także humanitarny – nade wszystko w zimie.
Mocnym komentarzem dla trwającego ponad tydzień przerzucania się stron odpowiedzialnością za brak tranzytu gazu jest wypowiedź słowackiego premiera, który stwierdził, że nic go nie obchodzi, kto jest winny sytuacji. Obchodzi go los jego kraju. Parafrazując fragment bajki Mickiewicza „Wy się kłócicie, nam chodzi o życie”.
Polska na razie w tak dramatycznej sytuacji, jak Słowacja, jeszcze nie jest. Dyskusje jednak wśród polityków, zamiast refleksji nad kwestią zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego krajowi, zdają się koncentrować na połajankach, z czyjej winy Polska jest uzależniona od rosyjskiego gazu i dlaczego dotychczasowe projekty dywersyfikacyjne upadły. Nie potrafią zająć się problemem, ale podobnie jak rosyjscy i ukraińscy dygnitarze zajmują się ratowaniem własnej twarzy.
To dlatego wypowiedzi posła Janusza Palikota czy Jacka Kurskiego wywołują tak ostre reakcje. Rzadko odnosząc się do jakiegokolwiek problemu, uderzają w poszczególne osoby podważając ich dobre imię. Na tym punkcie nasi politycy są szczególnie wrażliwi.
Oczywiście, każdy ma prawo do dobrego imienia. Każdy ma prawo go bronić. Rzecz w tym, że w naszym parlamencie ogromna część aktywności jednych skupia się na podważeniu godności adwersarzy, a tych drugich na obronie godności własnej. Sprawy merytoryczne życia publicznego w tym czasie leżą odłogiem, a jeśli nawet są podejmowane w debacie parlamentarnej, to i tak informacja na ten temat nie dociera do opinii publicznej zajętej wysłuchiwaniem kolejnych inwektyw, analizą dowodów niekompetencji, kłamstw, oszczerstw i insynuacji. Cierpią oczywiście na tym prace parlamentu, bo w tej atmosferze i przy tej metodologii niczego sensownego uchwalić się nie da. Każda decyzja jest politycznym targiem, w którym ważone są interesy partii i polityków. Interes narodowy schodzi na plan dalszy (jeśli w ogóle jeszcze na nim funkcjonuje). Ot, bliższa ciału koszula.
Mam zatem pomysł racjonalizatorski. A nawet kilka. Po pierwsze trzeba zlikwidować transmisje obrad sejmu. Po drugie należy odebrać parlamentarzystom immunitet. Po trzecie, Objąć obraźliwe wypowiedzi parlamentarzystów jurysdykcją sądów doraźnych, tak jak dotyczy to innych chuligańskich ekscesów. Po czwarte, zlikwidować partyjne listy i wprowadzić większościową ordynację wyborczą. Po piąte w końcu – zlikwidować dofinansowanie partii politycznych z budżetu państwa. Bycie parlamentarzystą powinno na nowo stać się służbą publiczną, a nie synekurą, zaś sam parlamentarzysta ma służyć Polsce, a nie swojej partii. To już przerabialiśmy i nie widzę najmniejszego powodu, by do tych koszmarnych pomysłów wracać.
Każdy dzień przynosi nowe znaki obecności Boga w moim życiu - nie tylko w modlitwie, ale w zwykłych szarych sprawach. W polityce, gospodarce, w mediach... W każdym z tych obszarów chce być obecny, chce zbawiać. I dlatego codziennie szukam znaków Jego miłości, znajduję i potwierdzam - On jest po naszej stronie, nawet wtedy, gdy my nie chcemy być po Jego stronie...
czwartek, 15 stycznia 2009
piątek, 9 stycznia 2009
Freedom of Choice Act (FOCA)
Poniżej przedruk - dla wszystkich, którzy są zafascynowani nową gwiazdą USA - ku przestrodze. I jako zaproszenie do modlitwy...
Obama i spór o wolność wyboru
Piotr Gillert (Rzeczpospolita)
Projekt, który może wywołać konflikt prezydenta z prawicą nazywa się w skrócie FOCA i wywołuje ogromne emocje po obu stronach aborcyjnego frontu .
Barack Obama obiecał wyborcom, że pierwszą rzeczą, jaką zrobi jako prezydent, będzie podpisanie ustawy o wolności wyboru
W pierwszych miesiącach rządów Barack Obama będzie miał pełne ręce roboty: kryzys finansów i gospodarki, dwie wojny, zagrożenie atakami terrorystycznymi, niepewna sytuacja międzynarodowa. Jakby tego było mało, nad jego głową wisi jeszcze groźba gwałtownego starcia z ruchem antyaborcyjnym.
Ustawa o wolności wyboru, znana szerzej pod skrótem FOCA, której współautorem był jako senator Obama, to dla jednych ustawowa gwarancja swobód kobiet, dla innych atak na prawo stanów do ograniczonej ochrony życia poczętego.
Przed rokiem Obama przyrzekł zwolennikom prawa do aborcji, że jeśli Kongres przyjmie ustawę, on niezwłocznie ją podpisze. – To będzie pierwsza rzecz, jaką zrobię jako prezydent – zapowiadał. Wypowiedź ta do dziś działa na organizacje antyaborcyjne jak płachta na byka.
Historia FOCA sięga końca lat 80., gdy zwolennicy legalności aborcji po raz pierwszy wprowadzili w Senacie projekt ustawy pod tą nazwą, obawiając się rychłej rewizji słynnego orzeczenia Sądu Najwyższego w sprawie Roe kontra Wade (odmawiała ona stanom prawa do delegalizowania aborcji).
Najnowsze wcielenie FOCA wprowadzone pod obrady w kwietniu ubiegłego roku jest odpowiedzią zwolenników wyboru na inne ważne orzeczenie Sądu Najwyższego. W 2007 roku sąd podtrzymał federalny zakaz przeprowadzania tzw. aborcji przez częściowy poród, którą wykonuje się w zaawansowanej ciąży, wywołując poród i zabijając płód w jego trakcie. Dla ugrupowań pro-choice był to poważny znak ostrzegawczy – uznały one, że czas zapisać przyznane kobietom przez Sąd Najwyższy swobody w ustawie Kongresu, zanim ten sam sąd, tylko w innym składzie, kawałek po kawałku je odbierze.
