Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aborcja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aborcja. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Zamiast dementi...

Wpadł mi w ręce komunikat Stowarzyszenia Obrońców Życia w sprawie tzw. wysłuchania obywatelskiego, jakie ostatnio miało miejsce w sejmie. Umieszczam, bo to ciekawe i daje dużo do myślenia.

Komunikat prasowyPolskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowiekaw sprawie: turystyka aborcyjna – wysłuchanie obywatelskie w Sejmie RP 26 sierpnia br.

1. Organizatorami "wysłuchania obywatelskiego" była Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny przy współpracy posła dra M. Balickiego i wicemarszałka Sejmu J. Wenderlicha. Organizatorzy do przedstawienia referatów zaprosili 4 lekarzy ginekologów (wszystkich praktykujących przerywanie ciąży oraz zwolenników legalności aborcji). Do dyskusji panelowej zaproszono 5 osób – wszystkie osoby prezentowały jednolite stanowisko proaborcyjne. Organizatorzy posługując się formułą wysłuchania obywatelskiego w Sejmie RP, czyli Parlamencie kraju, w którym zwolennicy prawnej ochrony dzieci nienarodzonych stanowią 81 % (OBOP, VI 2003), a zwolennicy aborcji bez ograniczeń 5% (GfK Polonia, III 2010), praktycznie nie dopuścili do dyskusji osób reprezentujących poglądy pro-life (w czasie całego spotkania organizatorzy umożliwili zabranie głosu jednorazowo jednemu obrońcy życia – dr. Antoniemu Ziębie – w czasie ok. 3 minut).

2. Odnosząc się do tematu "turystka aborcyjna Polek" i szacunków skali tejże turystyki podawanych przez organizatorów oraz szacunków skali podziemia aborcyjnego w Polsce przytaczamy udokumentowane szacunki w tym względzie opracowane przez naukowców, ekspertów Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka.
Skala turystki aborcyjnej Polek, W Wielkiej Brytanii 2009 r. zarejestrowano 20 aborcji wśród Polek, nie-rezydentek tego kraju (dane Departament of Health). Jest wielce prawdopodobne, że ta liczba nie odzwierciedla pełnej skali turystki aborcyjnej Polek do tego kraju, jednak z całą pewnością trzeba stwierdzić, że szacunki Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny i SROM (mówiące o skali turystyki aborcyjnej Polek do Wielkiej Brytanii rzędu 10-30 tys. rocznie) są pobawione umotywowania w faktach. Nagłaśnianie nieprawdziwych danych jest elementem ideologicznej walki tychże środowisk o legalizację aborcji w Polsce. Trzeba też, odwołując się do cytowanych wyżej badań opinii publicznej stwierdzić, że walka o powrót aborcji na życzenie jest prowadzona wbrew udokumentowanym przez najważniejsze polskie ośrodki badawcze opiniom społecznym (szczegółowa argumentacja ekspertów PSOŻC w załączniku). Rzetelne szacunki co do skali podziemia aborcyjnego w Polsce, opracowane przez ekspertów PSOŻC, to 7-14 tys. aborcji rocznie. Nie wchodząc w szczegółową argumentację tego raportu (w załączeniu) przytoczyć należy tylko zarejestrowaną w 1997 r. liczbę aborcji w Polsce – w czasie rocznego okresu legalności aborcji na żądanie. Liczba ta, podkreślmy, w warunkach pełnej legalności bezpłatnej aborcji wyniosła 3047. Skala podziemia aborcyjnego, czyli liczba aborcji dokonywanych ze złamaniem prawa, odpłatnie, w warunkach gorszych niż szpitalne nie może być 50-krotnością powyższej liczby! – a taki rząd wartości był podawany przez organizatorów wysłuchania – ok. 150 tys. rocznie!

3. Jasno sformułowanym celem organizatorów wysłuchania było dążenie do przywrócenia legalizacji aborcji. W argumentacji organizatorów sprzeciw wobec aborcji jest sprawą konfesyjną, wynikiem presji Kościoła katolickiego. Tymczasem współczesna nauka (por. załączniki) ustaliła poczęcie jako początek życia człowieka, a więc aborcja jest odebraniem życia człowiekowi w prenatalnej fazie rozwoju. Sprzeciw wobec aborcji wynika więc z ogólnoludzkiego imperatywu moralnego: nie wolno pozbawiać życia absolutnie niewinnych ludzi. Ideologicznego podejścia należy raczej upatrywać się w argumentacji organizatorów wysłuchania i innych środowisk proaborcyjnych, których działalność, podkreślmy raz jeszcze, jest poprowadzona wbrew udokumentowanej opinii większości naszego społeczeństwa.


Załączniki:

1. Podziemie aborcyjne – mity i fakty
2. Turystyka aborcyjna Polek do Wielkiej Brytanii – rzeczywista skala zjawiska
3a. Naukowcy, lekarze o początku życia człowieka
3b. Człowiek od poczęcia
3c. Z publikacji w czasach PRL-u
3d. Tylko dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą, kiedy zaczyna się życie człowieka

Komplet załączników można pobrać z naszego serwera – http://www.pro-life.pl/uploaded_files/Zalaczniki.pdf

dr inż. Antoni Zięba
prezes Polskiego Stowarzyszenia Obrońców Życia Człowieka
uczestnik wysłuchania obywatelskiego "Turystyka aborcyjna Polek" Sejm RP, 26 sierpnia br.

czwartek, 24 września 2009

Jeszcze raz o procesie

Piszę o tym procesie jeszcze razże o komentarz do wydarzenia zwrócił się do mnie "Nasz Dziennik". Poniżej mój tekst przygotowany dla tego tytułu.

Ks. dr Piotr Kieniewicz MIC, Katedra Teologii Życia Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II


Wyrok sądu był motywowany ideologicznie


Wyrok sądu w sprawie Alicji Tysiąc przeciw „Gościowi Niedzielnemu” jest niezwykle znaczący, zarówno ze względu na swoje ideologiczne podłoże, jak i możliwe konsekwencje. Chociaż bowiem w Polsce nie obowiązuje prawo precedensu, ten wyrok może mieć taki charakter.



Po pierwsze uderza on w wolność wypowiedzi, zwłaszcza w odniesieniu do dziennikarzy. Chociaż bowiem sąd mówi, iż wolno powiedzieć, ze aborcja jest zabójstwem, ale nie pozwala tego powiedzieć w odniesieniu do konkretnej osoby. Powiedzmy to wprost: to jest absolutny absurd. Jeżeli mogę powiedzieć, że ludobójstwo jest złe, a nie wolno mi powiedzieć, że ktoś w nim uczestniczy, to brak w tym logiki. Przecież cała rzecz, na przykład jeśli chodzi o sprawę Katynia, dotyczy tego, że chcemy ujawnić konkretne nazwiska, czyli wskazać, kto jest za to odpowiedzialny. Papież Jan Paweł II niejednokrotnie mówił, iż prawdziwie odpowiedzialnymi za grzech są tylko konkretne osoby. Zatem jeśli mówimy, że aborcja jest zabójstwem, to znaczy, że ktoś się jej dopuścił. Oczywiście pani Alicja Tysiąc się jej nie dopuściła, ponieważ nie zabiła swego dziecka, ale usiłowała to zrobić. Nasz kodeks karny przewiduje karę dla osób usiłujących dokonać zabójstwa. Dlatego uważam, że pozew Alicji Tysiąc był niesłuszny, a wyrok jest motywowany nie merytorycznie a ideologiczne.



Po drugie, trzeba zaznaczyć, że autorem artykułu w „Gościu Niedzielnym” był ksiądz, zaś tezy postawione w artykule są wyrazem nauczania Kościoła katolickiego. Wobec tego takie orzeczenie sądu odbieram jako próbę zakneblowania ust Kościołowi: nie wolno nauczać tego, czego naucza od zawsze (nauczanie w kwestii aborcji sięga przełomu I i II wieku n. e., czyli początków Kościoła). Dlatego w moim przekonaniu wyrok stanowi próbę wejścia władzy sądowniczej w kompetencje Kościoła, co moim zdaniem narusza konstytucyjny rozdział Kościoła od Państwa. Struktura państwa demokratycznego zakłada, że istnieje wolność wypowiedzi i że Kościół ma prawo przekazywać swoje nauczania w odniesieniu do wiary i moralności. Kwestia aborcji należy do jednego i do drugiego. Co dalej? Jeżeli sąd wyższej instancji nie oddali wyroku i nie uda się kasacja, to wydaje mi się, że najsłuszniejszym wyborem byłaby odmowa wykonania wyroku, nawet za cenę więzienia. Co doprowadziłoby do tego, że w wolnej rzekomo Polsce wróciłaby kategoria więźniów sumienia.



Kościół kieruje się pewnymi zasadami, od których nie odstąpi, bo odstąpić nie może. Są dwa dogmaty, które obligują nas do tego, byśmy szanowali życie od poczęcia, czyli Dogmat o Wcieleniu (Bóg stał się człowiekiem, przyjął ludzkie ciało w momencie poczęcia), oraz dogmat o Niepokalanym Poczęciu – Maryja otrzymuje łaskę, którą może otrzymać tylko osoba. Dlatego Kościół nie odróżnia zarodka od dziecka, tak jak nie odróżnia zarodka od starca, a starca od dziecka. Po prostu człowiek jest człowiekiem.



Na marginesie pragnę zauważyć, że Alicja Tysiąc ma pretensje do „Gościa Niedzielnego” o opublikowanie jej wizerunku i wymienienie jej z nazwiska. Ale przecież ta pani pozwała do sądu całe państwo polskie. Zastanawia, że jak długo media ją chwaliły, wszystko było w porządku. Problem pojawił się wtedy, gdy głos zajął GN.
Opr. Anna Ambroziak

