sobota, 28 czerwca 2008

Z powrotem w kraju

Ojciec Święty Benedykt XVI mianował biskupa Józefa WRÓBLA SCJ, dotychczasowego biskupa Helsinek, biskupem pomocniczym Archidiecezji Lubelskiej, przydzielając mu stolicę tytularną Suas.


+Józef Kowalczyk

Nuncjusz Apostolski w Polsce

Warszawa, 28 czerwca 2008 r.


* * *

Muszę powiedzieć, że się bardzo cieszę - Biskup jest kapitalnym bioetykiem, bardzo potrzebnym w naszym kraju, na naszej uczelni.

piątek, 27 czerwca 2008

Prawda wyznacza granice dobra

Poniższy tekst jest zapisem tekstu mojej wypowiedzi dla "Naszego Dziennika", opublikowanej 27 czerwca 2008.

ND: Czy katolik decydujący się na przyjęcie urzędu państwowego jest zobowiązany do zachowania przepisów prawa niezgodnych z wiarą katolicką?

PK: Przyjęcie propozycji pracy w administracji państwowej (lub samorządowej) nakłada na każdego obywatela szczególny obowiązek postępowania zgodnie z prawem obowiązującym w kraju. Zazwyczaj, obowiązek ów nie stanowi sam w sobie problemu moralnego, poza szczególnym zobowiązaniem do troski o dobro wspólne. Bywają jednak sytuacje, w których prawo domaga się działań wewnętrznie niegodziwych.
Zgodnie z nauczaniem Kościoła, ukazanym między innymi w encyklice „Evangelium vitae”, "W przypadku prawa wewnętrznie niesprawiedliwego, jakim jest prawo dopuszczające przerywanie ciąży i eutanazję, nie wolno się nigdy do niego stosować 'ani uczestniczyć w kształtowaniu opinii publicznej przychylnej takiemu prawu, ani też okazywać mu poparcia w głosowaniu'" (por. EV 73). Jan Paweł II nie pozostawia w tym względzie miejsca na wyjątki. Nie można zatem stawiać prawa cywilnego przed czy ponad prawem moralnym. Niegodziwości, choćby zatwierdzone zostały jako obowiązujące i legalne, nie przestają być niegodziwościami.

ND: Co powinien zrobić katolik na stanowisku, w sytuacji kiedy musi dokonać wyboru, między ewangelią życia, a przestrzeganiem litery prawa?

PK: Prof. Jacek Hołówka podczas programu „Między sklepami” Szymona Hołowni powiedział, że etyka jest nauką miękką. Wypowiedzi Benedykta XVI z jego ostatniej pielgrzymki do Stanów Zjednoczonych pokazują, że jest dokładnie odwrotnie. Etyka jest nauką twardą, ponieważ prawda wyznacza granice tego co dobre. Innymi słowy, normy etyczne mają charakter jednoznaczny i zobowiązujący, niezależnie od tego, czy danemu człowiekowi to odpowiada, czy też nie. Wspólnota z Kościołem katolickim oznacza przyjęcie właśnie takiego spojrzenia na prawdę o człowieku i o świecie, o tym co dobre i co złe. Nie wystarczy się deklarować, jako członek wspólnoty, trzeba żyć tak jak dyktują normy tej wspólnoty. Konsekwentnie, odnosząc się do omawianej sytuacji, lekarz-katolik odmawiając dokonania aborcji ze względu na sprzeciw sumienia powinien złamać prawo i nie wskazywać innego lekarza czy placówki, w których aborcja miałaby być wykonana. Prokurator-katolik nie może wydać zaświadczenia, o którym wie, że ma być podstawą do dokonania aborcji. I konsekwentnie, Minister Zdrowia – jeśli jest katolikiem - nie może wyznaczyć szpitala, w którym ma być dokonana aborcja. Jeżeli za takim sprzeciwem wobec niemoralnego prawa mają pójść konsekwencje cywilne, a nawet karne – cóż, taka jest cena bycia świadkiem Chrystusa. Jeśli zatem lekarz ma stracić z tego powodu pracę – warto pamiętać, że właśnie z powodu sprzeciwu wobec prawa nakazującego uczestnictwo w aborcji wielu lekarzy przed 1989 rokiem straciło możliwość wykonywania zawodu. Analogiczny wymóg dotyczy prokuratora i innych urzędników państwowych.