Miażdżące zwycięstwo demokratów w ostatnich wyborach otwiera przed nimi historyczną szansę przyjęcia ustawy, która zakazywałaby wszelkich prób ograniczania kobietom dostępu do aborcji.
– FOCA to cyniczna próba przedwczesnego zakończenia debaty nad aborcją i ogłoszenia zwycięstwa, mimo że wszystko wskazuje na to, że społeczeństwo nie popiera większości przeprowadzanych w Ameryce aborcji – twierdzi Denise Burke ze stowarzyszenia Amerykanie Zjednoczeni dla Życia. Organizacja ta rozesłała do stanowych parlamentów wzór rezolucji potępiającej FOCA, wzywając je do jak najszybszego jej przyjęcia. Pod apelem do Kongresu o odrzucenie projektu podpisało się do soboty ponad 310 tysięcy osób.
Wizja przyjęcia ustawy wywołała gwałtowną reakcję między innymi w amerykańskim Kościele katolickim, który w przypadku przegłosowania projektu w obecnym kształcie nie mógłby odmawiać zabiegów aborcyjnych w setkach prowadzonych pod jego patronatem szpitali i klinik. Część biskupów zapowiedziała, że jeśli władze będą próbowały wyegzekwować to prawo, każe zamknąć wszystkie podlegające im szpitale.
Inni, tacy jak biskup diecezji Arlington Paul Loverde, gotowi są stawiać opór. – Moja odpowiedź brzmiałaby: nie zamknę szpitala i nie zamierzam przeprowadzać aborcji. Proszę, aresztujcie mnie.
Takie kontrowersje to ostatnia rzecz, jakiej potrzebuje Obama na początku prezydentury. Dlatego nie ma wcale pewności, że demokraci podejmą w najbliższym czasie próbę przeforsowania ustawy. – Zostało jeszcze wiele pracy – uspokaja nastroje Nancy Keenan, szefowa proaborcyjnej organizacji NARAL.
Obama i spór o wolność wyboru
Piotr Gillert (Rzeczpospolita)
Projekt, który może wywołać konflikt prezydenta z prawicą nazywa się w skrócie FOCA i wywołuje ogromne emocje po obu stronach aborcyjnego frontu .
Barack Obama obiecał wyborcom, że pierwszą rzeczą, jaką zrobi jako prezydent, będzie podpisanie ustawy o wolności wyboru
W pierwszych miesiącach rządów Barack Obama będzie miał pełne ręce roboty: kryzys finansów i gospodarki, dwie wojny, zagrożenie atakami terrorystycznymi, niepewna sytuacja międzynarodowa. Jakby tego było mało, nad jego głową wisi jeszcze groźba gwałtownego starcia z ruchem antyaborcyjnym.
Ustawa o wolności wyboru, znana szerzej pod skrótem FOCA, której współautorem był jako senator Obama, to dla jednych ustawowa gwarancja swobód kobiet, dla innych atak na prawo stanów do ograniczonej ochrony życia poczętego.
Przed rokiem Obama przyrzekł zwolennikom prawa do aborcji, że jeśli Kongres przyjmie ustawę, on niezwłocznie ją podpisze. – To będzie pierwsza rzecz, jaką zrobię jako prezydent – zapowiadał. Wypowiedź ta do dziś działa na organizacje antyaborcyjne jak płachta na byka.
Historia FOCA sięga końca lat 80., gdy zwolennicy legalności aborcji po raz pierwszy wprowadzili w Senacie projekt ustawy pod tą nazwą, obawiając się rychłej rewizji słynnego orzeczenia Sądu Najwyższego w sprawie Roe kontra Wade (odmawiała ona stanom prawa do delegalizowania aborcji).
Najnowsze wcielenie FOCA wprowadzone pod obrady w kwietniu ubiegłego roku jest odpowiedzią zwolenników wyboru na inne ważne orzeczenie Sądu Najwyższego. W 2007 roku sąd podtrzymał federalny zakaz przeprowadzania tzw. aborcji przez częściowy poród, którą wykonuje się w zaawansowanej ciąży, wywołując poród i zabijając płód w jego trakcie. Dla ugrupowań pro-choice był to poważny znak ostrzegawczy – uznały one, że czas zapisać przyznane kobietom przez Sąd Najwyższy swobody w ustawie Kongresu, zanim ten sam sąd, tylko w innym składzie, kawałek po kawałku je odbierze.
Miażdżące zwycięstwo demokratów w ostatnich wyborach otwiera przed nimi historyczną szansę przyjęcia ustawy, która zakazywałaby wszelkich prób ograniczania kobietom dostępu do aborcji.
– FOCA to cyniczna próba przedwczesnego zakończenia debaty nad aborcją i ogłoszenia zwycięstwa, mimo że wszystko wskazuje na to, że społeczeństwo nie popiera większości przeprowadzanych w Ameryce aborcji – twierdzi Denise Burke ze stowarzyszenia Amerykanie Zjednoczeni dla Życia. Organizacja ta rozesłała do stanowych parlamentów wzór rezolucji potępiającej FOCA, wzywając je do jak najszybszego jej przyjęcia. Pod apelem do Kongresu o odrzucenie projektu podpisało się do soboty ponad 310 tysięcy osób.
Wizja przyjęcia ustawy wywołała gwałtowną reakcję między innymi w amerykańskim Kościele katolickim, który w przypadku przegłosowania projektu w obecnym kształcie nie mógłby odmawiać zabiegów aborcyjnych w setkach prowadzonych pod jego patronatem szpitali i klinik. Część biskupów zapowiedziała, że jeśli władze będą próbowały wyegzekwować to prawo, każe zamknąć wszystkie podlegające im szpitale.
Inni, tacy jak biskup diecezji Arlington Paul Loverde, gotowi są stawiać opór. – Moja odpowiedź brzmiałaby: nie zamknę szpitala i nie zamierzam przeprowadzać aborcji. Proszę, aresztujcie mnie.
