piątek, 31 lipca 2009

RU 486

Wiadomość pochodzi z dzisiejszego anglojęzycznego serwisu ZENIT:


Ministerstwo Zdrowia Włoch: 29 zabitych przez RU-486

Rzym, Włochy, 40 lipca 2009 (Zenit.org).-
Włoskie Ministerstwo Zdrowia podało, że 29 kobiet zmarło z powodu zażycia "the morning after pill", znanej również jako antykoncepcja po stosunku, Plan B, RU-486. Eugenia Roccella, podsekretarz w ministerstwie zdrowia, wskazała na statystyki, odnośżac się do planów Włoskiej Agencji Farmaceutycznej (AIFA), która chce zaaprobować sprzedaż medykamentu. Deklaracja Roccelli opublikowało dzisiejsze L'Osservatore Romano. Urzędniczka ujawniła, w jaki sposób uboczne efekty działania RU-486 spowodowały te zgony. Niemniej jednak AIFA dąży do wprowadzenia środka na rynek. Ostateczna decyzja ma zostać podjęta - wedle oświadczenia Roccelli - w piątek, niezależnie od wciąż toczonych rozmów między AIFA a Ministerstwem Zdrowia. Środek (RU-486) nieustannie wzbudza kontrowersje na całym świecie, choiaż niektóre rządy udostępniają go w szerszym zakresie bez większego nadzoru. W Stanach Zjednoczonych Urząd Żywności i Leków zaaprobował w tym miesiącu sprzedaż "Plan B One-Step" bez recepty osobom w wieku od 17 roku życia.

czwartek, 30 lipca 2009

Wywiad z Rocco Butiglione


Dziś rano znalazłem w internecie wywiad z Rocco Butiglione, przeprowadzony przez "Friday Fax", internetowe "czasopismo" wydawane przez C-FAM Catholic Family & Human Rights Institute. Zaciekawił mnie i w napadzie twórczym postanowiłem go przetłumaczyć i udostępnić w języku polskim. Przepraszam za wszelkie niedoskonałości tłumaczenia, ale robiłem je na szybko. Oczywiście, można przeczytać ten wywiad w oryginale...

Friday Fax: Pana ostatnie wypowiedzi na temat aborcji wywołały wiele zainteresowania…

Rocco Butiglione: Rzeczywiście, zrobił się bałagan! Uporządkujmy to…

FF: Dobrze. Mówi się, że dzięki Panu przeszła przez włoski parlament 15 czerwca 2009 inicjatywa w kwestii przymusowej aborcji. Czy może Pan wyjaśnić o co w niej chodziło i jakie ma znaczenie?

RB: Proszę mi najpierw pozwolić powiedzieć kilka słów odnośnie życia nienarodzonego jako pewne tło. We Włoszech mieliśmy w 1981 roku referendum, i my, obrońcy życia, przegraliśmy 68 do 32%. To była ogromna porażka. Musi Pan zrozumieć, że sytuacja we Włoszech była zupełnie inna niż w USA. W Stanach Zjednoczonych aborcja została narzucona Amerykanom przez wyrok Sądu Najwyższego Roe vs. Wade. Ludzie nigdy nie głosowali za aborcją. We Włoszech ludzie wybrali aborcję w sposób wolny – ogromna porażka w sprawie życia.W następnych latach mieliśmy ogromne zmaganie i sytuacja się poprawiła. Papież Jan Paweł II miał wielki wpływ na kulturę. Mieliśmy referendum w sprawach bioetycznych kilka lat temu, dotyczące badań na embrionach, i wygraliśmy, choć nikt się tego nie spodziewał – tak naprawdę to nie my wygraliśmy, ale Duch Święty! Teraz wiemy jednak, że jeśli byłoby kolejne referendum w sprawie aborcji, moglibyśmy przegrać. Nie tak bardzo jak w 1981 roku, ale jednak przegrać.Z drugiej strony, chociaż nie ma większości opowiadającej się za zakazem aborcji we Włoszech, jest większość, która uważa, że aborcji jest zbyt wiele, i że coś powinno się uczynić dla jej ograniczenia.Podjęliśmy kilka inicjatyw. Jedna z nich dotyczy tego, jak późno można dokonać aborcji. Chociaż od strony filozoficznej wiemy, że embrion jest człowiekiem, nie ma zgody w kwestii zakazu aborcji we wczesnych stadiach ciąży. Ale ludzie uważają, że aborcja płodu starszego niż 20 tygodni jest nieakceptowana. Chcemy więc uchwalić zakaz aborcji po 20 tygodniu ciąży.Chcemy też wprowadzić w życie elementy istniejącego prawa, które mają znaczenie dla przeciwdziałania aborcji.