ND: O jakiej podstawowej zasadzie moralnej musi przede wszystkim pamiętać katolicki polityk?

PK: Pierwszą zasadą, która obowiązuje katolika, chrześcijanina, jest wierność Chrystusowi. Nie ma znaczenia, w jakim zawodzie pracuje. Kilka lat temu Jan Paweł II wezwał katolickich prawników całego świata, by nie uczestniczyli w rozprawach rozwodowych (ani jako adwokaci, ani jako sędziowie). Kiedy indziej wezwał pracowników poradni rodzinnych w Niemczech, by nie wydawali zaświadczeń o konsultacjach, które mogłyby być wykorzystane – zgodnie z obowiązującym tam prawem – do przeprowadzenia aborcji. Wiara musi pozostawać jednoznaczna w swoich wymaganiach, w znakach dawanego świadectwa.
Tu jeszcze jedna uwaga. We wspomnianej encyklice „Evangeium vitae” Jan Paweł II przytacza szczególną sytuację, w której wolno zgodzić się na kompromis. „Szczególny problem sumienia mógłby powstać w przypadku, w którym głosowanie w parlamencie miałoby zdecydować o wprowadzeniu prawa bardziej restryktywnego, to znaczy zmierzającego do ograniczenia liczby legalnych aborcji, a stanowiącego alternatywę dla prawa bardziej permisywnego, już obowiązującego lub poddanego głosowaniu. […] W omawianej tu sytuacji, jeśli nie byłoby możliwe odrzucenie lub całkowite zniesienie ustawy o przerywaniu ciąży, parlamentarzysta, którego osobisty absolutny sprzeciw wobec przerywania ciąży byłby jasny i znany wszystkim, postąpiłby słusznie, udzielając swego poparcia propozycjom, których celem jest ograniczenie szkodliwości takiej ustawy i zmierzających w ten sposób do zmniejszenia jej negatywnych skutków na płaszczyźnie kultury i moralności publicznej. Tak postępując bowiem, nie współdziała się w sposób niedozwolony w uchwalaniu niesprawiedliwego prawa, ale raczej podejmuje się słuszną i godziwą próbę ograniczenia jego szkodliwych aspektów” (EV 73). Proszę zwrócić uwagę, że chodzi o ograniczenie liberalnego prawa (komentatorzy są zgodni, że był to papieski komentarz do zmagań nad polską ustawą aborcyjną), które już jest, nie zaś o zgodę na poświęcenie kogokolwiek. Nie można zatem tego wyjątku ustawiać jako kompromisu, który ma być końcem wysiłków w kierunku ochrony życia, ale jedynie pierwszym w tę stronę krokiem. Dramatem jest, że nasi politycy, nierzadko deklarujący otwarcie swój katolicyzm, uważają, że kompromis z 1993 roku ma charakter ostateczny, zaś wymienione w ustawie wyjątki są moralnie akceptowalne. Otóż nie są! Zgoda na ich pozostawienie w ustawie wynikała z niemożności przeforsowania (w ówczesnym układzie politycznym) całkowitej ochrony życia nienarodzonych dzieci. Zawartego kompromisu prawnego w żadnym jednak razie nie można utożsamiać z kompromisem moralnym, gdyż na taki w Kościele, w sumieniu prawdziwie chrześcijańskim zgody nie ma i być nie może.

[Rozmawiała Małgorzata Bochenek]

niedziela, 22 czerwca 2008

Pani minister

Na stronach forum Frondy, znanej, konserwatywnej i zawsze trochę występującej przed szereg witryny pojawiła się inicjatywa pisania listów do biskupa radomskiego Zygmunta Zimowskiego o "podejrzeniu popełnienia przestępstwa aborcji przez p. min. Ewę Kopacz w rozumieniu kan. 1398" i - w wypadku potwierdzenia zarzutów - ogłoszenia wobec niej ekskomuniki.