Takie kontrowersje to ostatnia rzecz, jakiej potrzebuje Obama na początku prezydentury. Dlatego nie ma wcale pewności, że demokraci podejmą w najbliższym czasie próbę przeforsowania ustawy. – Zostało jeszcze wiele pracy – uspokaja nastroje Nancy Keenan, szefowa proaborcyjnej organizacji NARAL.
wtorek, 6 stycznia 2009
Ekspert
Nie mam złudzeń - pani Senyszyn jest harcownikiem ze strony Lewicy, jak posłowie Kurski i Palikot ze strony PiS-u i Platformy. Rozumiem, że ma wprowadzać ferment w poruszanych przez siebie kwestiach i niejako sondować społeczne nastroje. Jej ostatnia wypowiedź mnie mocno rozbawiła (od strony formalnej) ale i zirytowała (od merytorycznej). Rozbawiła mnie pewność, z jaką pani S. wypowiada się na temat tożsamości chrześcijańskiej. Ona wie, co to znaczy być prawdziwym chrześcijaninem. Wie też, że Urząd Nauczycielski Kościoła nie ma o tym najmniejszego pojęcia. Tylko pogratulować.
Irytacja natomiast przyszła, ponieważ pani S. najwyraźniej nie jest w stanie dopuścić myśli, że może się mylić, zwłaszcza jeśli jej adwersarzami są biskupi. Chroniczna alergia na Kościół zdaje się jednak wpływać na zdolność akceptacji faktów. I dlatego nie jest w stanie widzieć innej drogi dla walki z bezpłodnością jak in vitro (zamiast solidnej diagnostyki i leczenia przywracającego płodność). Cóż, tak bywa.
Harce pani poseł po raz kolejny przyniosły powtarzany od lat refren o mieszaniu się Kościoła do spraw politycznych i społecznych, refren postulatu o rozdziale Kościoła od Państwa, refren zamykający Kościół za drzwiami zakrystii (bo nawet nie kościoła – przecież na ambonie też nie wolno nic powiedzieć). Zarzut, że Kościół narzuca innym swoje poglądy jest o tyle interesujący, że nie dostrzegam istotnej różnicy pomiędzy zabiegami zwolenników i przeciwników legalizacji in vitro. Czyżby zatem prawo do wypowiadania swojej opinii mieli tylko ci, którzy podzielają zdanie p. Senyszyn, a jej przeciwnicy (zwłaszcza członkowie hierarchii kościelnej) mają milczeć? Czy fakt otrzymania święceń kapłańskich skutkuje pozbawieniem praw obywatelskich?
Kościół nikomu nie narzuca swojego nauczania. Przedstawia je, ponieważ uważa, że jego obowiązkiem jest głosić poznaną prawdę. Zaprasza wszystkich do wspólnej refleksji i podążania drogą poznanej prawdy. Mówi: „Tak widzimy człowieka i świat w którym żyje. Jeśli ta prawda porusza twoje serce – dołącz do nas i idź z nami. Jeśli chcesz, przyjmij prawdę, którą odnaleźliśmy”. Pozostawia wszystkim pełną wolność. Kto nie chce – może odejść. Komu nie odpowiadają ścieżki wiary chrześcijańskiej, może iść własnymi drogami.
Wiem, że wielu ludzi odchodzi, nie zgadzając się na nauczanie Kościoła w sferze ludzkiej moralności. Nie jestem w stanie ich zatrzymać. Nie mogę jednak zakłamywać poznanej prawdy. Nie mogę iść na kompromis tam, gdzie nie ma na niego miejsca. Jeśli z tego powodu pozostanę sam – trudno. Jak mawiali starożytni: „Amicus Plato, amicus Socrates, sed magis Amica – Veritas” (Przyjacielem Platon, przyjacielem Sokrates, ale większą przyjaciółką jest Prawda).
Irytacja natomiast przyszła, ponieważ pani S. najwyraźniej nie jest w stanie dopuścić myśli, że może się mylić, zwłaszcza jeśli jej adwersarzami są biskupi. Chroniczna alergia na Kościół zdaje się jednak wpływać na zdolność akceptacji faktów. I dlatego nie jest w stanie widzieć innej drogi dla walki z bezpłodnością jak in vitro (zamiast solidnej diagnostyki i leczenia przywracającego płodność). Cóż, tak bywa.
Harce pani poseł po raz kolejny przyniosły powtarzany od lat refren o mieszaniu się Kościoła do spraw politycznych i społecznych, refren postulatu o rozdziale Kościoła od Państwa, refren zamykający Kościół za drzwiami zakrystii (bo nawet nie kościoła – przecież na ambonie też nie wolno nic powiedzieć). Zarzut, że Kościół narzuca innym swoje poglądy jest o tyle interesujący, że nie dostrzegam istotnej różnicy pomiędzy zabiegami zwolenników i przeciwników legalizacji in vitro. Czyżby zatem prawo do wypowiadania swojej opinii mieli tylko ci, którzy podzielają zdanie p. Senyszyn, a jej przeciwnicy (zwłaszcza członkowie hierarchii kościelnej) mają milczeć? Czy fakt otrzymania święceń kapłańskich skutkuje pozbawieniem praw obywatelskich?
Kościół nikomu nie narzuca swojego nauczania. Przedstawia je, ponieważ uważa, że jego obowiązkiem jest głosić poznaną prawdę. Zaprasza wszystkich do wspólnej refleksji i podążania drogą poznanej prawdy. Mówi: „Tak widzimy człowieka i świat w którym żyje. Jeśli ta prawda porusza twoje serce – dołącz do nas i idź z nami. Jeśli chcesz, przyjmij prawdę, którą odnaleźliśmy”. Pozostawia wszystkim pełną wolność. Kto nie chce – może odejść. Komu nie odpowiadają ścieżki wiary chrześcijańskiej, może iść własnymi drogami.