FF: A to, co się działo 15 czerwca w parlamencie?

RB: To było tło dla inicjatywy, która przeszła w parlamencie 15 czerwca. Będziemy dążyć do uchwalenia przez Zgromadzenie Ogólne ONZ rezolucji zakazującej aborcji jako instrumentu kontroli demograficznej. To ciąg dalszy walki Stolicy Apostolskiej na Międzynarodowej Konferencji Demograficznej w Kairze w 1994 i Pekińskiej Konferencji Kobiet w 1995.W niektórych częściach świata, szczególnie w Chinach, aborcja jest przymusowa i trzeba mieć pozwolenie na drugie dziecko. Ale także w innych częściach Azji, w Afryce, a nawet w Ameryce Łacińskiej, widzimy szantażowane matki. Programy, które mówią: „Day wam chleb, ale tylko jeśli zaakceptujecie aborcję”. I widzimy, że robią to agendy ONZ, które finansują te programy.Powstał więc pomysł, by dążyć do uchwalenia rezolucji ONZ zakazującej przymusowej aborcji. Toaka rezolucja powinna zjednoczyć zwolenników „pro-choice” i „pro-life”. To, co się dzieje w Chinach jest zarówno przeciwko wolnemu wyborowi jak i dziecku. Matka chce bronić życia dziecka, ale wolność wyboru jest zniszczona, tak jak życie dziecka.Więc spróbowaliśmy uchwalić rezolucję w parlamencie włoskim i wbrew wszelkim oczekiwaniom – udało się.

FF: Osiągnęliście consensus?

RB: W większości, zwolennicy „pro-choice” nie głosowali za naszą propozycją, chociaż niektórzy tak. Ale nie głosowali przeciwko nam. Większość się wstrzymała, co nie jest złe.A teraz rozpoczynamy światową kampanię, by wprowadzić tę inicjatywę na Zgromadzenie Ogólne ONZ. By to osiągnąć, chcemy zjednoczyć zwolenników wyboru i obrońców życia – chociaż, by być tu klarownym – nikt nie rezygnuje z wyznawanych zasad. Obie strony będą nadal walczyć ze sobą w innych kwestiach, ale przynajmniej w tej jednej będziemy zjednoczeni.

FF: Wspomniał Pan światową kampanię. Może Pan wyjaśnić, czego spodziewa się Pan w Parlamencie Europejskim, gdzie Carlo Casini wystąpił z podobną inicjatywą?

RB: Pracujemy w tej chwili nad projektem w Parlamencie Europejskim, pod przewodnictwem Carlo Casiniego, z udziałem Magdi Cristiano Allam. Także w Radzie Europy, gdzie prym wiedzie Luca Volontè, członek mojej partii. Byłem już w Polsce szukając poparcia społecznego i planuję podróże po całej Europie. Będziemy też szukać przynajmniej życzliwej neutralności Stanów Zjednoczonych.

FF: mówiąc o USA, co Pan osiągnie?

RB: Sam jeszcze nie wiem. Wiemy, że potrzebny jest pozytywny kontakt z administracją Obamy. Obama obiecał Ojcu świętemu, że coś zrobi dla redukcji aborcji.Z drugiej strony, wiem, że jest walka o życie w USA i nie chcę w żaden sposób zaszkodzić obrońcom życia w ich zmaganiu. Chcę z nimi rozmawiać i uzyskać ich poparcie. Chcę także zapewnić obrońców życia, że nie poddamy się w walce o życie choćby jednego dziecka. Nie poddajemy się, nie dokonujemy kompromisu, akceptując zabójstwo niektórych nienarodzonych dzieci, w zamian za ocalenie innych. Tego nie robimy, i nie odwracamy się od naszych zasad.

FF: Kiedy Pan przyjedzie do USA?

RB: Jeszcze nie wiem. Spotkam się w sierpniu we Włoszech z grupą przyjaciół, w tym z byłą ambasador USA przy Stolicy Świętej Mary Ann Glendon, i przedyskutujemy, jakie rozwiązanie jest najlepsze.