Trzeba tu przypomnieć kilka kwestii.
Po pierwsze, ekskomunika związana z popełnieniem grzechu aborcji nie jest deklarowana, lecz należy do kar latae sententiae, a więc zaciąganych na mocy zaistniałych faktów. Takich wypadków Kodeks Prawa Kanonicznego przewiduje kilka, z różnym stopniem zastrzeżenia instancji mogącej karę zdjąć.
Po drugie, inicjatywa ma znamiona swoistej nagonki - czy może lepiej: presji - na biskupa, który "powinien wyciągnąć konsekwencje"wobec niewiernych wiernych. Opinia publiczna niemal nigdy nie jest sprawiedliwym sędzią i obawiam się, że także w tym wypadku - mimo najlepszych zapewne intencji pomysłodawców - inicjatywa więcej przyniesie szkody niż pożytku. Zresztą, jakoś mi się dziwnie nieprzyjemnie kojarzy ta inicjatywa z innymi doniesieniami o podejrzeniu popełnieniu przestępstwa, doniesieniami, których było ostatnio aż nadto.
Po trzecie, zgodnie z zasadą interpretacji prawa, którą od lat przypomina znajomy sędziwy kanonista, kary i zakazy interpretuje się wąsko, zaś przywileje interpretuje się szeroko. W tym wypadku należałoby poważnie sprawdzić, na ile działanie p. Minister miało znamiona czynnego, bezpośredniego współudziału w grzechu aborcji dokonanej przez inną osobę.

Z drugiej strony, niezależnie od tego, czy i na ile p. Minister współdziałała w aborcji, należy przypomnieć podstawową zasadę moralną: prawo wewnętrznie niegodziwe nie ma żadnej mocy wiążącej. Takim przepisem jest zalegalizowanie aborcji w jakimkolwiek wypadku i zmuszanie lekarza odmawiającego dokonania aborcji do wskazania innego lekarza lub ośrodka, który aborcji dokona. Wydaje się, że takim wewnętrznie niegodziwym prawem jest również zapis obligujący Ministra Zdrowia do wyznaczenia placówki, która dokona aborcji, na którą wydała zgodę prokuratura.

Konsekwentnie, jeśli trzymać się standardów moralnych:
Lekarz-katolik odmawiając dokonania aborcji ze względu na sprzeciw sumienia powinien złamać prawo i nie wskazywać innego lekarza czy placówki.
Prokurator-katolik nie może wydać zaświadczenia, które ma być podstawą do dokonania aborcji.
Minister Zdrowia - katolik - nie może wyznaczyć szpitala, w którym ma być dokonana aborcja.

Każdy z tych sprzeciwów oznacza złamanie prawa obowiązującego w Polsce. Prawa niegodziwego, ale istniejącego. Złamanie tych przepisów pociąga za sobą konkretne konsekwencje cywilne i karne. I chrześcijanin stoi wobec dylematu, czy poddać się niegodziwemu prawu, by chronić własną wolność, własne bezpieczeństwo, czy też sprzeciwić się niegodziwości i zostać za to ukaranym. Kiedyś ludzie wierzący wybierali śmierć by uniknąć grzechu...

Ale p. Minister szpital wyznaczyła i w dodatku - jak sama mówi - nie czuje się winna czemukolwiek. Zapomina, że legalność aborcji nie zmienia faktu, że dochodzi do zabójstwa niewinnej istoty ludzkiej.
Co miała zrobić min. Ewa Kopacz? W moim przekonaniu, jeśli chciała pozostać wierną Ewangelii życia, powinna była odmówić wypełnienia nakazu niegodziwego prawa i ewentualnie złożyć dymisję. Nie zrobiła tego, dlatego jej deklaracja wspólnoty z Kościołem katolickim jest jakoś ...nieszczera? Ponieważ zaś jej działanie miało charakter publiczny, nie sądzę, by w jej wypadku prywatna spowiedź i pokuta wystarczyły.

A swoją drogą pozostaje pytanie, co z politykami, którzy z jednej strony deklarują swój katolicyzm a z drugiej popierają legalność - choćby w niewielkim stopniu, ale jednak - przerywania ciąży. Tym wszystkim jednak, którzy myślą, że Kościół milczy, odpowiadam od razu - Kościół w sprawie aborcji nie milczy i nie milczał. Problem w tym, że się go nie słucha...

czwartek, 19 czerwca 2008

Idziemy na wojnę...