środa, 23 września 2009

Proces kneblowania ust

Z mniejszym lub większym triumfem opublikowano w mediach informację o zwycięstwie p. Alicji Tysiąc w procesie przeciw ks. Markowi Gancarczykowi, redaktorowi naczelnemu "Gościa Niedzielnego". Proces toczył się o znieważenie, naruszenie dobrego imienia i prywatności poprzez publikację wizerunku. Przegrany musi przeprosić p. Tysiąc i wypłacić jej 30 tys. zł odszkodowania.
Myślę, że - choć w Polsce nie istnieje prawo precedensu w orzecznictwie - możemy mieć do czynienia z precedensem, a to z kilku powodów.
Po pierwsze, oskarżony jest dziennikarzem, zaś materiał, będący podstawą do sporządzenia powództwa opierał się na faktach, nade wszystko na fakcie zasądzenia odszkodowania powódce za naruszenie rzekomego prawa do aborcji (rzekomego moralnie, bo w prawie stosowne zapisy istnieją). Wyrok skazujący oznacza, że dziennikarz nie może komentować procesów sądowych, bo jeśli komentarz nie spodoba się którejś ze stron, to może mieć kłopoty za nazywanie rzeczy po imieniu. Czyżby zatem wyrok był próbą kneblowania ust niewygodnym dziennikarzom, zamachem na konstytucyjną wolność słowa?
Po drugie, oskarżony jest księdzem i w swoim komentarzu opiera się na nauczaniu Kościoła na temat grzechu aborcji. Wyrok można zatem interpretować jako próbę kneblowania ust Kościołowi. Jednocześnie byłby to zamach na światopoglądową neutralność Państwa, które narusza prawo wspólnoty katolickiej do swobodnego praktykowania wyznawanej wiary.
Jak się wydaje, ostatnimi czasy coraz częściej mamy do czynienia z ograniczaniem prawa chrześcijan do publicznego wyrażania swojej wiary i wypowiadania swoich poglądów, nie tylko w Polsce zresztą. Oto w imię rozdzielania życia społecznego od religii, dokonuje się prób eliminacji wszelkich znaków i symboli religijnych z życia, czego przykładem może być raz po raz podejmowana inicjatywa usunięcie znaku krzyża z pomieszczeń instytucji publicznych, nawet jeśli pracowaliby tam sami chrześcijanie.
Problem jednak leży głębiej. Chrystus usuwany jest z naszego życia na poziomie relacji międzyludzkich, głównie dlatego, że na to pozwalamy. Zachowujemy się, my chrześcijanie, jakbyśmy się naszego chrześcijaństwa wstydzili: coraz rzadziej modlimy się przed posiłkami (na myśl o modlitwie przed posiłkiem w restauracji wiele osób pewnie się wzdrygnie). Podczas Mszy św. w kościele zresztą też odpowiedzi są wypowiadane (lub śpiewane) cicho, zdawkowo. W rozmowach rodzinnych, z przyjaciółmi i znajomymi o Panu Bogu zazwyczaj się milczy.
Trudno zatem oczekiwać, byśmy aktywnie - jako społeczeństwo - bronili nauczania Kościoła, skoro nie bardzo znajdujemy w sobie siłę do jasnego, jednoznacznego, publicznego wyznawania wiary chrześcijańskiej. Trudno byśmy Kościoła bronili, jeśli się z nim nie utożsamiamy. I chyba dlatego nasi przeciwnicy skwapliwie korzystają z okazji, by przeforsować swoje.
A wracając do procesu p. Alicji Tysiąc, mam kilka uwag. Opublikowanie jej nazwiska i zdjęcia nie jest w moim przekonaniu naruszeniem prawa do prywatności, skoro przy okazji procesu w Strasburgu jej osoba i cała sprawa nabrały publicznego charakteru. Upublicznienie wizerunku i danych jest konsekwencją podjętych przez p. Tysiąc działań i decyzji, w tym wystąpienia na drogę sądową przeciwko całemu państwu polskiemu. Z tymi konsekwencjami trzeba się było liczyć.
Jakkolwiek mam nadzieję odwrócenia sentencji w drugiej istancji, może się zdarzyć, że wyrok zostanie utrzymany nawet podczas kasacji (w moim przekonaniu narusza on konstytucję, zatem podstawy do kasacji by były). Kto wie, czy nie lepiej byłoby wówczas nie zapłacić zasądzonego dszkodowania i być więźniem sumienia - czego oczywiście nikomu, nade wszystko ks. Markowi, nie życzę. Byłby to pierwszy przypadek uwięzienia za przekonania w wolnej Polsce, tylko że wtedy Polska pokazały swoje totalitarne na nowo oblicze. To niezbyt wesoła perspektywa i mam nadzieję, że się nie ziści.

sobota, 1 sierpnia 2009

RU-486 cd.

No i stało się, Włochy dopuściły do użycia RU-486. Poniżej przytaczam fragmenty tekstu wiadomości z agencji Associated Press, obecnej w internecie na stronach MSNBC.


ROME - Italy has approved the use of the abortion drug RU-486, capping years of debate and defying opposition from the Vatican, which warned of immediate excommunication for doctors prescribing the pill and for women who use it.
The pill is already available in a number of other European countries. Its approval by Italy's drug regulation authorities was praised by women's groups and pro-choice organizations, which say the pill will provide women with an additional, noninvasive procedure.
It drew the immediate protest of the Catholic Church, which opposes abortion and contraception.
"That's not how you alleviate human suffering, that's not how you help women, that's not how you help mankind," Monsignor Elio Sgreccia, a senior church bioethicist, said in an interview Friday with Associated Press Television News.
[...]
Archbishop Rino Fisichella, who heads the Vatican's Pontifical Academy for Life, issued a strong condemnation of abortion and the RU-486 pill in a front-page article in Vatican newspaper L'Osservatore Romano on Friday. He said the church cannot passively sit back, and insisted the ethical implications of the pill could not be overlooked.
"An embryo is not a bunch of cells," Fisichella wrote. "It's real and full human life. Suppressing it is a responsibility nobody can take without fully knowing the consequences."
Sgreccia, who called the RU-486 "not a drug, but poison," said that women taking the pill or doctors administering are automatically excommunicated under church law.
There were about 121,000 abortions on demand in Italy in 2008, according to figures provided by Italy's health authorities. That number was down 48 percent from 1982 — the year when the number peaked after the referendum upholding the abortion law — and down 4 percent compared to the previous year.
But critics of RU-486 say that taking a pill might reverse that trend because it would make interrupting a pregnancy easier. They also fear that it would be possible to avert a mandatory hospitalization policy and effectively go back to the pre-legislation days of clandestine abortions performed at home without medical supervision.
"The apparent ease of this pharmacological method will inevitably lower the level of caution and responsibility," Romano Colozzi, the only member of the agency to vote against the use of the pill, told the ANSA news agency.
Supporters say it has no significant side effects and is safe.
Gabriella Pacini, a doctor with the Woman's Life group that provides medical counseling to women, said that RU-486 "has been used for years in Europe, on millions of women and is considered safe and effective."
"Why not give Italian women a choice between pharmacological abortion and surgical abortion?" she said.
The RU-486 pill, first introduced in France two decades ago, is known chemically as mifepristone and causes an embryo to detach from the uterine wall. A second pill, misoprostol, is used afterward to cause contractions and push the embryo out of the uterus.
Doctors can declare themselves conscientious objectors and refuse to carry out abortions.
Since 2000, Italy also allows the so-called morning-after pill, which prevents a fertilized egg from implanting in the uterine wall and growing into an embryo.

Słowo komentarza
Aborcja - ani chirurgiczna, ani farmakologiczna - nie jest bezpieczna, jak twierdzą jej propagatorzy. W tym cała rzecz, że jej istotą jest zadanie śmierci dziecku, którego z jakiegoś powodu nie chce przyjąć matka. Być może RU-486 prszynosi mniej powikłań dla zdrowia matki niż inne formy aborcji, ale o bezpieczeństwie nie może być mowy, bo ona musi być niebezpieczna - inaczej nie będzie skuteczna...

Nikt nie zmusi dziś kobiety do urodzenia dziecka. Jeśli chce je zabić - zrobi to, w ten, czy inny sposób, ale ciężko grzeszy ten, kto jej to ułatwia lub wręcz do zabójstwa neinarodzonego dziecka namawia. Nikogo się też do przynależności do Kościoła nie zmusi. Jeśli ktoś nie chce być w jedności ze wspólnotą Kościoła, jeśli ma swoją wizję wiary i życia moralnego - pójdzie swoją drogą. Ekskomunika związana z grzechem aborcji (obejmująca wszystkich, którzy doprowadzili do śmierci dziecka, czy to przez bezpośrednie wykonanie aborcji, nakłanianie do niej lub w inny sposób współuczestniczyli w tym grzechu) oznacza że drogi danego człowieka i wspólnoty Kościoła się rozeszły. Ktoś jest poza wspólnotą, bo wierzy inaczej, bo myśli inaczej, bo postępuje inaczej niż Kościół. Bo do wspólnoty nie można zmusić. Albo się w niej jest, albo nie...

piątek, 31 lipca 2009

RU 486

Wiadomość pochodzi z dzisiejszego anglojęzycznego serwisu ZENIT:


Ministerstwo Zdrowia Włoch: 29 zabitych przez RU-486

Rzym, Włochy, 40 lipca 2009 (Zenit.org).-
Włoskie Ministerstwo Zdrowia podało, że 29 kobiet zmarło z powodu zażycia "the morning after pill", znanej również jako antykoncepcja po stosunku, Plan B, RU-486. Eugenia Roccella, podsekretarz w ministerstwie zdrowia, wskazała na statystyki, odnośżac się do planów Włoskiej Agencji Farmaceutycznej (AIFA), która chce zaaprobować sprzedaż medykamentu. Deklaracja Roccelli opublikowało dzisiejsze L'Osservatore Romano. Urzędniczka ujawniła, w jaki sposób uboczne efekty działania RU-486 spowodowały te zgony. Niemniej jednak AIFA dąży do wprowadzenia środka na rynek. Ostateczna decyzja ma zostać podjęta - wedle oświadczenia Roccelli - w piątek, niezależnie od wciąż toczonych rozmów między AIFA a Ministerstwem Zdrowia. Środek (RU-486) nieustannie wzbudza kontrowersje na całym świecie, choiaż niektóre rządy udostępniają go w szerszym zakresie bez większego nadzoru. W Stanach Zjednoczonych Urząd Żywności i Leków zaaprobował w tym miesiącu sprzedaż "Plan B One-Step" bez recepty osobom w wieku od 17 roku życia.

czwartek, 30 lipca 2009

Wywiad z Rocco Butiglione


Dziś rano znalazłem w internecie wywiad z Rocco Butiglione, przeprowadzony przez "Friday Fax", internetowe "czasopismo" wydawane przez C-FAM Catholic Family & Human Rights Institute. Zaciekawił mnie i w napadzie twórczym postanowiłem go przetłumaczyć i udostępnić w języku polskim. Przepraszam za wszelkie niedoskonałości tłumaczenia, ale robiłem je na szybko. Oczywiście, można przeczytać ten wywiad w oryginale...

Friday Fax: Pana ostatnie wypowiedzi na temat aborcji wywołały wiele zainteresowania…

Rocco Butiglione: Rzeczywiście, zrobił się bałagan! Uporządkujmy to…

FF: Dobrze. Mówi się, że dzięki Panu przeszła przez włoski parlament 15 czerwca 2009 inicjatywa w kwestii przymusowej aborcji. Czy może Pan wyjaśnić o co w niej chodziło i jakie ma znaczenie?