FF: Naprawdę jest możliwe jakieś porozumienie?

RB: Jest tylko niewielki obszar, w którym zwolennicy wolności wyboru i obrońcy życia mogą się zjednoczyć we wspólnej walce – tam, gdzie wolność kobiety jest zniszczona, podobnie jak życie dziecka. Nie sądzę, bym musiał prawdziwych zwolenników „pro-choice” jakoś przekupywać, by ich skłonić do wspólnej z nami walki. Jeśli rzeczywiście, jak twierdzą, są nie za aborcją, ale za wolnością wyboru, mają szansę by to udowodnić dołączywszy do nas.Jeśli nie, to znaczy, że nie są zwolennikami wolności wyboru ale ale zwolennikami aborcji. Lubią aborcję. Nie uważają, by ludzkie życie należało wspierać, ale że trzeba zmniejszyć rozmiary ludzkiej populacji wszelkimi dostępnymi metodami.Ta inicjatywa zmusza także ludzi do jednoznacznego opowiedzenia się po którejś ze stron. Dotąd określenie „pro-choice” mogło być przykrywką narodowosocjalistycznej ideologii „etyki łodzi ratunkowej”: Ponieważ jest zbyt wielu ludzi na ziemi, każdy środek redukujący populację można zaakceptować. Widzimy, że w krajach trzeciego świata aborcja jest znacznie bardziej okrutna i znacznie szerzej obecna, niż w krajach Zachodu.Tak więc teraz można będzie zobaczyć, czy jest szansa na jakieś porozumienie.

FF: Jak Pan wie, niektórzy obrońcy życia wyrazili obawy odnośnie do tego poszukiwania wspólnej płaszczyzny, jakoby mogło to być argumentem w dłoniach tych, którzy chcą podzielić ruch obrońców życia.

RB: Tak, popełniłem bluźnierstwo!

FF: Co Pan sądzi o tych niepokojach?

RB: Sądzę: „Dlaczego nie?” Mogę zrozumieć sprzeciw wobec kompromisu, gdzie jedni twierdzą, że aborcja jest zła, a inni, że jest dobra. Nie akceptuję tego w żadnym razie. Ale też tego nie robimy.To, o co chodzi, odnosi się do pewnej grupy aborcji – i tylko do niej – w tej kwestii obie strony będą zjednoczone w potępieniu ich jako złych. W odniesieniu do innych aborcji, nadal będziemy twierdzić, że są one złe, podczas gdy druga strona będzie mówić, że można je zaakceptować. Spieraliśmy się w przeszłości i będziemy to robić nadal.Ostatecznie, uważam, że nasza pozycja w krajach Zachodu uległa wzmocnieniu poprzez inicjatywę potępiającą wymuszoną aborcję, ponieważ w sposób jasny pokazała, iż płód nie jest częścią ciała kobiety, a także jednoznacznie pokazała, że aborcja jest złem moralnym. Nie jest ścigana, ale jest złem moralnym. W tym sensie, to wszystko wzmocniło naszą pozycję, chociaż od strony prawnej nic się nie zmieniło.

FF: Myśli Pan, że było „błędem” bronić życia nienarodzonego dziecka, nawet ta, gdzie matka chce dokonać aborcji, jak to doniosły środki przekazu?

RB: W tym jednym punkcie przekręcono moją wypowiedź, a raczej wyrwano ja z kontekstu, co zaowocowało błędnym wrażeniem. Powiedziałem, że należy bronić życia dziecka, nawet wbrew matce. Należy to robić, choć to bardzo trudne, być może niemożliwe. Musimy bronić prawa dziecka, ale także wzmacniać wolność matki, dając alternatywy kobietom, i wierząc, że im bardziej kobieta będzie wolna, tym mniej prawdopodobnym będzie akceptacja śmierci jej dziecka.

FF: Ale czy było „błędem” sprzeciwić się depenalizacji aborcji?