Pan Napieralski powiedział wczoraj - cytuję za portalem Onet:

I proszę nie spłycać, nie trywializować i krzyczeć, że to atak na kościół. Zupełnie nie. Kościół ma bardzo ważną rolę do odegrania w życiu społecznym. I niech umacnia wiernych w wierze, niech szerzy tolerancję i kontynuuje mądrość Jana Pawła II. Ale czasy wypraw krzyżowych już minęły. Bezpowrotnie. W rozdziale państwa od kościoła chodzi o uniknięcie patologii, takich jak z 14–latką. A o tym wielcy politycy w wielkiej polityce lubią zapominać - dodaje Napieralski. [pisownia oryginalna]

Bardzo Panu dziękuję za przypomnienie, że zadaniem Kościoła w Polsce jest "kontynuować mądrość Jana Pawła II" i "umacnianie wiernych w wierze". Dokładnie to zamierzam robić. Dlatego przypomnę jedną wypowiedź Papieża - Radom, 4 czerwca 1991:

"Trzeba stwierdzić, że ludobójcze skutki ostatniej wojny zostały przygotowane całymi programami nienawiści rasowej oraz etnicznej! Programy te odrzucały moralną zasadę przykazania: „Nie zabijaj” jako absolutną i powszechnie obowiązującą. Nawiązując do obłędnych ideologii, pozostawiały one uprzywilejowanym instancjom ludzkim prawo decydowania o życiu i śmierci poszczególnych osób, a także całych grup i narodów. Na miejsce Bożego: „Nie zabijaj” postawiono ludzkie: „Wolno zabijać”, a nawet: „Trzeba zabijać”.

I oto ogromne połacie naszego kontynentu stały się grobem ludzi niewinnych, ofiar zbrodni. Korzeń zbrodni tkwi w uzurpacji przez człowieka Bożej władzy nad życiem i śmiercią człowieka. Odzywa się w tym jakieś dalekie, a przecież uporczywe echo tamtych słów, które człowiek zaakceptował od „początku” wbrew swemu Stwórcy i Ojcu. Słowa te brzmiały: „Tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło” (Rdz 3,5), to znaczy: będziecie stanowili o tym, co dobre, a co złe, wy, ludzie, tak jak Bóg, tak jak Bóg i wbrew Bogu.

Darujcie, drodzy bracia i siostry, że pójdę jeszcze dalej. Do tego cmentarzyska ofiar ludzkiego okrucieństwa w naszym stuleciu dołącza się inny jeszcze wielki cmentarz: cmentarz nienarodzonych, cmentarz bezbronnych, których twarzy nie poznała nawet własna matka, godząc się lub ulegając presji, aby zabrano im życie, zanim jeszcze się narodzą. A przecież już miały to życie, już były poczęte, rozwijały się pod sercem swych matek, nie przeczuwając śmiertelnego zagrożenia. A kiedy już to zagrożenie stało się faktem, te bezbronne istoty ludzkie usiłowały się bronić. Aparat filmowy utrwalił tę rozpaczliwą obronę nie narodzonego dziecka w łonie matki wobec agresji. Kiedyś oglądałem taki film — i do dziś dnia nie mogę się od niego uwolnić, nie mogę uwolnić się od jego pamięci. Trudno wyobrazić sobie dramat straszliwszy w swej moralnej, ludzkiej wymowie.

Korzeń dramatu — jakże bywa on rozległy i zróżnicowany. Jednakże pozostaje i tutaj ta ludzka instancja, te grupy, czasem grupy nacisku, te ciała ustawodawcze, które „legalizują” pozbawienie życia człowieka nie narodzonego. Czy jest taka ludzka instancja, czy jest taki parlament, który ma prawo zalegalizować zabójstwo niewinnej i bezbronnej ludzkiej istoty? Kto ma prawo powiedzieć: „Wolno zabijać”, nawet: „Trzeba zabijać”, tam gdzie trzeba najbardziej chronić i pomagać życiu?