Wiem, że wielu ludzi odchodzi, nie zgadzając się na nauczanie Kościoła w sferze ludzkiej moralności. Nie jestem w stanie ich zatrzymać. Nie mogę jednak zakłamywać poznanej prawdy. Nie mogę iść na kompromis tam, gdzie nie ma na niego miejsca. Jeśli z tego powodu pozostanę sam – trudno. Jak mawiali starożytni: „Amicus Plato, amicus Socrates, sed magis Amica – Veritas” (Przyjacielem Platon, przyjacielem Sokrates, ale większą przyjaciółką jest Prawda).
niedziela, 28 grudnia 2008
Oświadczenie USnR w sprawie in vitro
Na prośbę MaterCare International zamieszczam oświadczenie Rady Instytutu Studiów nad Rodziną UKSW. Nie podpisałem go, bo jestem związany z KUL-em, ale to dobry i ważny głos. W pełni go popieram.
Warszawa-Łomianki 16.12.2008
Warszawa-Łomianki 16.12.2008
OŚWIADCZENIE
Rady Instytutu Studiów nad Rodziną
z dnia 16 grudnia 2008
Rady Instytutu Studiów nad Rodziną
z dnia 16 grudnia 2008
W związku z przygotowywaniem w naszej Ojczyźnie regulacji prawnej sankcjonującej powoływanie człowieka do życia biotechnologiczną metodą-produkcji „in vitro”, stajemy wraz z wszystkimi ludźmi dobrej woli i Urzędem Nauczycielskim Kościoła katolickiego ponownie w obronie niesprawiedliwie dyskryminowanych i uciskanych najsłabszych oraz najbardziej bezbronnych – dziś - embrionów ludzkich.
12 grudnia 2008 roku Kościół katolicki ogłosił Instrukcję Dignitas personae, w której raz jeszcze sformułował zasady i kryteria, w świetle których należy osądzać projekty i programy biotechnologiczne, które pod pretekstem pomocy osobom niepłodnym przemycają metody i technologie nie mające nic wspólnego z terapią, natomiast ciało ludzkie czynią przedmiotem poniżającej manipulacji, degradującej medycynę.
Dlatego z mocą protestujemy przeciwko takim regulacjom prawnym, które ośmielają się ingerować w sposób poczęcia człowieka, promując dehumanizującą metodę „in vitro”, której celem jest „produkcja ludzi” i eugeniczne niszczenie embrionów ludzkich w imię tzw. „mniejszego zła”, aby „pomóc” niepłodnym małżeństwom.
Zauważamy ponadto, że proponowane „lepsze” regulacje prawne naruszają następujące artykuły Konstytucji i Kodeksu Karnego RP:
¬ Art. 30. Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych.
¬ Art. 38. Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia.
¬ Art. 40. Nikt nie może być poddany torturom ani okrutnemu, nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu i karaniu. (...)
¬ art. 157a Kodeksu Karnego § 1: Kto powoduje uszkodzenie ciała dziecka poczętego lub rozstrój zdrowia zagrażający jego życiu, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
Priorytetem tych wszystkich, którzy rzeczywiście chcą pomóc niepłodnym małżeństwom są te działania i takie regulacje prawne, na które wskazuje Instrukcja Dignitas personae a nadto Konwencja o ochronie praw człowieka i godności istoty ludzkiej wobec zastosowań biologii i medycyny przyjęta przez Komitet Ministrów UE 19 listopada 1996 r.
Dlatego, jak uczy Instrukcja, ludzie dobrej woli winni popierać „badania i inwestycje ukierunkowane na zapobieganie niepłodności” oraz pamiętać, że „znaczącej części przypadków niepłodności, zgłaszanych dziś lekarzom, zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn, można by uniknąć gdyby wierniej przeżywano cnotę czystości, gdyby prowadzono zdrowszy styl życia i gdyby zostały wyeliminowane czynniki stwarzające zagrożenie w zakresie pracy, odżywiania się, stosowania leków oraz ekologii. [...] Ponadto, by wyjść naprzeciw wielu parom bezpłodnym, pragnącym mieć dzieci, należałoby przez odpowiednie środki ustawodawcze zachęcać do adopcji licznych sierot, które dla odpowiedniego rozwoju ludzkiego potrzebują ogniska domowego, propagować ją i ułatwiać związane z nią procedury” (DP13).
Ks. prof. UKSW dr hab. Mieczysław Ozorowski – Dyrektor ISNaR
Ks. dr Krzysztof Wolski – Wicedyrektor ISNaR
Ks. bp dr Stanisław Stefanek
Ks. abp prof. dr hab. Edward Ozorowski
Dr med. Monika Wójcik
Ks. prof. dr hab. Jerzy Bajda
Ks. prof. dr hab. Wojciech Tabaczyński
Ks. prof. dr hab. Ireneusz Mroczkowski
Prof. dr hab. Anna Tylki-Szymańska
Ks. prof. UKSW dr hab. Jerzy Kułaczkowski
Ks. prof. UKSW dr hab. Adam Skreczko
Prof. UKSW dr hab. Maria Załuska
S. dr hab. Maria Pecyna
Ks. dr Stanisław Biały
Dr Marek Czachorowski
Dr Mieczysław Dudek
Ks. dr Wiesław Jankowski
Ks. dr Tomasz Kadziński
Ks. dr Mirosław Nowosielski
dr Agnieszka Regulska
Dr Jacek Ruszczyński
Ks. dr Zdzisław Struzik
Ks. dr Władysław Szewczyk
Ks. dr Jarosław Szymczak
Ks. dr Jerzy Szymołon
Ks. dr Dariusz Wojtecki
Dr Jakub Wójcik
Mgr Bożena Bassa
Mgr Elżbieta Chojnacka
Mgr Agnieszka Dowejko
Mgr Dariusz Krawczyk
Mgr Andrzej Mazan
Mgr Teresa Mazan
Mgr Wanda Elżbieta Papis
Mgr Agnieszka Przychodnia
Mgr Alina Skurska
Mgr Urszula Zdanowska
Maria Środoń MA (Cantab)
dyr. wykonawczy MaterCare Polska
executive coordinator for Central Europe - MaterCare International
12 grudnia 2008 roku Kościół katolicki ogłosił Instrukcję Dignitas personae, w której raz jeszcze sformułował zasady i kryteria, w świetle których należy osądzać projekty i programy biotechnologiczne, które pod pretekstem pomocy osobom niepłodnym przemycają metody i technologie nie mające nic wspólnego z terapią, natomiast ciało ludzkie czynią przedmiotem poniżającej manipulacji, degradującej medycynę.