RB: Moje stanowisko uproszczono. Nie powiedziałem, że źle jest szukać obrony prawa dziecka przez użycie kodeksu karnego. Tego nie powiedziałem. Życie dziecka powinno być bronione na wszelki możliwy sposób. Czy łącznie z prawem karnym? Oczywiście, że tak – tam gdzie jest to możliwe. Ale nie jest to możliwe w dzisiejszych Włoszech, tak więc musimy polegać na innych środkach. Musimy zdać sobie sprawę, że nie ma zgody na całkowity zakaz aborcji.Inną sprawą jest, że zbyt mocno polegaliśmy w przeszłości na sankcjach karnych. To tylko jeden z elementów strategii obrony życia, ale nie element jedyny. I powtarzam, jeśli nie usuniemy przyczyn prowadzących tak wiele kobiet do aborcji, nie wygramy naszej bitwy przeciw aborcji. Nie wygramy naszej bitwy z aborcją opierając się tylko na sankcjach karnych.

FF: Co by Pan powiedział liderom politycznym z innych krajów, zwłaszcza z obu Ameryk, gdzie istnieje ogromny nacisk z agend ONZ, organizacji pozarządowych, by dokonać całkowitej depenalizacji aborcji. Ostatnio widzieliśmy, jak Amnesty International zaatakowała Nikaraguę za prawa chroniące życie…

RB: Powiedziałbym im Brońcie prawa przeciwnego aborcji i natychmiast uzupełniajcie je prawem broniącym macierzyństwa. W przeciwnym razie prędzej czy później nacisk będzie tak silny, że Was pokona. Jeśli jednak uzupełnicie je dobrym prawem dla matek, uda się Wam te prawa zachować. Nie można wsparcia matek przeciwstawiać prawno karnej ochronie życia dziecka. To są dwie części jednej strategii broniącej życia. Zawsze lepiej jest mieć dwie nogi. Oczywiście, jeśli ktoś ma tylko jedną nogę, musi się nauczyć chodzić z tą jedną. Nie jest to niemożliwe, ale też nie jest łatwe.

FF: Ale nawet jeśli odpowie się na potrzeby matek, czy to powstrzyma drugą stronę przed naciskiem w kierunku legalizacji aborcji? Przecież w Nikaragui, gdzie prawo chroniące życie nienarodzone zostało wzmocnione, zgodnie ze statystykami Ministerstwa Zdrowia odsetek śmiertelności wśród matek się zmniejszył. Tym niemniej ogromna presja jest wywierana na organy legislacyjne w kierunku depenalizacji aborcji.

RB: W pewnym stopniu zawsze będzie się atakowanym, ponieważ istnieje lobby proaborcyjne, które nie jest zainteresowane wyborem kobiet, które w gruncie rzeczy w ogóle nie jest zainteresowane kobietami. To ludzie fanatycznie przekonani, że światowa populacja powinna zostać zmniejszona wszelkimi dostępnymi metodami. Jeśli mogliby tego dokonać poprzez rzeź niemowląt, zgodziliby się i NATO. Zawsze trzeba być przygotowanym na atak.Trzeba jednocześnie myśleć pozytywnie. Każdy naród musi opracować strategię obrony życia, odpowiednią do potrzeb tego narodu. Nie stawiamy Włoch jako wzorca, bo wiemy, że nawet jeśli dana strategia może odnieść we Włoszech sukces, oparta jest na roztropnym osądzie dzisiejszej sytuacji politycznej w naszym kraju. Jutro sytuacja może się zmienić, tak samo mogą zaistnieć różnice pomiędzy różnymi krajami. Trzeba nam zrozumieć, że sposób, w jaki toczymy bitwę o życie musimy dostosować do różnorodnych kultur i sytuacji społeczno-politycznych. We Włoszech, mamy nadzieję za 10-15 lat będziemy mieli większość „pro-life”, której nie mamy dziś – jeśli dziś podejmiemy dobre decyzje.Tak więc, jeśli ktoś żyje w kraju, gdzie większość jest „pro-life”, przyjmie jedną strategię. Tam, gdzie się jest w mniejszości – trzeba zawierać sojusze.Ideałem jest mieć ochronę prawną życia dziecka i dobre prawo dla matek.

FF: Biorąc pod uwagę różnice w każdym kraju, czy ma sens budowanie sieci powiązań w celu „redukcji ilości aborcji”, skoro może to podciąć wysiłki obrony życia w niektórych krajach?