RB: Proszę mi najpierw pozwolić powiedzieć kilka słów odnośnie życia nienarodzonego jako pewne tło. We Włoszech mieliśmy w 1981 roku referendum, i my, obrońcy życia, przegraliśmy 68 do 32%. To była ogromna porażka. Musi Pan zrozumieć, że sytuacja we Włoszech była zupełnie inna niż w USA. W Stanach Zjednoczonych aborcja została narzucona Amerykanom przez wyrok Sądu Najwyższego Roe vs. Wade. Ludzie nigdy nie głosowali za aborcją. We Włoszech ludzie wybrali aborcję w sposób wolny – ogromna porażka w sprawie życia.W następnych latach mieliśmy ogromne zmaganie i sytuacja się poprawiła. Papież Jan Paweł II miał wielki wpływ na kulturę. Mieliśmy referendum w sprawach bioetycznych kilka lat temu, dotyczące badań na embrionach, i wygraliśmy, choć nikt się tego nie spodziewał – tak naprawdę to nie my wygraliśmy, ale Duch Święty! Teraz wiemy jednak, że jeśli byłoby kolejne referendum w sprawie aborcji, moglibyśmy przegrać. Nie tak bardzo jak w 1981 roku, ale jednak przegrać.Z drugiej strony, chociaż nie ma większości opowiadającej się za zakazem aborcji we Włoszech, jest większość, która uważa, że aborcji jest zbyt wiele, i że coś powinno się uczynić dla jej ograniczenia.Podjęliśmy kilka inicjatyw. Jedna z nich dotyczy tego, jak późno można dokonać aborcji. Chociaż od strony filozoficznej wiemy, że embrion jest człowiekiem, nie ma zgody w kwestii zakazu aborcji we wczesnych stadiach ciąży. Ale ludzie uważają, że aborcja płodu starszego niż 20 tygodni jest nieakceptowana. Chcemy więc uchwalić zakaz aborcji po 20 tygodniu ciąży.Chcemy też wprowadzić w życie elementy istniejącego prawa, które mają znaczenie dla przeciwdziałania aborcji.

FF: A to, co się działo 15 czerwca w parlamencie?

RB: To było tło dla inicjatywy, która przeszła w parlamencie 15 czerwca. Będziemy dążyć do uchwalenia przez Zgromadzenie Ogólne ONZ rezolucji zakazującej aborcji jako instrumentu kontroli demograficznej. To ciąg dalszy walki Stolicy Apostolskiej na Międzynarodowej Konferencji Demograficznej w Kairze w 1994 i Pekińskiej Konferencji Kobiet w 1995.W niektórych częściach świata, szczególnie w Chinach, aborcja jest przymusowa i trzeba mieć pozwolenie na drugie dziecko. Ale także w innych częściach Azji, w Afryce, a nawet w Ameryce Łacińskiej, widzimy szantażowane matki. Programy, które mówią: „Day wam chleb, ale tylko jeśli zaakceptujecie aborcję”. I widzimy, że robią to agendy ONZ, które finansują te programy.Powstał więc pomysł, by dążyć do uchwalenia rezolucji ONZ zakazującej przymusowej aborcji. Toaka rezolucja powinna zjednoczyć zwolenników „pro-choice” i „pro-life”. To, co się dzieje w Chinach jest zarówno przeciwko wolnemu wyborowi jak i dziecku. Matka chce bronić życia dziecka, ale wolność wyboru jest zniszczona, tak jak życie dziecka.Więc spróbowaliśmy uchwalić rezolucję w parlamencie włoskim i wbrew wszelkim oczekiwaniom – udało się.

FF: Osiągnęliście consensus?

RB: W większości, zwolennicy „pro-choice” nie głosowali za naszą propozycją, chociaż niektórzy tak. Ale nie głosowali przeciwko nam. Większość się wstrzymała, co nie jest złe.A teraz rozpoczynamy światową kampanię, by wprowadzić tę inicjatywę na Zgromadzenie Ogólne ONZ. By to osiągnąć, chcemy zjednoczyć zwolenników wyboru i obrońców życia – chociaż, by być tu klarownym – nikt nie rezygnuje z wyznawanych zasad. Obie strony będą nadal walczyć ze sobą w innych kwestiach, ale przynajmniej w tej jednej będziemy zjednoczeni.

FF: Wspomniał Pan światową kampanię. Może Pan wyjaśnić, czego spodziewa się Pan w Parlamencie Europejskim, gdzie Carlo Casini wystąpił z podobną inicjatywą?

RB: Pracujemy w tej chwili nad projektem w Parlamencie Europejskim, pod przewodnictwem Carlo Casiniego, z udziałem Magdi Cristiano Allam. Także w Radzie Europy, gdzie prym wiedzie Luca Volontè, członek mojej partii. Byłem już w Polsce szukając poparcia społecznego i planuję podróże po całej Europie. Będziemy też szukać przynajmniej życzliwej neutralności Stanów Zjednoczonych.

FF: mówiąc o USA, co Pan osiągnie?

RB: Sam jeszcze nie wiem. Wiemy, że potrzebny jest pozytywny kontakt z administracją Obamy. Obama obiecał Ojcu świętemu, że coś zrobi dla redukcji aborcji.Z drugiej strony, wiem, że jest walka o życie w USA i nie chcę w żaden sposób zaszkodzić obrońcom życia w ich zmaganiu. Chcę z nimi rozmawiać i uzyskać ich poparcie. Chcę także zapewnić obrońców życia, że nie poddamy się w walce o życie choćby jednego dziecka. Nie poddajemy się, nie dokonujemy kompromisu, akceptując zabójstwo niektórych nienarodzonych dzieci, w zamian za ocalenie innych. Tego nie robimy, i nie odwracamy się od naszych zasad.

FF: Kiedy Pan przyjedzie do USA?

RB: Jeszcze nie wiem. Spotkam się w sierpniu we Włoszech z grupą przyjaciół, w tym z byłą ambasador USA przy Stolicy Świętej Mary Ann Glendon, i przedyskutujemy, jakie rozwiązanie jest najlepsze.

FF: Naprawdę jest możliwe jakieś porozumienie?

RB: Jest tylko niewielki obszar, w którym zwolennicy wolności wyboru i obrońcy życia mogą się zjednoczyć we wspólnej walce – tam, gdzie wolność kobiety jest zniszczona, podobnie jak życie dziecka. Nie sądzę, bym musiał prawdziwych zwolenników „pro-choice” jakoś przekupywać, by ich skłonić do wspólnej z nami walki. Jeśli rzeczywiście, jak twierdzą, są nie za aborcją, ale za wolnością wyboru, mają szansę by to udowodnić dołączywszy do nas.Jeśli nie, to znaczy, że nie są zwolennikami wolności wyboru ale ale zwolennikami aborcji. Lubią aborcję. Nie uważają, by ludzkie życie należało wspierać, ale że trzeba zmniejszyć rozmiary ludzkiej populacji wszelkimi dostępnymi metodami.Ta inicjatywa zmusza także ludzi do jednoznacznego opowiedzenia się po którejś ze stron. Dotąd określenie „pro-choice” mogło być przykrywką narodowosocjalistycznej ideologii „etyki łodzi ratunkowej”: Ponieważ jest zbyt wielu ludzi na ziemi, każdy środek redukujący populację można zaakceptować. Widzimy, że w krajach trzeciego świata aborcja jest znacznie bardziej okrutna i znacznie szerzej obecna, niż w krajach Zachodu.Tak więc teraz można będzie zobaczyć, czy jest szansa na jakieś porozumienie.

FF: Jak Pan wie, niektórzy obrońcy życia wyrazili obawy odnośnie do tego poszukiwania wspólnej płaszczyzny, jakoby mogło to być argumentem w dłoniach tych, którzy chcą podzielić ruch obrońców życia.

RB: Tak, popełniłem bluźnierstwo!

FF: Co Pan sądzi o tych niepokojach?

RB: Sądzę: „Dlaczego nie?” Mogę zrozumieć sprzeciw wobec kompromisu, gdzie jedni twierdzą, że aborcja jest zła, a inni, że jest dobra. Nie akceptuję tego w żadnym razie. Ale też tego nie robimy.To, o co chodzi, odnosi się do pewnej grupy aborcji – i tylko do niej – w tej kwestii obie strony będą zjednoczone w potępieniu ich jako złych. W odniesieniu do innych aborcji, nadal będziemy twierdzić, że są one złe, podczas gdy druga strona będzie mówić, że można je zaakceptować. Spieraliśmy się w przeszłości i będziemy to robić nadal.Ostatecznie, uważam, że nasza pozycja w krajach Zachodu uległa wzmocnieniu poprzez inicjatywę potępiającą wymuszoną aborcję, ponieważ w sposób jasny pokazała, iż płód nie jest częścią ciała kobiety, a także jednoznacznie pokazała, że aborcja jest złem moralnym. Nie jest ścigana, ale jest złem moralnym. W tym sensie, to wszystko wzmocniło naszą pozycję, chociaż od strony prawnej nic się nie zmieniło.

FF: Myśli Pan, że było „błędem” bronić życia nienarodzonego dziecka, nawet ta, gdzie matka chce dokonać aborcji, jak to doniosły środki przekazu?

RB: W tym jednym punkcie przekręcono moją wypowiedź, a raczej wyrwano ja z kontekstu, co zaowocowało błędnym wrażeniem. Powiedziałem, że należy bronić życia dziecka, nawet wbrew matce. Należy to robić, choć to bardzo trudne, być może niemożliwe. Musimy bronić prawa dziecka, ale także wzmacniać wolność matki, dając alternatywy kobietom, i wierząc, że im bardziej kobieta będzie wolna, tym mniej prawdopodobnym będzie akceptacja śmierci jej dziecka.

FF: Ale czy było „błędem” sprzeciwić się depenalizacji aborcji?

RB: Moje stanowisko uproszczono. Nie powiedziałem, że źle jest szukać obrony prawa dziecka przez użycie kodeksu karnego. Tego nie powiedziałem. Życie dziecka powinno być bronione na wszelki możliwy sposób. Czy łącznie z prawem karnym? Oczywiście, że tak – tam gdzie jest to możliwe. Ale nie jest to możliwe w dzisiejszych Włoszech, tak więc musimy polegać na innych środkach. Musimy zdać sobie sprawę, że nie ma zgody na całkowity zakaz aborcji.Inną sprawą jest, że zbyt mocno polegaliśmy w przeszłości na sankcjach karnych. To tylko jeden z elementów strategii obrony życia, ale nie element jedyny. I powtarzam, jeśli nie usuniemy przyczyn prowadzących tak wiele kobiet do aborcji, nie wygramy naszej bitwy przeciw aborcji. Nie wygramy naszej bitwy z aborcją opierając się tylko na sankcjach karnych.

FF: Co by Pan powiedział liderom politycznym z innych krajów, zwłaszcza z obu Ameryk, gdzie istnieje ogromny nacisk z agend ONZ, organizacji pozarządowych, by dokonać całkowitej depenalizacji aborcji. Ostatnio widzieliśmy, jak Amnesty International zaatakowała Nikaraguę za prawa chroniące życie…

RB: Powiedziałbym im Brońcie prawa przeciwnego aborcji i natychmiast uzupełniajcie je prawem broniącym macierzyństwa. W przeciwnym razie prędzej czy później nacisk będzie tak silny, że Was pokona. Jeśli jednak uzupełnicie je dobrym prawem dla matek, uda się Wam te prawa zachować. Nie można wsparcia matek przeciwstawiać prawno karnej ochronie życia dziecka. To są dwie części jednej strategii broniącej życia. Zawsze lepiej jest mieć dwie nogi. Oczywiście, jeśli ktoś ma tylko jedną nogę, musi się nauczyć chodzić z tą jedną. Nie jest to niemożliwe, ale też nie jest łatwe.