Dlatego z mocą protestujemy przeciwko takim regulacjom prawnym, które ośmielają się ingerować w sposób poczęcia człowieka, promując dehumanizującą metodę „in vitro”, której celem jest „produkcja ludzi” i eugeniczne niszczenie embrionów ludzkich w imię tzw. „mniejszego zła”, aby „pomóc” niepłodnym małżeństwom.
Zauważamy ponadto, że proponowane „lepsze” regulacje prawne naruszają następujące artykuły Konstytucji i Kodeksu Karnego RP:
¬ Art. 30. Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych.
¬ Art. 38. Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia.
¬ Art. 40. Nikt nie może być poddany torturom ani okrutnemu, nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu i karaniu. (...)
¬ art. 157a Kodeksu Karnego § 1: Kto powoduje uszkodzenie ciała dziecka poczętego lub rozstrój zdrowia zagrażający jego życiu, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
Priorytetem tych wszystkich, którzy rzeczywiście chcą pomóc niepłodnym małżeństwom są te działania i takie regulacje prawne, na które wskazuje Instrukcja Dignitas personae a nadto Konwencja o ochronie praw człowieka i godności istoty ludzkiej wobec zastosowań biologii i medycyny przyjęta przez Komitet Ministrów UE 19 listopada 1996 r.
Dlatego, jak uczy Instrukcja, ludzie dobrej woli winni popierać „badania i inwestycje ukierunkowane na zapobieganie niepłodności” oraz pamiętać, że „znaczącej części przypadków niepłodności, zgłaszanych dziś lekarzom, zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn, można by uniknąć gdyby wierniej przeżywano cnotę czystości, gdyby prowadzono zdrowszy styl życia i gdyby zostały wyeliminowane czynniki stwarzające zagrożenie w zakresie pracy, odżywiania się, stosowania leków oraz ekologii. [...] Ponadto, by wyjść naprzeciw wielu parom bezpłodnym, pragnącym mieć dzieci, należałoby przez odpowiednie środki ustawodawcze zachęcać do adopcji licznych sierot, które dla odpowiedniego rozwoju ludzkiego potrzebują ogniska domowego, propagować ją i ułatwiać związane z nią procedury” (DP13).
Ks. prof. UKSW dr hab. Mieczysław Ozorowski – Dyrektor ISNaR
Ks. dr Krzysztof Wolski – Wicedyrektor ISNaR
Ks. bp dr Stanisław Stefanek
Ks. abp prof. dr hab. Edward Ozorowski
Dr med. Monika Wójcik
Ks. prof. dr hab. Jerzy Bajda
Ks. prof. dr hab. Wojciech Tabaczyński
Ks. prof. dr hab. Ireneusz Mroczkowski
Prof. dr hab. Anna Tylki-Szymańska
Ks. prof. UKSW dr hab. Jerzy Kułaczkowski
Ks. prof. UKSW dr hab. Adam Skreczko
Prof. UKSW dr hab. Maria Załuska
S. dr hab. Maria Pecyna
Ks. dr Stanisław Biały
Dr Marek Czachorowski
Dr Mieczysław Dudek
Ks. dr Wiesław Jankowski
Ks. dr Tomasz Kadziński
Ks. dr Mirosław Nowosielski
dr Agnieszka Regulska
Dr Jacek Ruszczyński
Ks. dr Zdzisław Struzik
Ks. dr Władysław Szewczyk
Ks. dr Jarosław Szymczak
Ks. dr Jerzy Szymołon
Ks. dr Dariusz Wojtecki
Dr Jakub Wójcik
Mgr Bożena Bassa
Mgr Elżbieta Chojnacka
Mgr Agnieszka Dowejko
Mgr Dariusz Krawczyk
Mgr Andrzej Mazan
Mgr Teresa Mazan
Mgr Wanda Elżbieta Papis
Mgr Agnieszka Przychodnia
Mgr Alina Skurska
Mgr Urszula Zdanowska
Maria Środoń MA (Cantab)
dyr. wykonawczy MaterCare Polska
executive coordinator for Central Europe - MaterCare International
sobota, 27 grudnia 2008
Oświadczenie
Poniżej przytaczam tekst Oświadczenia Zespołu Ekspertów Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych w porozumieniu z Prezydium Konferencji Episkopatu Polski. Ściągnięty został ze stron "Naszego Dziennika", ale niestety, szybko spadł z pierwszej strony. Przez większość mediów oświadczenie nie zostało zauważone, a szkoda. Może tą drogą...
Oświadczenie
Zespołu Ekspertów
Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych
w porozumieniu
z Prezydium Konferencji Episkopatu Polski
Zespołu Ekspertów
Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych
w porozumieniu
z Prezydium Konferencji Episkopatu Polski
Od kilku lat obserwuje się lawinowy rozwój technik w dziedzinie biomedycyny. W naszej Ojczyźnie nie ma natomiast żadnych unormowań odnoszących się do eksperymentów na zarodkach, klonowania ludzi lub zapłodnienia pozaustrojowego in vitro. Regulacja prawna jest tu sprawą bardziej niż naglącą. Jej brak jest dziś poważnym wyzwaniem moralnym dla całego społeczeństwa, a przede wszystkim dla osób odpowiedzialnych za tworzenie prawa. Niszczy się w Polsce ludzkie zarodki, wiele pozostaje w uwłaczającym godności człowieka zamrożeniu, a w konsekwencji narażone są na unicestwienie; nierzadko stają się przedmiotem handlu. W praktyce stosowania metody in vitro dokonuje się też selektywnej aborcji. Jak najszybciej trzeba temu położyć kres i nie pozostawiać delikatnego obszaru niekontrolowanym działaniom, jak to jest obecnie. Z uwagi na ochronę godności i życia każdego człowieka metoda zapłodnienia in vitro powinna być prawnie całkowicie zakazana. W porządku przekonań moralnych nie ma tutaj miejsca na kompromis, którego poszukuje się w ramach rozwiązań prawnych. Mimo sprzeciwu wobec metody in vitro, jako naruszającej godność człowieka, każde ludzkie życie - także powstałe w ten sposób - należy przyjąć z miłością. Każdej bowiem osobie przysługuje pełny szacunek i pełna godność.