RB: Oczywiście, że potrzebujemy takiej sieci powiązań, chociaż to, co robimy w jej ramach może się różnić w poszczególnych krajach. Kiedy mówię o sieci powiązań, myślę o wysiłkach w celu zbudowania koalicji w Kairze i Pekinie, gdzie trzeba mieć sojuszników, by skutecznie walczyć na poziomie globalnym. Tak więc walczymy o życie na dwóch poziomach – lokalnie i globalnie. Z jednej strony trzeba opracować lokalną strategię, ale z drugiej trzeba pamiętać, że kwestia aborcji dotyczy całej ludzkości.

FF: Zmarły Jan Paweł II był Pana bliskim przyjacielem. Czy kiedykolwiek rozmawialiście o napięciu pomiędzy pragmatyzmem a zasadami w budowaniu Kultury Życia?

RB: Oczywiście. Nigdy nie wolno popierać stanowiska, która jest wewnętrznie niegodziwa. Nie wolno wspierać projektu prawa, które poświęca życie choćby jednego dziecka. Można poprzeć projekt, który chroni życie niektórych dzieci, nawet jeśli ta ochrona nie obejmuje wszystkich. Ocala się tych, które można ocalić, a jednocześnie nie wyraża się zgody na śmierć tych, których ocalić nie sposób. W naszej włoskiej sytuacji można podać konkretny przykład. Niektórzy przedstawiciele „pro-choice” byli gotowi głosować za uchwałą, jeśli byśmy ogłosili, że potępiamy przymusowe aborcje, ale popieramy dobrowolne. Odpowiedzieliśmy: nie możemy. I oni nie poparli projektu, a tylko się wstrzymali.

FF: Wracając do pytania o płaszczyznę porozumienia z administracją Obamy, czy uważa Pan, że zrobił wystarczająco wiele, by uspokoić obawy obrońców życia w USA, że ich Pan nie porzuci?

RB: Trzeba powiedzieć jasno, bo łatwo jest w prasie złamać jedność ruchu obrony życia, że oczywiście, chcę być w stanie w przyjazny sposób rozmawiać z administracją Obamy – wiem, że jest to bluźnierstwo dla wielu zwolenników „pro-life” w USA! Ale z drugiej strony chcę być dobrze przez amerykańskich obrońców życia zrozumiany i nie chcę burzyć łączącej nas jedności.Obrońcy życia w Ameryce powinni zrozumieć, że jako obywatele USA mogą mówić w sposób wolny w swoim kraju, i mogą powiedzieć rzeczy, których obcokrajowiec powiedzieć nie morze, zwłaszcza obcokrajowiec, który będąc politykiem w innym kraju, chce uzyskać poparcie rządu Stanów Zjednoczonych dla ważnej inicjatywy „pro-life” w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ.

FF: Jak rozumiem, nie chce Pan odpowiedzieć na pytanie, czy wierzy Pan, czy Prezydent Obama rzeczywiście chce zredukować liczbę aborcji…

RB: Mogę odpowiedzieć następująco: mogę tylko mieć taką nadzieję.

poniedziałek, 27 lipca 2009

Stary dobry Rubik

Wiem, że Rubik nie ma w Polsce dobrej prasy, ale ja go lubię. Nadal mi żal rozpadu teamu z Książkiem, ale muzyka została i ma się dobrze. Tak przynajmniej zapowiada się nowy album Santo Subito - Cantobiografia Jana Pawła II. I nie obchodzi mnie, że malkontenci będą gadać. Zawsze gadają. W Polsce ludziom zawsze się rzuca kłody pod nogi albo wiatrem po oczach dmucha (najlepiej z piaskiem). Ta piosenka bardzo mi się podoba. Zwykłością, pogodą melodii i ładnym tekstem Jacka Cygana.

niedziela, 19 lipca 2009

Proces

Dostałem maila o pewnym procesie. Karnym, choć z prywatnego oskarżenia. A tak naprawdę jest to kolejny atak na chrześcijan i wszystkich, którzy bronią życia nienarodzonych dzieci. Poszło o zdanie, w którym Janna Najfeld mówi, iż Wanda Nowicka jest na liście płac międzynarodowego koncernu promującego antykoncepcję i aborcję (chodzi zapewne o Planned Parenthood, choć nazwa nie pada). Zresztą, posłuchajcie sami...