FF: Ale nawet jeśli odpowie się na potrzeby matek, czy to powstrzyma drugą stronę przed naciskiem w kierunku legalizacji aborcji? Przecież w Nikaragui, gdzie prawo chroniące życie nienarodzone zostało wzmocnione, zgodnie ze statystykami Ministerstwa Zdrowia odsetek śmiertelności wśród matek się zmniejszył. Tym niemniej ogromna presja jest wywierana na organy legislacyjne w kierunku depenalizacji aborcji.

RB: W pewnym stopniu zawsze będzie się atakowanym, ponieważ istnieje lobby proaborcyjne, które nie jest zainteresowane wyborem kobiet, które w gruncie rzeczy w ogóle nie jest zainteresowane kobietami. To ludzie fanatycznie przekonani, że światowa populacja powinna zostać zmniejszona wszelkimi dostępnymi metodami. Jeśli mogliby tego dokonać poprzez rzeź niemowląt, zgodziliby się i NATO. Zawsze trzeba być przygotowanym na atak.Trzeba jednocześnie myśleć pozytywnie. Każdy naród musi opracować strategię obrony życia, odpowiednią do potrzeb tego narodu. Nie stawiamy Włoch jako wzorca, bo wiemy, że nawet jeśli dana strategia może odnieść we Włoszech sukces, oparta jest na roztropnym osądzie dzisiejszej sytuacji politycznej w naszym kraju. Jutro sytuacja może się zmienić, tak samo mogą zaistnieć różnice pomiędzy różnymi krajami. Trzeba nam zrozumieć, że sposób, w jaki toczymy bitwę o życie musimy dostosować do różnorodnych kultur i sytuacji społeczno-politycznych. We Włoszech, mamy nadzieję za 10-15 lat będziemy mieli większość „pro-life”, której nie mamy dziś – jeśli dziś podejmiemy dobre decyzje.Tak więc, jeśli ktoś żyje w kraju, gdzie większość jest „pro-life”, przyjmie jedną strategię. Tam, gdzie się jest w mniejszości – trzeba zawierać sojusze.Ideałem jest mieć ochronę prawną życia dziecka i dobre prawo dla matek.

FF: Biorąc pod uwagę różnice w każdym kraju, czy ma sens budowanie sieci powiązań w celu „redukcji ilości aborcji”, skoro może to podciąć wysiłki obrony życia w niektórych krajach?

RB: Oczywiście, że potrzebujemy takiej sieci powiązań, chociaż to, co robimy w jej ramach może się różnić w poszczególnych krajach. Kiedy mówię o sieci powiązań, myślę o wysiłkach w celu zbudowania koalicji w Kairze i Pekinie, gdzie trzeba mieć sojuszników, by skutecznie walczyć na poziomie globalnym. Tak więc walczymy o życie na dwóch poziomach – lokalnie i globalnie. Z jednej strony trzeba opracować lokalną strategię, ale z drugiej trzeba pamiętać, że kwestia aborcji dotyczy całej ludzkości.

FF: Zmarły Jan Paweł II był Pana bliskim przyjacielem. Czy kiedykolwiek rozmawialiście o napięciu pomiędzy pragmatyzmem a zasadami w budowaniu Kultury Życia?

RB: Oczywiście. Nigdy nie wolno popierać stanowiska, która jest wewnętrznie niegodziwa. Nie wolno wspierać projektu prawa, które poświęca życie choćby jednego dziecka. Można poprzeć projekt, który chroni życie niektórych dzieci, nawet jeśli ta ochrona nie obejmuje wszystkich. Ocala się tych, które można ocalić, a jednocześnie nie wyraża się zgody na śmierć tych, których ocalić nie sposób. W naszej włoskiej sytuacji można podać konkretny przykład. Niektórzy przedstawiciele „pro-choice” byli gotowi głosować za uchwałą, jeśli byśmy ogłosili, że potępiamy przymusowe aborcje, ale popieramy dobrowolne. Odpowiedzieliśmy: nie możemy. I oni nie poparli projektu, a tylko się wstrzymali.

FF: Wracając do pytania o płaszczyznę porozumienia z administracją Obamy, czy uważa Pan, że zrobił wystarczająco wiele, by uspokoić obawy obrońców życia w USA, że ich Pan nie porzuci?

RB: Trzeba powiedzieć jasno, bo łatwo jest w prasie złamać jedność ruchu obrony życia, że oczywiście, chcę być w stanie w przyjazny sposób rozmawiać z administracją Obamy – wiem, że jest to bluźnierstwo dla wielu zwolenników „pro-life” w USA! Ale z drugiej strony chcę być dobrze przez amerykańskich obrońców życia zrozumiany i nie chcę burzyć łączącej nas jedności.Obrońcy życia w Ameryce powinni zrozumieć, że jako obywatele USA mogą mówić w sposób wolny w swoim kraju, i mogą powiedzieć rzeczy, których obcokrajowiec powiedzieć nie morze, zwłaszcza obcokrajowiec, który będąc politykiem w innym kraju, chce uzyskać poparcie rządu Stanów Zjednoczonych dla ważnej inicjatywy „pro-life” w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ.

FF: Jak rozumiem, nie chce Pan odpowiedzieć na pytanie, czy wierzy Pan, czy Prezydent Obama rzeczywiście chce zredukować liczbę aborcji…

RB: Mogę odpowiedzieć następująco: mogę tylko mieć taką nadzieję.

niedziela, 19 lipca 2009

Proces

Dostałem maila o pewnym procesie. Karnym, choć z prywatnego oskarżenia. A tak naprawdę jest to kolejny atak na chrześcijan i wszystkich, którzy bronią życia nienarodzonych dzieci. Poszło o zdanie, w którym Janna Najfeld mówi, iż Wanda Nowicka jest na liście płac międzynarodowego koncernu promującego antykoncepcję i aborcję (chodzi zapewne o Planned Parenthood, choć nazwa nie pada). Zresztą, posłuchajcie sami...




Były podobne ataki, oskarżenia i procesy sądowe, kierowane wobec organizatorów wystaw, ukazujących prawdziwe oblicze aborcji. Trudno oczekiwać, by coś w tym względzie się miało zmienić. Natomiast świadków Ewangelii Życia trzeba bronić z całą mocą, zarówno w sferze duchowej - modlitwą - jak i społecznej. Nie wolno zabijać dzieci!

Zapraszam zatem wszystkich na stronę procesu p. Joanny Najfeld. Trzeba jej pomóc.

piątek, 10 kwietnia 2009

Tolkien, aborcja i ONZ

Proszę mi wybaczyć toporność tłumaczenia. Starałem się, by było możliwie wierne, choćby kosztem piękna języka. Poniższy tekst jednak jest tak piękny, że nawet z nie najładniejszym tłumaczeniem wart jest zatrzymania i uwagi. Pochodzi on z serwisu Zenit.org, w wersji anglojęzycznej.

Sojusz Hobbitów przynosi triumf nadziei
Elizabeth Lev. (ZENIT ZE090409 – tłumaczenie własne)


Rzym, 9 kwietnia 2009 (Zenit.org)
Oto opowieść godna pióra J.R.R. Tolkiena. Wydarzenia w Komisji Zaludnienia i Rozwoju ONZ, jakie miały miejsce w zeszłym tygodniu, są jakby żywcem zaczerpnięte z jego wielkiej trylogii „Władca pierścieni”.

W zeszłym tygodniu, reprezentanci 47 krajów zebrali się w Nowym Jorku na corocznym spotkaniu Komisji ds. Zaludnienia i Rozwoju, będącej częścią Rady ds. Ekonomii i Spraw Społecznych ONZ. Przewidując, że liczba ludności w 2050 roku może osiągnąć 9 miliardów, Komisja przeanalizowała "Program Działania" wydany przez Międzynarodową Konferencję nt. Zaludnienia i Rozwoju, zaaprobowany przez ONZ w 1994 roku.

Za optymistyczną fasadą zatroskania o poziom życia rozwiniętych społeczeństw, kryła się jednak znacznie ciemniejsza, złowieszcza agenda. Do pełnych nadziei stwierdzeń wcześniejszych dokumentów ONZ zaczął się wkradać nowy język.

Najważniejszym elementem tego programu było „zdrowie seksualne i reprodukcyjne i związane z nim prawa” – terminologia, pod którą wiele organizacji pozarządowych i komitetów ONZ promuje aborcję; jednocześnie byłoby to wprowadzenie do dokumentów języka, który by mógł otworzyć drzwi dla ciągu żądań aktywistów homoseksualnych.

Jak ów Jeden Pierścień wykuty przez Saurona w czeluściach Góry Przeznaczenia, zaproponowany termin odsłaniał plan zasadniczy: „Jeden Pierścień by wszystkimi rządzić” i by wszystkich wciągnąć w ciemność. Przy zamianie słowa „pierścień” na „organizacja”, widmo Władcy Ciemności mogłoby zostać zastąpione przez „Planned Parenthood”, jedną z najbardziej aktywnych organizacji pozarządowych na posiedzeniu.

Zadziwiająco niewielu dostrzegło nadciągający koszmar. Abp Celestino Migliore, stały obserwator Stolicy Apostolskiej przy ONZ, zauważył, że „w sposób nieunikniony narzuca się wrażenie, iż [rosnące - pk] zaludnienie postrzegane jest jako przeszkoda do dalszego rozwoju społecznego i ekonomicznego”. Duchowny ostrzegł także, że Komisja „przedkłada kontrolę populacji i przymus wobec ubogich, by zaakceptowali ów punkt widzenia, nad działania zmierzające do rozwiązania problemów z edukacją, podstawową opieką medyczną, dostępem do wody, higieny i zatrudnienia”.

Armie ciemności były jednak mocne i wydawały się niezwyciężone. Chiny, Wielka Brytania, Brazylia, Federacja Rosyjska, Hiszpania i Niemcy – po nich można się było spodziewać promocji tego języka. Stany Zjednoczone, będące pod nową administracją w niewoli kultury śmierci, gotowe były użyć całej swej potęgi, by zapewnić panowanie „Planned Parenthood”. Wszystko wydawało się stracone.

Oto międzynarodowi giganci, liderzy ekonomii, rozwoju i technologii, byli pewni, że żadna przeszkoda nie stanie im na drodze.

Plan ujawniła w swoim przemówieniu Thoraya Ahmed Obaida, wiceszefowa Funduszu Ludnościowego ONZ. Przywoławszy światowy kryzys finansowy, zwróciła uwagę na wynikającą z niego trudność w utrzymaniu programów poprawy zdrowia i edukacji ubogich świata. „Kryzys finansowy grozi całkowitym fiaskiem tego z trudem wywalczonego postępu”.

Rozwiązanie miało zapewnić, „skierowanie większej uwagi na kwestie populacyjne, oraz przeznaczenie większych środków na wzmocnienie roli kobiet, na zdrowie reprodukcyjne, włączając w to opiekę zdrowotną nad matkami i planowanie rodziny”.