Z niezbywalnej godności człowieka wynika bezwzględna ochrona każdego ludzkiego życia. Jej konsekwencją jest sprzeciw nie tylko wobec aborcji i eutanazji, ale również wobec zapłodnienia pozaustrojowego in vitro oraz eksperymentów na ludzkich embrionach. Przypomniała o tym ostatnio instrukcja Kongregacji Nauki Wiary Dignitas personae, w której zaapelowano do sumień rodziców, lekarzy, naukowców i polityków o odwagę i skuteczność w obronie życia i godności człowieka. O zasadach moralnych przypomina się wszystkim - niezależnie od przekonań i wiary. Z wdzięcznością przyjmujemy ten ważny głos Stolicy Apostolskiej.
Politycy stają wobec szczególnej odpowiedzialności, gdy podejmują decyzje dotyczące sprawy życia i godności człowieka. W żadnym przypadku nie jest dopuszczalna zgoda na niszczenie istnienia ludzkiego na jakimkolwiek etapie jego rozwoju. W tym kontekście należy popierać starania prawotwórcze zmierzające do stworzenia przepisów chroniących każdy ludzki zarodek. Jeśli w czyimś przekonaniu przyjmuje się w tych pracach rozwiązania zbyt restrykcyjne, to takiej restrykcyjności trudno nie uznać za zaletę. Nawet wątpiący w status ludzki embrionu muszą postępować zgodnie z etyczną odpowiedzialnością, aby pod żadnym pozorem nie zabić człowieka. Przygotowywany projekt ustawy jest do przyjęcia wyłącznie wtedy, jeśli podtrzymany zostanie zakaz zabijania i zamrażania ludzkich istnień.
Zło związane z metodą in vitro nie wynika wyłącznie z faktu niszczenia w trakcie tej procedury ludzkich zarodków. Niezależnie od subiektywnie dobrych intencji bezpośrednio zainteresowanych osób metoda ta czyni człowieka przedmiotem manipulacji, gdyż traktuje go jako przedmiot "produkcji" w procesach określonej biotechnologii, a tęsknota małżonków za dzieckiem, jakkolwiek z perspektywy ich osobowej więzi i społecznych oczekiwań uprawniona, jest stawiana ponad jego niezbywalną godność. Niepokojące są sygnały o powikłaniach i niepożądanych efektach ubocznych praktyki zapłodnienia in vitro. W sposób znaczący rośnie ilość wad wrodzonych u dzieci poczętych tą metodą, nieznany jest dalszy wpływ metody na stan zdrowia potomstwa w późniejszym wieku i w następnych pokoleniach. Wykazano znaczny wzrost ryzyka chorób nowotworowych, np. raka piersi u kobiet poddawanych zabiegom zapłodnienia pozaustrojowego. Manipulacje dotyczące początku życia ludzkiego mogą spowodować nieprzewidywalne skutki biologiczne dla ludzkości.
Gdy podejmuje się inicjatywę pierwszego unormowania, wszyscy posłowie zatroskani o ochronę praw człowieka powinni podjąć działania zmierzające do całkowitego zakazu tej metody. Gdyby jednak takie rozwiązanie prawne zostało odrzucone, ich etycznym obowiązkiem jest aktywność w całym procesie legislacyjnym, tak aby maksymalnie ograniczyć szkodliwe aspekty regulacji.
Warszawa, 22 grudnia 2008 r.
Z niezbywalnej godności człowieka wynika bezwzględna ochrona każdego ludzkiego życia. Jej konsekwencją jest sprzeciw nie tylko wobec aborcji i eutanazji, ale również wobec zapłodnienia pozaustrojowego in vitro oraz eksperymentów na ludzkich embrionach. Przypomniała o tym ostatnio instrukcja Kongregacji Nauki Wiary Dignitas personae, w której zaapelowano do sumień rodziców, lekarzy, naukowców i polityków o odwagę i skuteczność w obronie życia i godności człowieka. O zasadach moralnych przypomina się wszystkim - niezależnie od przekonań i wiary. Z wdzięcznością przyjmujemy ten ważny głos Stolicy Apostolskiej.
Politycy stają wobec szczególnej odpowiedzialności, gdy podejmują decyzje dotyczące sprawy życia i godności człowieka. W żadnym przypadku nie jest dopuszczalna zgoda na niszczenie istnienia ludzkiego na jakimkolwiek etapie jego rozwoju. W tym kontekście należy popierać starania prawotwórcze zmierzające do stworzenia przepisów chroniących każdy ludzki zarodek. Jeśli w czyimś przekonaniu przyjmuje się w tych pracach rozwiązania zbyt restrykcyjne, to takiej restrykcyjności trudno nie uznać za zaletę. Nawet wątpiący w status ludzki embrionu muszą postępować zgodnie z etyczną odpowiedzialnością, aby pod żadnym pozorem nie zabić człowieka. Przygotowywany projekt ustawy jest do przyjęcia wyłącznie wtedy, jeśli podtrzymany zostanie zakaz zabijania i zamrażania ludzkich istnień.
Zło związane z metodą in vitro nie wynika wyłącznie z faktu niszczenia w trakcie tej procedury ludzkich zarodków. Niezależnie od subiektywnie dobrych intencji bezpośrednio zainteresowanych osób metoda ta czyni człowieka przedmiotem manipulacji, gdyż traktuje go jako przedmiot "produkcji" w procesach określonej biotechnologii, a tęsknota małżonków za dzieckiem, jakkolwiek z perspektywy ich osobowej więzi i społecznych oczekiwań uprawniona, jest stawiana ponad jego niezbywalną godność. Niepokojące są sygnały o powikłaniach i niepożądanych efektach ubocznych praktyki zapłodnienia in vitro. W sposób znaczący rośnie ilość wad wrodzonych u dzieci poczętych tą metodą, nieznany jest dalszy wpływ metody na stan zdrowia potomstwa w późniejszym wieku i w następnych pokoleniach. Wykazano znaczny wzrost ryzyka chorób nowotworowych, np. raka piersi u kobiet poddawanych zabiegom zapłodnienia pozaustrojowego. Manipulacje dotyczące początku życia ludzkiego mogą spowodować nieprzewidywalne skutki biologiczne dla ludzkości.