Były podobne ataki, oskarżenia i procesy sądowe, kierowane wobec organizatorów wystaw, ukazujących prawdziwe oblicze aborcji. Trudno oczekiwać, by coś w tym względzie się miało zmienić. Natomiast świadków Ewangelii Życia trzeba bronić z całą mocą, zarówno w sferze duchowej - modlitwą - jak i społecznej. Nie wolno zabijać dzieci!

Zapraszam zatem wszystkich na stronę procesu p. Joanny Najfeld. Trzeba jej pomóc.

sobota, 18 lipca 2009

Dlaczego odchodzą?

Od jakiegoś czasu temat wraca w różnych wersjach. Temat odejścia. Odejście z partii. Koniec przyjaźni. Rozwód. Odejście z kapłaństwa. Odejście z Kościoła. Człowiek odchodzi zamykając za sobą drzwi do wszystkiego, co stanowiło jego życie, co było nim, co budowało jego tożsamość...
Budowało? Może odchodzi właśnie dlatego, że nie budowało. Może właśnie się zorientował, że nie jest na swoim miejscu i idzie dalej, by to swoje miejsce odnaleźć...
Chyba jednak nie. Odchodzi, bo zrezygnował z troski o budowanie domu. Odchodzi, porzucając siebie, bo wydaje mu się - jest o tym przekonany - że nic go z tym dawnym "ja" nie łączy. Ciekawe tylko, że tak często wspomnienie przeszłości budzi agresję, wzburzenie i gniew.

Rozwód dziś stał się dla wielu par "opcją" na wypadek kryzysu. Więc kiedy kryzys przychodzi, odchodzą od siebie i nie walczą o trwanie swojej miłości. I myślę sobie, że podobnie jest ze wszystkimi innymi odejściami - przynajmniej po trochu. Że człowiek przyjmuje kryzys jako koniec (traktując to jako koniec pewnego etapu), zaś odejście jako opcję... i nie walczy o swoją wierność pierwszej miłości.

Czemu jednak odchodzi smutny, jak ów młodzieniec z ewangelii synoptycznych? Czemu w ludziach, którzy uznali, "że to koniec", jest tyle agresji? Może to stąd, że w głębi serca wie, iż powinno być inaczej?

czwartek, 2 lipca 2009

Etyczna nieodpowiedzialność - odpowiedzialna nieetyczność



"General Electric" właśnie ogłosił rozpoczęcie badań toksykologicznych z wykorzystaniem embrionalnych komórek macierzystych, uzyskanych dzięki współpracy z "Geron Corporation". Argumentacja była prosta: Tak będzie taniej i szybciej, bo łatwiej sprawdzić szkodliwość i efekty uboczne leków wykorzystując ludzki materiał biologiczny, niż badając reakcje szczurów, myszy i małp na podawane specyfiki. Zdumiewa jednak fragment oświadczenia odnoszący się do kwestii etyczności decyzji:



"We acknowledge the considerable debate and take very seriously the ethical and societal issues associated with research using stem cells derived from embryonic or fetal tissue."


Wiemy o znaczącej debacie i bardzo poważnie traktujemy etyczne i społeczne kwestie związane z badaniami naukowymi z użyciem komórek macierzystych pozyskanych z embrionalnych i płodowych tkanek.




"We conduct our research in an ethically and scientifically responsible manner,"



Prowadzimy nasze badania w etycznie i naukowo odpowiedzialny sposób.




Decyzja koncernów „General Electric” i „Geron Corporation” musi budzić niepokój, nie tylko ze względu na konsekwencje, to znaczy wykorzystywanie embrionalnych komórek macierzystych. Ich pozyskanie zawsze wiąże się ze zniszczeniem ludzkiego życia, czyli mówiąc wprost – z zabijaniem nienarodzonych dzieci w bardzo wczesnej (5-8 dniowej) fazie rozwoju.


Równie niepokojąca jest dla mnie wymowa oświadczenia, jakie GE wydał w związku z tą decyzją. Jeśli bowiem stwierdza się, że osoby odpowiedzialne za rozpoczęcie badań zdają sobie sprawę z zarzutu niszczenia ludzkiego życia, a jednocześnie twierdzą, iż działania koncernu spełniają kryteria etyczne, trzeba jednoznacznie powiedzieć, iż owe kryteria de facto nie istnieją. Argumenty przemawiające za wykorzystaniem ludzkiego materiału biologicznego – oto do jakiego poziomu zostaje sprowadzony człowiek – mają charakter pragmatyczny i finansowy: tak będzie szybciej i taniej. Rodzi się pytanie, dlaczego zatem nie wykorzystywać ludzi już narodzonych? Od strony etycznej nie będzie to zbyt wielka różnica!