Przekładając to na język powszechnie zrozumiały, propozycja polegała na wpojeniu kobietom, że posiadanie dzieci jest niebezpieczne i zniewalające; w takim razie aborcja jest zdrowa i ma wyzwalający charakter. Nawet Zły Władca Mordoru nigdy nie próbował ukazywać swojego programu śmierci i zniewolenia ludzkiej rasy jako czegoś „pozytywnego” i „wyzwalającego”.

Obaid przypomniała komisji, że konferencja w Kairze uzgodniła, iż „każda osoba ma prawo do zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego”, i zachęciła Komisję „by dotrzymać obietnicy zapewnienia dostępu do zdrowia reprodukcyjnego do roku 2015”.

Wielkie narody przytakiwały i klaskały, jak Upiory Pierścienia, których wola od dawna była związana przez podstępnego władcę. Kultura życia przygotowywała się do przyjęcia jeszcze jednej porażki, kolejnej z wielu już poniesionych.

I wtedy nadeszła nieoczekiwana pomoc. Głos zabrał Iran i zaprotestował, stwierdzając iż zwrot „prawo do zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego” nie może zostać zastąpione frazą „zdrowie seksualne i reprodukcyjne i związane z nim prawa”.

Delegacja irańska podkreśliła, że ta fraza nigdy nie była włączona w żaden wynegocjowany w ramach ONZ dokument, i wezwała Komisję do powrotu do wcześniej uzgodnionego i starannie wynegocjowanego języka z oryginalnego „Programu Działania” z 1994 roku, który jest rozumiany jako nie dający podstaw do kreowania prawa do aborcji.

Natychmiast cztery kraje katolickie – Irlandia, Peru, Chile i Polska – poparły głos Iranu w kwestii użytych sformułowań. Był to raczej niezwykły sojusz, przypominający karłów i elfów przechodzących ponad podziałami, by walczyć przeciw wspólnemu wrogowi.

Chociaż wspólnota chrześcijańska i Iran różnią się w wielu kwestiach, otuchy dodawał widok poróżnionych narodów zgodnie współpracujących i rozmawiających ze sobą w obronie kultury życia.

I podobnie jak miało to miejsce we wspaniałej historii Tolkiena mówiącej o dziewięcioosobowej drużynie, to ci najmniejsi przynieśli ratunek. Jak owych czterech niepoddających się słabości hobbitów powieści Tolkiena, Stolica Apostolska (maleńkie, 104 akry liczące państewko – czyli ok. 7 ha – pk), Comoros (maleńka wyspa na północ od Madagaskaru), Santa Lucia i Malta dołączyły do drużyny, by przełamać dławiący oddech ucisk sił zła.

Te podobne do hobbitów państwa, których łączny produkt narodowy prawdopodobnie nie dorównuje budżetowi operacyjnemu „Planned Parenthood”, wypowiadały się głośno i z przekonaniem. Malta potępiała nieustanne próby ze strony Komisji, by rozszerzyć znaczenie zwrotu „zdrowie reprodukcyjne”, tak, aby zawierał on aborcję.

Delegatka z Santa Lucia, odnosząc się do istoty proponowanej terminologii podkreśliła, że w rozumieniu jej delegacji użyte zwroty nie mogą zagrażać prawu pracowników służby zdrowia do odmowy przeprowadzenia lub współudziału w aborcji ze względu na sprzeciw sumienia.

Jak to Galadriela powiedziała do Froda: „nawet najmniejszy może zmienić przyszłość”.

I tak, na samym końcu, tuż przed zamknięciem obrad, pierścień władzy został wrzucony z powrotem w ogień Góry Przeznaczenia, skąd przybył. Zwrot „zdrowie seksualne i reprodukcyjne i związane z nim prawa” został usunięty z tekstu.

W dniach powszechnego znieprawienia sumienia, ogromnych funduszy rządowych wspierających aborcję i inne znaki ciemności, maleńka grupa przyjaciół pokazała na posiedzeniu ONZ to samo, co bohaterowie Tolkiena wyszeptali w godzinie ciemności, a co Benedykt XVI głosi od jednego narodu do drugiego: „Wciąż jest nadzieja”.

czwartek, 5 marca 2009

No comment necessary



Ta wypowiedź nie wymaga komentarza. 12 letnie dziecko broni życia wbrew swojej nauczycielce. Lekcja dla mnie i dla Ciebie...

czwartek, 26 lutego 2009

Wysłuchanie obywatelskie

W Sejmie odbyło się „wysłuchanie obywatelskie”, zorganizowane przez dwójkę Posłów Lewicy. Jego celem było uświadomienie nieuświadomionych posłów w kwestii cierpień dotkniętych niepłodnością małżeństw oraz dobrodziejstw płynących z in vitro. O ile cierpienia są realne, o tyle dobrodziejstwa są czystą fikcją. Niestety, fikcją bardzo realnie istniejącą w świadomości społecznej i w doniesieniach medialnych.
Obecni na spotkaniu aktywiści Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny pomstowali oczywiście na parlamentarną frekwencję (czy raczej jej brak), nie zauważając, że może ona być odbiciem sposobu, w jaki było ono zorganizowane. Nie było na tym spotkaniu miejsca na polemikę – reprezentowani byli wyłącznie propagatorzy technik sztucznej reprodukcji. Zaangażowano nawet byłego księdza, by dowieść, że in vitro jest rzeczą dobrą i pożyteczną. Zabrakło natomiast rzetelności w informacji na temat przyczyn, skutków oraz – nade wszystko – samej istoty zapłodnienia pozaustrojowego.
Odniosłem też wrażenie – w czym wydatnie pomogła mi relacjonująca wydarzenie telewizja – że owo „wysłuchanie obywatelskie” pomyślane było nade wszystko jako próba przeciwstawienia się wpływowi Kościoła Katolickiego na proces legislacyjny. Może to dziwnie zabrzmi, ale w tej kwestii zgadzam się z owym obecnym tam Byłym Księdzem, że w kwestii in vitro powinien bardziej wybrzmieć głos medycyny, niż religii.
Kościół w dyskusji nad in vitro rzadko przywołuje argumenty płynące z religii. Nie musi tego robić. Religii, wiary, Pana Boga przywoływać nie trzeba, choć można. Tylko po co? Wystarczy odwołać się do wiedzy medycznej (może to zdziwi niektórych zwolenników in vitro, ale w Kościele są także lekarze, genetycy, farmaceuci) i – konsekwentnie – do prawa naturalnego. Problem w tym, że medycyna sama siebie nie słucha w tej kwestii.
Stopień ingerencji w procesy wpływające na ludzką płodność sięga dziś zatrważających wysokości. Powszechnie stosowana antykoncepcja hormonalna, aborcja, wysoki poziom stresu, niezdrowy styl życia i opóźnianie czasu, gdy podejmie się próbę poczęcia dziecka – wszystko to ma ogromny wpływ na obniżenie zdolności prokreacyjnych. Innymi słowy, najpierw robi się wiele – także poprzez działania medyczne – które upośledzają płodność, by potem – znowu medycznie – ją zastępować poprzez in vitro, narażając jednocześnie kobietę (efekt stymulacji hormonalnych) i dziecko (kilkukrotny wzrost zagrożenia różnymi rzadkimi chorobami i komplikacjami rozwojowymi) na poważne problemy zdrowotne.
W relacji z sejmowego wysłuchania zapamiętałem wypowiedź pewnej Pani Poseł, która stwierdziła: „Embrion nie jest człowiekiem. Ma jedynie potencjał by nim być”. Powoływała się przy tym na bliżej niesprecyzowane autorytety naukowe, by następnie zgromić przedstawicieli Kościoła, że nie uznają faktów naukowych. Cóż, z całym szacunkiem dla pełnionej przez Mówczynię funkcji, ale w kwestii nieuznawania faktów to chyba się zagalopowała. Znajomy Dogmatyk mawia, że „kto nie uznaje faktów, jest psychiczny”. Zgadzam się w pełni. I jeśli wierzyć przysłowiu, że jeśli Pan Bóg kogoś chce ukarać, to mu najpierw rozum odbiera, to rodzi się we mnie pytanie, czy nie zbliża się czas kary…
Ale to już zupełnie inna historia.

piątek, 9 stycznia 2009

Freedom of Choice Act (FOCA)

Poniżej przedruk - dla wszystkich, którzy są zafascynowani nową gwiazdą USA - ku przestrodze. I jako zaproszenie do modlitwy...


Obama i spór o wolność wyboru

Piotr Gillert (Rzeczpospolita)

Projekt, który może wywołać konflikt prezydenta z prawicą nazywa się w skrócie FOCA i wywołuje ogromne emocje po obu stronach aborcyjnego frontu .

Barack Obama obiecał wyborcom, że pierwszą rzeczą, jaką zrobi jako prezydent, będzie podpisanie ustawy o wolności wyboru

W pierwszych miesiącach rządów Barack Obama będzie miał pełne ręce roboty: kryzys finansów i gospodarki, dwie wojny, zagrożenie atakami terrorystycznymi, niepewna sytuacja międzynarodowa. Jakby tego było mało, nad jego głową wisi jeszcze groźba gwałtownego starcia z ruchem antyaborcyjnym.

Ustawa o wolności wyboru, znana szerzej pod skrótem FOCA, której współautorem był jako senator Obama, to dla jednych ustawowa gwarancja swobód kobiet, dla innych atak na prawo stanów do ograniczonej ochrony życia poczętego.

Przed rokiem Obama przyrzekł zwolennikom prawa do aborcji, że jeśli Kongres przyjmie ustawę, on niezwłocznie ją podpisze. – To będzie pierwsza rzecz, jaką zrobię jako prezydent – zapowiadał. Wypowiedź ta do dziś działa na organizacje antyaborcyjne jak płachta na byka.

Historia FOCA sięga końca lat 80., gdy zwolennicy legalności aborcji po raz pierwszy wprowadzili w Senacie projekt ustawy pod tą nazwą, obawiając się rychłej rewizji słynnego orzeczenia Sądu Najwyższego w sprawie Roe kontra Wade (odmawiała ona stanom prawa do delegalizowania aborcji).

Najnowsze wcielenie FOCA wprowadzone pod obrady w kwietniu ubiegłego roku jest odpowiedzią zwolenników wyboru na inne ważne orzeczenie Sądu Najwyższego. W 2007 roku sąd podtrzymał federalny zakaz przeprowadzania tzw. aborcji przez częściowy poród, którą wykonuje się w zaawansowanej ciąży, wywołując poród i zabijając płód w jego trakcie. Dla ugrupowań pro-choice był to poważny znak ostrzegawczy – uznały one, że czas zapisać przyznane kobietom przez Sąd Najwyższy swobody w ustawie Kongresu, zanim ten sam sąd, tylko w innym składzie, kawałek po kawałku je odbierze.

Miażdżące zwycięstwo demokratów w ostatnich wyborach otwiera przed nimi historyczną szansę przyjęcia ustawy, która zakazywałaby wszelkich prób ograniczania kobietom dostępu do aborcji.