Gdy podejmuje się inicjatywę pierwszego unormowania, wszyscy posłowie zatroskani o ochronę praw człowieka powinni podjąć działania zmierzające do całkowitego zakazu tej metody. Gdyby jednak takie rozwiązanie prawne zostało odrzucone, ich etycznym obowiązkiem jest aktywność w całym procesie legislacyjnym, tak aby maksymalnie ograniczyć szkodliwe aspekty regulacji.
czwartek, 11 grudnia 2008
Droga do nikąd
Polskie Koleje Państwowe dawno mnie zniechęciły do korzystania ze swoich usług: jeździło się wolno, w brudnych wagonach, bez żadnej troski o bezpieczeństwo podróżnych. I drogo, coraz drożej… Z punktualnością drzewiej bywało różnie, ale gwoli sprawiedliwości powiem, że ostatnio pociągi przywożące moich znajomych zawsze były o czasie.
Ostatnio kolej została oddłużona, pojawiły się nowoczesne pociągi w niektórych stajniach, a moi znajomi jeżdżący na liniach na zachód od Wisły mówili, że w toaletach było nawet mydło i ręczniki. I może by mnie te wieści zachęciły, by wsiąść do pociągu, gdyby nie raz po raz pojawiające się protesty płacowe i strajki.
Nie rozumiem tych strajków. Nie rozumiem działań, które uderzają w firmę desperacko walczącą o odzyskanie dobrej opinii u potencjalnych klientów. Nie rozumiem działań, które opierają się na logice Kalego: że zabrać Kalemu krowa to źle, ale jak Kali zabrać krowa to dobrze. Siłą rzeczy obecnego strajku kolejarzy jako żywo też nie rozumiem. Walka o to, by prezydent nie podpisywał ustawy o emeryturach pomostowych jest w moim przekonaniu strzałem do własnej bramki. Wedle doniesień prasowych, niemal wszyscy pracownicy kolei, pracujący w trudnych warunkach mieli być objęci emeryturami pomostowymi. Ci, którzy nie pracują w trudnych warunkach mieli być z programu wyłączeni. Zawetowanie ustawy przez prezydenta oznaczałoby, że „pomostówek” nie otrzymałby nikt, ani wśród kolejarzy, ani nigdzie indziej.
Jeśli prawidłowo odczytuję intencje organizatorów protestu, występowali oni w imieniu swoich kolegów i koleżanek nie objętych programem wcześniejszych emerytur. Czyżby woleli sami nie mieć wcześniejszych emerytur, niż cieszyć się nimi ze świadomością, że inni ich nie otrzymają? Na pozór wygląda to chwalebnie, ale…
Czym różnią się warunki pracy kasjerki na stacji PKP od kasjerki w supermarkecie? Czym różni się praca sprzątaczki na stacji PKP od pracy sprzątaczki w Urzędzie Miejskim. Czy sam fakt, że pracuje się na rzecz Polskich Kolei Państwowych uprawniać ma do specjalnego traktowania przez całe społeczeństwo? A może w imię sprawiedliwości, wszystkie zawody występujące na kolei mają także poza kolejnictwem być objęte programem pomostowych emerytur?! W ten sposób cała Polska przechodziłaby na emeryturę w wieku lat 50 lub nawet mniej! Najbogatszych państw na to nie stać! Jakoś nikt nie zauważa, że bogaci dlatego są bogaci, bo ciężko na to pracują.
Wprowadzona przez Bismarcka koncepcja emerytury polegała na zapewnieniu opieki tym, którzy już nie mogą pracować. Wyznaczonej przez niego granicy 65 lat mało kto dożywał. Kto pracować nie chciał, nie mógł liczyć na wsparcie społeczne. Dziś czasy się zmieniły. Emerytura jest uznaniem, że pracownik, obywatel „swoje zrobił, niech się teraz pomęczą inni”. Z drugiej strony jednak, praca ludzi do pracy zdolnych (i odprowadzane podatki) jest warunkiem funkcjonowania całego państwowego systemu. Im mniej ludzi pracuje, i im większa jest grupa pozostająca na utrzymaniu państwa, tym mniejsze są możliwości struktur państwowych, by zapewnić funkcjonowanie wszystkich niezbędnych agend i organów na należytym poziomie. Mówiąc wprost, obecna zmiana prawa, zmniejszająca ilość osób uprawnionych do emerytur pomostowych o 75% nie wynika z jakiegoś diabolicznego uprzedzenia się polityków PO do licznych grup zawodowych, ale z ograniczenia świadczenia do tych pracujących w najtrudniejszych warunkach. Przypuszczam, że gdyby można było, to zapewniono by wcześniejsze emerytury wszystkim, ale po prostu nie ma na to pieniędzy.
Nie ma pieniędzy na wszystko. Jeśli wydamy to, co mamy, na emerytury pomostowe dla wszystkich, to nie będzie ich potem na nic. Oczywiście, można będzie dodrukować, tylko że to też droga do nikąd.
Ostatnio kolej została oddłużona, pojawiły się nowoczesne pociągi w niektórych stajniach, a moi znajomi jeżdżący na liniach na zachód od Wisły mówili, że w toaletach było nawet mydło i ręczniki. I może by mnie te wieści zachęciły, by wsiąść do pociągu, gdyby nie raz po raz pojawiające się protesty płacowe i strajki.