Chciałbym zatem przypomnieć, że podobną logikę stosował dr Mengele, nazistowski lekarz wykorzystujący więźniów obozów koncentracyjnych. Dziś tymi więźniami są dzieci, powołane do istnienia w laboratoriach i w tych laboratoriach pozbawione prawa do życia. Nie ma znaczenia, co badacz chce osiągnąć, czy też na ile poważnie mówi o odpowiedzialności etycznej. Subiektywne przekonanie co do etyczności podjętych decyzji, albo o poważnym traktowaniu etycznego wymiaru ludzkiego życia ma znaczenie jedyne drugorzędne, gdyż pierwszorzędnym źródłem moralnoci czynu jest jego wewnętrzna celowość. Innymi słowy o tym, czy dane działanie jest dobre, czy też nie, w pierwszym rzędzie decyduje prawda: coś jest dobre samo w sobie, albo nie jest. Dobra intencja czy inne okoliczności oczywiscie wpływają na ocenę moralną, ale wtórnie. Zresztą, jak mówi stare przysłowie: "Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.


Jaka jest zatem wewnętrzna prawda decyzji GE? Ano taka, (po pierwsze) że nienarodzone dziecko jest dla koncernu mniej warte niż szczury laboratoryjne, (po drugie) że pieniądze są ważniejsze niż ludzkie życie i (po trzecie) że wartości moralne mogą być przedmiotem debat, ale nie mogą wpływać na rachunek ekonomiczny. Kiedy zatem szefowie GE mówią o odpowiedzialnym podejściu do prolemu, muszę stwierdzić, że w moim przekonaniu używają słów, których znaczenia nie rozumieją. Nie rozumieją ani terminu "etyka", ani terminu "odpowiedzialność". I dlatego zapewne postępują nieetycznie i nieodpowiedzialnie. Co nie zmienia faktu, że etycznie ponoszą za swoje decyzje pełną odpowiedzialność.

niedziela, 28 czerwca 2009

Król i Madonna

Różnie się pisze o gwiazdach i gwiazdeczkach. Nazywa się ich królami (Rock-an-Rolla na przykład: Elvis Presley) i królowymi (tu mi żadne imię nie przychodzi do głowy, a raczej przychodzi ich tyle, że żadne już nie jest zbyt wiarygodne). Słowem, idole sceny muzyki rozrywkowej łatwo zajmują tron, i łatwo z niego spadają. Pamiętam upadek kariery Whitney Houston, przez lata walczącej o świat bez narkotyków, a potem uwikłanej w nie bez pamięci (swoją drogą, mam nadzieję, że come back się powiedzie).

Ostatnie dni naznaczone są z jednej strony śmiercią Michaela Jacksona – postaci niewątpliwie tragicznej, a z drugiej przygotowaniami do koncertu Madonny, czyli Madonny Louisy Ciccone w Polsce. Przygotowują się fani, przygotowują się organizatorzy i przygotowują się ci, którym ten koncert się nie podoba. Nie podoba się i mnie ze względu na czas i na sposób, w jaki jest reklamowany.

Śmierć Jacksona i koncert Madonny... Co je łączy? Przynajmniej w niektórych przekazach medialnych łączy je miejsce, jakie zajmowali i zajmują w życiu – miejsce idola, bożka – czy jak to drzewiej się mawiało: bałwana. I temu bałwanowi ludzie się kłaniają, biją mu pokłony, a on zazdrośnie strzeże miejsca, które zajął a które mu się wcale nie należy. To miejsce Boga, Jedynego, Który Daje Życie. Kiedy przed Apostołami ktoś padał na twarz, ci mówili: wstań, jestem tylko człowiekiem.

Kiedy aniołowi ktoś chciał złożyć ofiarę – ten nakazywał, by składać ją tylko samemu Bogu. Bo sługa Pana zna swoje miejsce i nie uzurpuje sobie prawa do tronu. A bożki, idole i bałwany chętnie tam wlazują, a potem zazdrośnie strzegą swego stanu posiadania, przynajmniej do czasu, gdy okazuje się, że król jest nagi i bożek nie ma mocy zbawiania świata.