– FOCA to cyniczna próba przedwczesnego zakończenia debaty nad aborcją i ogłoszenia zwycięstwa, mimo że wszystko wskazuje na to, że społeczeństwo nie popiera większości przeprowadzanych w Ameryce aborcji – twierdzi Denise Burke ze stowarzyszenia Amerykanie Zjednoczeni dla Życia. Organizacja ta rozesłała do stanowych parlamentów wzór rezolucji potępiającej FOCA, wzywając je do jak najszybszego jej przyjęcia. Pod apelem do Kongresu o odrzucenie projektu podpisało się do soboty ponad 310 tysięcy osób.

Wizja przyjęcia ustawy wywołała gwałtowną reakcję między innymi w amerykańskim Kościele katolickim, który w przypadku przegłosowania projektu w obecnym kształcie nie mógłby odmawiać zabiegów aborcyjnych w setkach prowadzonych pod jego patronatem szpitali i klinik. Część biskupów zapowiedziała, że jeśli władze będą próbowały wyegzekwować to prawo, każe zamknąć wszystkie podlegające im szpitale.

Inni, tacy jak biskup diecezji Arlington Paul Loverde, gotowi są stawiać opór. – Moja odpowiedź brzmiałaby: nie zamknę szpitala i nie zamierzam przeprowadzać aborcji. Proszę, aresztujcie mnie.

Takie kontrowersje to ostatnia rzecz, jakiej potrzebuje Obama na początku prezydentury. Dlatego nie ma wcale pewności, że demokraci podejmą w najbliższym czasie próbę przeforsowania ustawy. – Zostało jeszcze wiele pracy – uspokaja nastroje Nancy Keenan, szefowa proaborcyjnej organizacji NARAL.

czwartek, 11 grudnia 2008

Tylko dla małżeństw. Na razie

Media podały, że projekt ustawy biomedycznej, który trafił (na razie do konsultacji?) do parlamentu przewiduje procedury in vitro tylko dla małżeństw. Na razie, obawiam się. Doświadczenie pokazuje, że w miarę upływu czasu i przyzwyczajenia społeczeństwa do nowej sytuacji, stopniowo zwiększa się pole akceptacji dla działań wcześniej uznawanych za niegodziwe, i - co za tym idzie - poszerza się ramy prawne. Innymi słowy, w ciągu paru lat przewiduję nowelizację ustawy, pozwalającą na in vitro już nie tylko dla małżeństw i bez obostrzeń zaproponowanych obecnie przez komisję posła Gowina. W bioetyce proces ten nazywany jest równią pochyłą.
Projekt zakłada między innymi, że wszystkie powołane do życia embriony (czyli - jak rozumiem - dzieci na embrionalnym etapie swego rozwoju) mają być umieszczone w macicy kobiety. Zapis ten w sumie niewiele oznacza, gdyż od momentu implantacji ciąża będzie podlegała "Ustawie o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży", ta zaś pozwala na dokonanie aborcji w przypadku "ciężkiego uszkodzenia płodu". W praktyce oznacza to możliwość przerwania ciąży w przypadku niemal każdej nieprawidłowości w rozwoju dziecka. Z etycznego punktu widzenia nie ma znaczenia, czy dziecko zostanie zabite przed czy po implantacji.
Ograniczenie in vitro tylko do małżeństw będzie mocno oprotestowane argumentem o niedyskryminacji osób samotnych, żyjących w związkach nieformalnych i homoseksualnych. Posądzenia o dyskryminację z jakiegokolwiek powodu współcześni decydenci boją się jak ognia. Niestety...

poniedziałek, 8 grudnia 2008

Życie warte życia

Dziś moje Zgromadzenie obchodzi patronalną uroczystość: Niepokalane Poczęcie. Celebrujemy Tajemnicę miłości Boga, dla którego czas nie ma znaczenia. Zanim Chrystus dokonał dzieła Zbawienia na krzyżu, mocą Jego Paschy, Maryja od momentu swego poczęcia otrzymała dar wolności od grzechu pierworodnego.
Od poczęcia! Dar tej niezwykłej łaski mogła otrzymać tylko będąc osobą, bo łaska udzielana jest tylko wobec osoby. A więc od poczęcia była osobą. Wbrew wielkim i małym tego świata, którzy swoimi pokrętnymi opiniami usiłują wykazać, że człowiekiem się nie jest od początku, tylko od kiedyś-później, Ona otrzymuje dar najbardziej niezwykły ze wszystkich.
Swoją drogą, dobrze, że jej mama (wedle tradycji nosząca imię Anna) nie używała środków antykoncepcyjnych, że nie miała założonej wkładki domacicznej ani żadnego innego podobnego wynalazku współczesności.
Dziś jest taki dzień, gdy z nową siłą wołam: życie jest piękne! Życie jest warte życia! Jest cenne zarówno wtedy, gdy człowiek składa się z jednej, pierwszej komórki, gdy się rodzi i gdy jego życie zbliża się do kresu. Jest cenne i warte życia, gdy jest zdrowe i silne, ale równie cenne jest i wtedy, gdy jest chore i słabe.
Dziś za przejaw normalności i nowoczesności uchodzi sytuacja, gdy kobieta zostaje farmakologicznie lub mechanicznie obezpłodniona. Antykoncepcja i aborcja wyznaczają ponure standardy postępu cywilizacyjnego. Dlatego dziś, wraz z całym Kościołem wołam: tak nie wolno! Z całym Kościołem wysławiam Pana, który jest Miłośnikiem Życia, i błogosławię za dar, który jest fundamentem dla wszystkich pozostałych.
Dziękuję Bogu za wszystkich tych, którzy życiu służą - mężczyzn i kobiety, duchownych i świeckich.
Dziekuję za lekarzy ginekologów, którzy nie poddają się antynatalistycznemu lobbingowi.
Dziękuję za mądre położne, które uczą kobiety, jak cudowne jest macierzyństwo.
Dziękuję za rodziców wielodzietnych rodzin, którzy pokazują, że życie nie jest stanem patologicznym.
Dziękuję za tych, co pod swój dach przyjmują dzieci, które rodziców straciły.
Dziękuję małżonkom, którzy dotknięci cierpieniem niepłodności wciąż wzajemną miłością dają sobie nawzajem życie, niosą swój krzyż, a jednocześnie nie sięgają po in vitro, by wywalczyć swoje. Niektórzy z nich przyjmują dzieci przez adopcję; inni służą potrzebującym.
Dziękuję za mądrych i dobrych księży, którzy dodają otuchy i przywracają nadzieję.
Dziękuję za wszystkich, którzy służą życiu, którzy je bronią i którzy ukazują światu, że jest warte życia.

poniedziałek, 25 sierpnia 2008

Jeszcze raz o historii "Agaty"

W swoim czasie rzeczona historia ogniskowała uwagę niemałej części mediów i opinii publicznej. Moją również. Nie ukrywam, z ogromnym napięciem śledziłem rozwój wypadków, aż po tragiczne ich zakończenie. Jednym z elementów tego "śledzenia" był list wysłany do redakcji GW, który niedawno ktoś wygrzebał w Agorowych archiwach. Nie wiedziałem, że go opublikują. Ale skoro oni opublikowali, to i ja go tu wrzucę z małym słowem komentarza.

Jesteście za prawem do aborcji!

Dr Piotr Kieniewicz MIC*, 2008-06-11, ostatnia aktualizacja 2008-06-11 17:37:26.0

Muszę powiedzieć, że zdziwiony jestem sposobem przedstawienia historii o 14-letniej dziewczynie z Lublina. To już nawet nie jest interpretacja, ani naciąganie faktów, ale całkowite przekręcenie faktów.

W moim przekonaniu autor wykazał się brakiem profesjonalizmu, co stawia pod znakiem zapytania profesjonalizm redakcji "Gazety". Szkoda, bo ceniłem Wasze pismo i od czasu do czasu z nim współpracowałem. Obawiam się, że moja dobra opinia o Was właśnie się ulotniła.

Osobną kwestią jest, że swoim artykułem jednoznacznie Państwo opowiedzieliście się za "prawem" do aborcji, całkowicie pomijając jej wymiar moralny i szkody w psychice, jakie powoduje ona u kobiety. Fakty w przedmiotowej sprawie są następujące: *Nie było gwałtu - dziewczyna współżyła z własnej woli (z nieletnim), *Na ciążę naciskała matka i babcia dziewczyny, *Od strony legalnej nie ma żadnych podstaw (prawnych ani medycznych), które by aborcję czyniły legalną w ramach polskiego prawa.

O stronie moralnej nie wspominam, bo najwyraźniej Państwo jej również nie uwzględniają...

*Katolicki Uniwersytet Lubelski

Dr Piotr Kieniewicz MIC*,

Napisałem, co Czytelnicy zapewne zauważyli, że nie ma żadnych podstaw prawnych do aborcji. Dziś potwierdzam tę opinię, opierając ją na następującym wnioskowaniu:

  1. Jeśli współżycie nieletnich jest czynem zabronionym, powinny się takim przypadkiem zająć organa ścigania, z sądem dla nieletnich włącznie.
  2. Organa ścigania i wymiar sprawiedliwości traktuje takie przypadki (bardzo powszechne) jako nie noszące znamion czynu zabronionego.
  3. Innymi słowy praktyka prawna (zwyczaj prawny) pokazuje, że współżycie pomiędzy nieletnimi nie jest czynem zabronionym.
  4. Nie ma zatem podstaw do przywoływania tej klauzuli w dążeniu do uzasadnienia legalności aborcji będącej skutkiem współżycia między nieletnimi.


piątek, 27 czerwca 2008

Prawda wyznacza granice dobra

Poniższy tekst jest zapisem tekstu mojej wypowiedzi dla "Naszego Dziennika", opublikowanej 27 czerwca 2008.

ND: Czy katolik decydujący się na przyjęcie urzędu państwowego jest zobowiązany do zachowania przepisów prawa niezgodnych z wiarą katolicką?

PK: Przyjęcie propozycji pracy w administracji państwowej (lub samorządowej) nakłada na każdego obywatela szczególny obowiązek postępowania zgodnie z prawem obowiązującym w kraju. Zazwyczaj, obowiązek ów nie stanowi sam w sobie problemu moralnego, poza szczególnym zobowiązaniem do troski o dobro wspólne. Bywają jednak sytuacje, w których prawo domaga się działań wewnętrznie niegodziwych.
Zgodnie z nauczaniem Kościoła, ukazanym między innymi w encyklice „Evangelium vitae”, "W przypadku prawa wewnętrznie niesprawiedliwego, jakim jest prawo dopuszczające przerywanie ciąży i eutanazję, nie wolno się nigdy do niego stosować 'ani uczestniczyć w kształtowaniu opinii publicznej przychylnej takiemu prawu, ani też okazywać mu poparcia w głosowaniu'" (por. EV 73). Jan Paweł II nie pozostawia w tym względzie miejsca na wyjątki. Nie można zatem stawiać prawa cywilnego przed czy ponad prawem moralnym. Niegodziwości, choćby zatwierdzone zostały jako obowiązujące i legalne, nie przestają być niegodziwościami.