Nie rozumiem tych strajków. Nie rozumiem działań, które uderzają w firmę desperacko walczącą o odzyskanie dobrej opinii u potencjalnych klientów. Nie rozumiem działań, które opierają się na logice Kalego: że zabrać Kalemu krowa to źle, ale jak Kali zabrać krowa to dobrze. Siłą rzeczy obecnego strajku kolejarzy jako żywo też nie rozumiem. Walka o to, by prezydent nie podpisywał ustawy o emeryturach pomostowych jest w moim przekonaniu strzałem do własnej bramki. Wedle doniesień prasowych, niemal wszyscy pracownicy kolei, pracujący w trudnych warunkach mieli być objęci emeryturami pomostowymi. Ci, którzy nie pracują w trudnych warunkach mieli być z programu wyłączeni. Zawetowanie ustawy przez prezydenta oznaczałoby, że „pomostówek” nie otrzymałby nikt, ani wśród kolejarzy, ani nigdzie indziej.
Jeśli prawidłowo odczytuję intencje organizatorów protestu, występowali oni w imieniu swoich kolegów i koleżanek nie objętych programem wcześniejszych emerytur. Czyżby woleli sami nie mieć wcześniejszych emerytur, niż cieszyć się nimi ze świadomością, że inni ich nie otrzymają? Na pozór wygląda to chwalebnie, ale…
Czym różnią się warunki pracy kasjerki na stacji PKP od kasjerki w supermarkecie? Czym różni się praca sprzątaczki na stacji PKP od pracy sprzątaczki w Urzędzie Miejskim. Czy sam fakt, że pracuje się na rzecz Polskich Kolei Państwowych uprawniać ma do specjalnego traktowania przez całe społeczeństwo? A może w imię sprawiedliwości, wszystkie zawody występujące na kolei mają także poza kolejnictwem być objęte programem pomostowych emerytur?! W ten sposób cała Polska przechodziłaby na emeryturę w wieku lat 50 lub nawet mniej! Najbogatszych państw na to nie stać! Jakoś nikt nie zauważa, że bogaci dlatego są bogaci, bo ciężko na to pracują.
Wprowadzona przez Bismarcka koncepcja emerytury polegała na zapewnieniu opieki tym, którzy już nie mogą pracować. Wyznaczonej przez niego granicy 65 lat mało kto dożywał. Kto pracować nie chciał, nie mógł liczyć na wsparcie społeczne. Dziś czasy się zmieniły. Emerytura jest uznaniem, że pracownik, obywatel „swoje zrobił, niech się teraz pomęczą inni”. Z drugiej strony jednak, praca ludzi do pracy zdolnych (i odprowadzane podatki) jest warunkiem funkcjonowania całego państwowego systemu. Im mniej ludzi pracuje, i im większa jest grupa pozostająca na utrzymaniu państwa, tym mniejsze są możliwości struktur państwowych, by zapewnić funkcjonowanie wszystkich niezbędnych agend i organów na należytym poziomie. Mówiąc wprost, obecna zmiana prawa, zmniejszająca ilość osób uprawnionych do emerytur pomostowych o 75% nie wynika z jakiegoś diabolicznego uprzedzenia się polityków PO do licznych grup zawodowych, ale z ograniczenia świadczenia do tych pracujących w najtrudniejszych warunkach. Przypuszczam, że gdyby można było, to zapewniono by wcześniejsze emerytury wszystkim, ale po prostu nie ma na to pieniędzy.
Nie ma pieniędzy na wszystko. Jeśli wydamy to, co mamy, na emerytury pomostowe dla wszystkich, to nie będzie ich potem na nic. Oczywiście, można będzie dodrukować, tylko że to też droga do nikąd.
Tylko dla małżeństw. Na razie
Media podały, że projekt ustawy biomedycznej, który trafił (na razie do konsultacji?) do parlamentu przewiduje procedury in vitro tylko dla małżeństw. Na razie, obawiam się. Doświadczenie pokazuje, że w miarę upływu czasu i przyzwyczajenia społeczeństwa do nowej sytuacji, stopniowo zwiększa się pole akceptacji dla działań wcześniej uznawanych za niegodziwe, i - co za tym idzie - poszerza się ramy prawne. Innymi słowy, w ciągu paru lat przewiduję nowelizację ustawy, pozwalającą na in vitro już nie tylko dla małżeństw i bez obostrzeń zaproponowanych obecnie przez komisję posła Gowina. W bioetyce proces ten nazywany jest równią pochyłą.
Projekt zakłada między innymi, że wszystkie powołane do życia embriony (czyli - jak rozumiem - dzieci na embrionalnym etapie swego rozwoju) mają być umieszczone w macicy kobiety. Zapis ten w sumie niewiele oznacza, gdyż od momentu implantacji ciąża będzie podlegała "Ustawie o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży", ta zaś pozwala na dokonanie aborcji w przypadku "ciężkiego uszkodzenia płodu". W praktyce oznacza to możliwość przerwania ciąży w przypadku niemal każdej nieprawidłowości w rozwoju dziecka. Z etycznego punktu widzenia nie ma znaczenia, czy dziecko zostanie zabite przed czy po implantacji.
Ograniczenie in vitro tylko do małżeństw będzie mocno oprotestowane argumentem o niedyskryminacji osób samotnych, żyjących w związkach nieformalnych i homoseksualnych. Posądzenia o dyskryminację z jakiegokolwiek powodu współcześni decydenci boją się jak ognia. Niestety...
Projekt zakłada między innymi, że wszystkie powołane do życia embriony (czyli - jak rozumiem - dzieci na embrionalnym etapie swego rozwoju) mają być umieszczone w macicy kobiety. Zapis ten w sumie niewiele oznacza, gdyż od momentu implantacji ciąża będzie podlegała "Ustawie o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży", ta zaś pozwala na dokonanie aborcji w przypadku "ciężkiego uszkodzenia płodu". W praktyce oznacza to możliwość przerwania ciąży w przypadku niemal każdej nieprawidłowości w rozwoju dziecka. Z etycznego punktu widzenia nie ma znaczenia, czy dziecko zostanie zabite przed czy po implantacji.
Ograniczenie in vitro tylko do małżeństw będzie mocno oprotestowane argumentem o niedyskryminacji osób samotnych, żyjących w związkach nieformalnych i homoseksualnych. Posądzenia o dyskryminację z jakiegokolwiek powodu współcześni decydenci boją się jak ognia. Niestety...
Subskrybuj:
Posty (Atom)