ND: Co powinien zrobić katolik na stanowisku, w sytuacji kiedy musi dokonać wyboru, między ewangelią życia, a przestrzeganiem litery prawa?

PK: Prof. Jacek Hołówka podczas programu „Między sklepami” Szymona Hołowni powiedział, że etyka jest nauką miękką. Wypowiedzi Benedykta XVI z jego ostatniej pielgrzymki do Stanów Zjednoczonych pokazują, że jest dokładnie odwrotnie. Etyka jest nauką twardą, ponieważ prawda wyznacza granice tego co dobre. Innymi słowy, normy etyczne mają charakter jednoznaczny i zobowiązujący, niezależnie od tego, czy danemu człowiekowi to odpowiada, czy też nie. Wspólnota z Kościołem katolickim oznacza przyjęcie właśnie takiego spojrzenia na prawdę o człowieku i o świecie, o tym co dobre i co złe. Nie wystarczy się deklarować, jako członek wspólnoty, trzeba żyć tak jak dyktują normy tej wspólnoty. Konsekwentnie, odnosząc się do omawianej sytuacji, lekarz-katolik odmawiając dokonania aborcji ze względu na sprzeciw sumienia powinien złamać prawo i nie wskazywać innego lekarza czy placówki, w których aborcja miałaby być wykonana. Prokurator-katolik nie może wydać zaświadczenia, o którym wie, że ma być podstawą do dokonania aborcji. I konsekwentnie, Minister Zdrowia – jeśli jest katolikiem - nie może wyznaczyć szpitala, w którym ma być dokonana aborcja. Jeżeli za takim sprzeciwem wobec niemoralnego prawa mają pójść konsekwencje cywilne, a nawet karne – cóż, taka jest cena bycia świadkiem Chrystusa. Jeśli zatem lekarz ma stracić z tego powodu pracę – warto pamiętać, że właśnie z powodu sprzeciwu wobec prawa nakazującego uczestnictwo w aborcji wielu lekarzy przed 1989 rokiem straciło możliwość wykonywania zawodu. Analogiczny wymóg dotyczy prokuratora i innych urzędników państwowych.

ND: O jakiej podstawowej zasadzie moralnej musi przede wszystkim pamiętać katolicki polityk?

PK: Pierwszą zasadą, która obowiązuje katolika, chrześcijanina, jest wierność Chrystusowi. Nie ma znaczenia, w jakim zawodzie pracuje. Kilka lat temu Jan Paweł II wezwał katolickich prawników całego świata, by nie uczestniczyli w rozprawach rozwodowych (ani jako adwokaci, ani jako sędziowie). Kiedy indziej wezwał pracowników poradni rodzinnych w Niemczech, by nie wydawali zaświadczeń o konsultacjach, które mogłyby być wykorzystane – zgodnie z obowiązującym tam prawem – do przeprowadzenia aborcji. Wiara musi pozostawać jednoznaczna w swoich wymaganiach, w znakach dawanego świadectwa.
Tu jeszcze jedna uwaga. We wspomnianej encyklice „Evangeium vitae” Jan Paweł II przytacza szczególną sytuację, w której wolno zgodzić się na kompromis. „Szczególny problem sumienia mógłby powstać w przypadku, w którym głosowanie w parlamencie miałoby zdecydować o wprowadzeniu prawa bardziej restryktywnego, to znaczy zmierzającego do ograniczenia liczby legalnych aborcji, a stanowiącego alternatywę dla prawa bardziej permisywnego, już obowiązującego lub poddanego głosowaniu. […] W omawianej tu sytuacji, jeśli nie byłoby możliwe odrzucenie lub całkowite zniesienie ustawy o przerywaniu ciąży, parlamentarzysta, którego osobisty absolutny sprzeciw wobec przerywania ciąży byłby jasny i znany wszystkim, postąpiłby słusznie, udzielając swego poparcia propozycjom, których celem jest ograniczenie szkodliwości takiej ustawy i zmierzających w ten sposób do zmniejszenia jej negatywnych skutków na płaszczyźnie kultury i moralności publicznej. Tak postępując bowiem, nie współdziała się w sposób niedozwolony w uchwalaniu niesprawiedliwego prawa, ale raczej podejmuje się słuszną i godziwą próbę ograniczenia jego szkodliwych aspektów” (EV 73). Proszę zwrócić uwagę, że chodzi o ograniczenie liberalnego prawa (komentatorzy są zgodni, że był to papieski komentarz do zmagań nad polską ustawą aborcyjną), które już jest, nie zaś o zgodę na poświęcenie kogokolwiek. Nie można zatem tego wyjątku ustawiać jako kompromisu, który ma być końcem wysiłków w kierunku ochrony życia, ale jedynie pierwszym w tę stronę krokiem. Dramatem jest, że nasi politycy, nierzadko deklarujący otwarcie swój katolicyzm, uważają, że kompromis z 1993 roku ma charakter ostateczny, zaś wymienione w ustawie wyjątki są moralnie akceptowalne. Otóż nie są! Zgoda na ich pozostawienie w ustawie wynikała z niemożności przeforsowania (w ówczesnym układzie politycznym) całkowitej ochrony życia nienarodzonych dzieci. Zawartego kompromisu prawnego w żadnym jednak razie nie można utożsamiać z kompromisem moralnym, gdyż na taki w Kościele, w sumieniu prawdziwie chrześcijańskim zgody nie ma i być nie może.

[Rozmawiała Małgorzata Bochenek]

niedziela, 22 czerwca 2008

Pani minister

Na stronach forum Frondy, znanej, konserwatywnej i zawsze trochę występującej przed szereg witryny pojawiła się inicjatywa pisania listów do biskupa radomskiego Zygmunta Zimowskiego o "podejrzeniu popełnienia przestępstwa aborcji przez p. min. Ewę Kopacz w rozumieniu kan. 1398" i - w wypadku potwierdzenia zarzutów - ogłoszenia wobec niej ekskomuniki.

Trzeba tu przypomnieć kilka kwestii.
Po pierwsze, ekskomunika związana z popełnieniem grzechu aborcji nie jest deklarowana, lecz należy do kar latae sententiae, a więc zaciąganych na mocy zaistniałych faktów. Takich wypadków Kodeks Prawa Kanonicznego przewiduje kilka, z różnym stopniem zastrzeżenia instancji mogącej karę zdjąć.
Po drugie, inicjatywa ma znamiona swoistej nagonki - czy może lepiej: presji - na biskupa, który "powinien wyciągnąć konsekwencje"wobec niewiernych wiernych. Opinia publiczna niemal nigdy nie jest sprawiedliwym sędzią i obawiam się, że także w tym wypadku - mimo najlepszych zapewne intencji pomysłodawców - inicjatywa więcej przyniesie szkody niż pożytku. Zresztą, jakoś mi się dziwnie nieprzyjemnie kojarzy ta inicjatywa z innymi doniesieniami o podejrzeniu popełnieniu przestępstwa, doniesieniami, których było ostatnio aż nadto.
Po trzecie, zgodnie z zasadą interpretacji prawa, którą od lat przypomina znajomy sędziwy kanonista, kary i zakazy interpretuje się wąsko, zaś przywileje interpretuje się szeroko. W tym wypadku należałoby poważnie sprawdzić, na ile działanie p. Minister miało znamiona czynnego, bezpośredniego współudziału w grzechu aborcji dokonanej przez inną osobę.

Z drugiej strony, niezależnie od tego, czy i na ile p. Minister współdziałała w aborcji, należy przypomnieć podstawową zasadę moralną: prawo wewnętrznie niegodziwe nie ma żadnej mocy wiążącej. Takim przepisem jest zalegalizowanie aborcji w jakimkolwiek wypadku i zmuszanie lekarza odmawiającego dokonania aborcji do wskazania innego lekarza lub ośrodka, który aborcji dokona. Wydaje się, że takim wewnętrznie niegodziwym prawem jest również zapis obligujący Ministra Zdrowia do wyznaczenia placówki, która dokona aborcji, na którą wydała zgodę prokuratura.

Konsekwentnie, jeśli trzymać się standardów moralnych:
Lekarz-katolik odmawiając dokonania aborcji ze względu na sprzeciw sumienia powinien złamać prawo i nie wskazywać innego lekarza czy placówki.
Prokurator-katolik nie może wydać zaświadczenia, które ma być podstawą do dokonania aborcji.
Minister Zdrowia - katolik - nie może wyznaczyć szpitala, w którym ma być dokonana aborcja.

Każdy z tych sprzeciwów oznacza złamanie prawa obowiązującego w Polsce. Prawa niegodziwego, ale istniejącego. Złamanie tych przepisów pociąga za sobą konkretne konsekwencje cywilne i karne. I chrześcijanin stoi wobec dylematu, czy poddać się niegodziwemu prawu, by chronić własną wolność, własne bezpieczeństwo, czy też sprzeciwić się niegodziwości i zostać za to ukaranym. Kiedyś ludzie wierzący wybierali śmierć by uniknąć grzechu...

Ale p. Minister szpital wyznaczyła i w dodatku - jak sama mówi - nie czuje się winna czemukolwiek. Zapomina, że legalność aborcji nie zmienia faktu, że dochodzi do zabójstwa niewinnej istoty ludzkiej.
Co miała zrobić min. Ewa Kopacz? W moim przekonaniu, jeśli chciała pozostać wierną Ewangelii życia, powinna była odmówić wypełnienia nakazu niegodziwego prawa i ewentualnie złożyć dymisję. Nie zrobiła tego, dlatego jej deklaracja wspólnoty z Kościołem katolickim jest jakoś ...nieszczera? Ponieważ zaś jej działanie miało charakter publiczny, nie sądzę, by w jej wypadku prywatna spowiedź i pokuta wystarczyły.

A swoją drogą pozostaje pytanie, co z politykami, którzy z jednej strony deklarują swój katolicyzm a z drugiej popierają legalność - choćby w niewielkim stopniu, ale jednak - przerywania ciąży. Tym wszystkim jednak, którzy myślą, że Kościół milczy, odpowiadam od razu - Kościół w sprawie aborcji nie milczy i nie milczał. Problem w tym, że się go nie słucha...

czwartek, 19 czerwca 2008

Idziemy na wojnę...

Pan Napieralski powiedział wczoraj - cytuję za portalem Onet:

I proszę nie spłycać, nie trywializować i krzyczeć, że to atak na kościół. Zupełnie nie. Kościół ma bardzo ważną rolę do odegrania w życiu społecznym. I niech umacnia wiernych w wierze, niech szerzy tolerancję i kontynuuje mądrość Jana Pawła II. Ale czasy wypraw krzyżowych już minęły. Bezpowrotnie. W rozdziale państwa od kościoła chodzi o uniknięcie patologii, takich jak z 14–latką. A o tym wielcy politycy w wielkiej polityce lubią zapominać - dodaje Napieralski. [pisownia oryginalna]

Bardzo Panu dziękuję za przypomnienie, że zadaniem Kościoła w Polsce jest "kontynuować mądrość Jana Pawła II" i "umacnianie wiernych w wierze". Dokładnie to zamierzam robić. Dlatego przypomnę jedną wypowiedź Papieża - Radom, 4 czerwca 1991:

"Trzeba stwierdzić, że ludobójcze skutki ostatniej wojny zostały przygotowane całymi programami nienawiści rasowej oraz etnicznej! Programy te odrzucały moralną zasadę przykazania: „Nie zabijaj” jako absolutną i powszechnie obowiązującą. Nawiązując do obłędnych ideologii, pozostawiały one uprzywilejowanym instancjom ludzkim prawo decydowania o życiu i śmierci poszczególnych osób, a także całych grup i narodów. Na miejsce Bożego: „Nie zabijaj” postawiono ludzkie: „Wolno zabijać”, a nawet: „Trzeba zabijać”.

I oto ogromne połacie naszego kontynentu stały się grobem ludzi niewinnych, ofiar zbrodni. Korzeń zbrodni tkwi w uzurpacji przez człowieka Bożej władzy nad życiem i śmiercią człowieka. Odzywa się w tym jakieś dalekie, a przecież uporczywe echo tamtych słów, które człowiek zaakceptował od „początku” wbrew swemu Stwórcy i Ojcu. Słowa te brzmiały: „Tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (Rdz 3,5), to znaczy: będziecie stanowili o tym, co dobre, a co złe, wy, ludzie, tak jak Bóg, tak jak Bóg i wbrew Bogu.

Darujcie, drodzy bracia i siostry, że pójdę jeszcze dalej. Do tego cmentarzyska ofiar ludzkiego okrucieństwa w naszym stuleciu dołącza się inny jeszcze wielki cmentarz: cmentarz nienarodzonych, cmentarz bezbronnych, których twarzy nie poznała nawet własna matka, godząc się lub ulegając presji, aby zabrano im życie, zanim jeszcze się narodzą. A przecież już miały to życie, już były poczęte, rozwijały się pod sercem swych matek, nie przeczuwając śmiertelnego zagrożenia. A kiedy już to zagrożenie stało się faktem, te bezbronne istoty ludzkie usiłowały się bronić. Aparat filmowy utrwalił tę rozpaczliwą obronę nie narodzonego dziecka w łonie matki wobec agresji. Kiedyś oglądałem taki film — i do dziś dnia nie mogę się od niego uwolnić, nie mogę uwolnić się od jego pamięci. Trudno wyobrazić sobie dramat straszliwszy w swej moralnej, ludzkiej wymowie.

Korzeń dramatu — jakże bywa on rozległy i zróżnicowany. Jednakże pozostaje i tutaj ta ludzka instancja, te grupy, czasem grupy nacisku, te ciała ustawodawcze, które „legalizują” pozbawienie życia człowieka nie narodzonego. Czy jest taka ludzka instancja, czy jest taki parlament, który ma prawo zalegalizować zabójstwo niewinnej i bezbronnej ludzkiej istoty? Kto ma prawo powiedzieć: „Wolno zabijać”, nawet: „Trzeba zabijać”, tam gdzie trzeba najbardziej chronić i pomagać życiu?

Zauważmy jeszcze, że przykazanie: „Nie zabijaj” zawiera w sobie nie tylko zakaz. Ono wzywa nas do określonych postaw i zachowań pozytywnych. Nie zabijaj, ale raczej chroń życie, chroń zdrowie i szanuj godność ludzką każdego człowieka, niezależnie od jego rasy czy religii, od poziomu inteligencji, stopnia świadomości czy wieku, zdrowia czy choroby.

Nie zabijaj, ale raczej przyjmij drugiego człowieka jako dar Boży — zwłaszcza jeśli jest to twoje własne dziecko.


Nie zabijaj, ale raczej staraj się pomóc twoim bliźnim, aby z radością przyjęli swoje dziecko, które — po ludzku biorąc — uważają, że pojawiło się nie w porę.

Musimy zwiększyć równocześnie naszą społeczną troskę nie tylko o dziecko poczęte, ale również o jego rodziców, zwłaszcza o jego matkę — jeśli pojawienie się dziecka stawia ich wobec kłopotów i trudności ponad ich siły, przynajmniej tak myślą. Troska ta winna znaleźć wyraz zarówno w spontanicznych ludzkich postawach i działaniach, jak też w tworzeniu instytucjonalnych form pomocy dla tych rodziców poczętego dziecka, których sytuacja jest szczególnie trudna. Niech również parafie i klasztory włączają się w ten ruch solidarności społecznej z dzieckiem poczętym i jego rodzicami".


Tak więc Panie Napieralski - mówi Pan, że nie chce wojny z Kościołem? Właśnie ją Pan rozpętał. Na pociechę powiem Panu, że nie ma Pan szans - Bóg jest po naszej stronie.

środa, 11 czerwca 2008

Wojny o życie ciąg dalszy

Dziś Gazeta Wyborcza uderzyła po raz kolejny. Nie dziwi nic. Ciekawe, że pewien wątek się na jej łamach dotąd nie pojawił i pewnie nie pojawi...

Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny jest polską gałęzią organizacji Planned Parenthood International. Organizacja ta na całym świecie propaguje aborcję, jako sposób na niechcianą ciążę. Ostatnio w krajach, gdzie prawo jest - w opinii PPI zbyt restrykcyjne - realizowana jest nowa strategia: szuka się możliwie najmłodszych dziewcząt w ciąży (najchętniej ofiar gwałtu) i wykorzystuje się je jako ikony kampanii proaborcyjnych. Ostatnio podobne kampanie przeprowadzono w Nikaragui i Kolumbii.

Nie ma co się łudzić, że PPI i polska jej wersja - Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny - ma na celu dobro 14-letniej dziewczyny. Chcą na jej sytuacji załatwić własne cele, wykorzystując do tego wszelkie dostępne środki. Na razie najchętniej używanym środkiem jest "Gazeta Wyborcza", określana przez niektóre ośrodki wręcz dziennikiem proaborcyjnym.

Trzeba otwarcie sobie powiedzieć: nacisk na ciężarną kobietę, by przeprowadziła aborcję jest przestępstwem, a od strony moralnej - działaniem w najwyższym stopniu niegodziwym. Namawianie do urodzenia poczętego dziecka - przestępstwem takim nie jest, o czym Federacja p. Wandy Nowickiej zdaje się zapominać. Mam nadzieję, że jeśli śledztwo prokuratury w sprawie namawiania dziewczyny do aborcji wykaże, że Federacja maczała w tym procedeerze palce, aktywistki zostaną oskarżone i skazane. Zgodnie z prawem.

wtorek, 10 czerwca 2008

Jeszcze raz o aborcji...

Lewica apeluje o wyjaśnienie, dlaczego nie zapewniono 14 letniej dziewczynie możliwości dokonania legalnej aborcji, ale jakoś ani pani Wanda Nowicka (Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny), ani panowie Leszek Miller, G. Napieralski, J. Widacki (SLD), ani też Marek Borowski (SdPl), ani w końcu Agnieszka Pochrzęst z "Gazety Wyborczej" nie wpadli na pomysł, że 14 letnia dziewczyna może chcieć urodzić dziecko, które poczęła. W głowie im się nie mieści, że to dziecko może przyjąć konsekwencje swojego postępowania na siebie wbrew opinii rodziny i wbrew opinii ich: Jaśnie Oświeconych Zawsze Mających Rację Socjaliberałów.

sobota, 7 czerwca 2008

Ataki demona

Należało się spodziewać, że demon nie pozostawi w spokoju próby obrony życia nienarodzonego dziecka tej dziewczyny. Nie pozostawił. Zgodnie z przewidywaniami rozpoczął ofensywę, głównie za pośrednictwem Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny (p. Wanda Nowicka).
Nie twierdzę, że p. Nowicka jest opętana, ale działania Federacji - interpretuję to jako teolog - odbieram jako demoniczne, a to z dwóch powodów: nienawiść do wszystkiego, co związane z Bogiem i Kościołem; oraz dążenie wszelkimi sposobami do uwikłania ludzi w działania przeciw niewinnemu życiu.
W akcję dezinformacji włączyła się również "Gazeta Wyborcza" (link podaję dla możliwości skonfrontowania, a nie dlatego, bym ją promował), podając, że dziewczyna była zgwałcona i jednoznacznie opowiadając się po stronie proaborcyjnej. Brak jednoznacznego rozdzielenia faktów (przeinaczonych) i komentarzy do nich odebrałem jako przejaw wyjątkowo nieprofesjonalnego dziennikarstwa. Prawdę mówiąc, zmartwiło mnie tom, bo zawsze postrzegałem (zapewne błędnie, jak się okazuje) Gazetę jako pismo, z którym się nie zgadzam, ale które można traktować poważnie ze względu na wysoki poziom profesjonalizmu. Tak się jednak złożyło, że informacje odnośnie do tej historii mam w zasadzie z pierwszej ręki i manipulacja wyszła na jaw.

Demon nienawidzi życia. Nienawidzi światła. Nienawidzi Boga. Jest "ojcem kłamstwa" i w swoje sidła usiłuje uwikłać każdego, kogo się da. Atakuje wszystkich, którzy nie są jeszcze zdobyci, a im bliżej ktoś Chrystusa, ten atakowany jest bardziej (por. Mt 10,24-25). Walka trwa.

Walczymy o życie nienarodzonego dziecka, ale w nie mniejszym stopniu walczymy o duszę dziewczyny, którą namawia się, by zabiła własne dziecko. Tak, to jest walka o jej duszę - ale nie po to by nad nią panować. Nie sądzę, by ktokolwiek chciał ją nawracać na chrześcijaństwo w ogóle, a katolicyzm w szczególności, ale chcemy ją obronić przed uwikłaniem się w sytuację, z której nie będzie miała powrotu.

Nie mam żadnych złudzeń, że zwolennicy liberalizacji prawa aborcyjnego w Polsce będą próbowali wykorzystać sytuację dla własnych celów. Zarówno dziecko, jak i matka dziecka są tu jedynie kartą przetargową, taką samą, jak wcześniej była nią p. Alicja Tysiąc. A swoją drogą, czy pamiętacie, że któryś z braci Kaczyńskich - w tej chwili nie pamiętam który - przywołał dokładnie taka (wówczas hipotetyczną) sytuację, mówiąc, że nie wyobraża sobie, by demokratyczne państwo mogło zmusić 14 letnią dziewczynę do urodzenia dziecka...

Media cały czas mówią, że dziewczyna była ofiarą gwałtu, co wedle moich źródeł jest po prostu nieprawdą. Ciąża w tym wypadku nie jest wynikiem gwałtu, choć jest skutkiem czynu zabronionego, czyli współżycia z osobą nieletnią. Problem w tym, że ojciec dziecka również jest nieletni. Nasuwają się zatem dwa zasadnicze pytania:
1. Czy to oznacza, że wszystkie ciąże, w których którekolwiek z rodziców jest nieletnie można - w ramach obowiązującego prawa - poddać eksterminacji?
2. Skoro uznaje się współżycie dwojga nieletnich za czyn zabroniony, to które z nich będzie pociągnięte do odpowiedzialności karnej?