Zauważmy jeszcze, że przykazanie: „Nie zabijaj” zawiera w sobie nie tylko zakaz. Ono wzywa nas do określonych postaw i zachowań pozytywnych. Nie zabijaj, ale raczej chroń życie, chroń zdrowie i szanuj godność ludzką każdego człowieka, niezależnie od jego rasy czy religii, od poziomu inteligencji, stopnia świadomości czy wieku, zdrowia czy choroby.

Nie zabijaj, ale raczej przyjmij drugiego człowieka jako dar Boży — zwłaszcza jeśli jest to twoje własne dziecko.


Nie zabijaj, ale raczej staraj się pomóc twoim bliźnim, aby z radością przyjęli swoje dziecko, które — po ludzku biorąc — uważają, że pojawiło się nie w porę.

Musimy zwiększyć równocześnie naszą społeczną troskę nie tylko o dziecko poczęte, ale również o jego rodziców, zwłaszcza o jego matkę — jeśli pojawienie się dziecka stawia ich wobec kłopotów i trudności ponad ich siły, przynajmniej tak myślą. Troska ta winna znaleźć wyraz zarówno w spontanicznych ludzkich postawach i działaniach, jak też w tworzeniu instytucjonalnych form pomocy dla tych rodziców poczętego dziecka, których sytuacja jest szczególnie trudna. Niech również parafie i klasztory włączają się w ten ruch solidarności społecznej z dzieckiem poczętym i jego rodzicami".


Tak więc Panie Napieralski - mówi Pan, że nie chce wojny z Kościołem? Właśnie ją Pan rozpętał. Na pociechę powiem Panu, że nie ma Pan szans - Bóg jest po naszej stronie.

środa, 18 czerwca 2008

Tryumf niesprawiedliwości

Zabili dziecko. Pewnie teraz są bardzo zadowoleni z siebie: ludzie z SLD, z Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny i inni apostołowie ciemności.

...a chwała ich w tym, czego winni się wstydzić...

Nam pozostaje modlitwa za matkę i za dziecko. Dziecko jest w rękach Boga, ale matka została sama z własnym cieniem, z własną historią. Z pamięcią o tym, co było i co mogłoby się stać, gdyby zadecydowała inaczej. I za nią trzeba się nadal modlić. I za tych, co ją do krawędzi doprowadzili też, choć św. Jan pisze, że nie poleca, by się modlić za tych, których grzech sprowadza śmierć...

Z kręgu śmierci nie jest łatwo wrócić. W zasadzie człowiek sam wrócić nie jest w stanie, nie jest wstanie sam się stamtąd wydobyć. To nie znaczy, że w ciemności nie da się żyć. Niektórym się udaje - rozświetlają ją sobie agresją, nienawiścią. Inni poddają się ciemności i giną pod jej ciężarem. Tylko niektórzy pozwalają, by Światło ich wydobyło i oczyściło na nowo.

poniedziałek, 16 czerwca 2008

3 mecze

Był mecz otwarcia - zamknął nam perspektywy po dwóch bramkach Podolskiego. Ktoś mu chciał nawet za to odebrać polski paszport, którego... nie posiada.

Był mecz o wszystko - gol Rogera ze spalonego i słuszny karny przyznany za faul Lewandowskiego, który wzburzył krew w żyłach kibiców...

I mecz o honor - nasi grali, jakby każdy chciał strzelić bramkę Panu Bogu, a trzeba było strzelać gole Chorwatom. Szkoda słów...

Tyle za komentarz po Euro 2008.

piątek, 13 czerwca 2008

List od położnej

Dostałem dzisiaj od znajomej położnej list. Umieszczam go poniżej w całości jako świadectwo kobiety, która broni życia, która chce pomóc 14 letnie Agacie, i każdej dziewczynie, kobiecie w podobnej sytuacji obronić życie, które nosi w swoim łonie.

* * *

Jestem mamą dorosłego syna i dorastającej córki, jestem też położną. I jestem przerażona sprawą 14 letniej Agaty, a właściwie tym, co się wokół niej dzieje. Zamiast wsparcia, uszanowania prywatności, otrzymała rozgłos medialny, którego niewątpliwie nie chce. Sam rozgłos jest jednak niczym w porównaniu z tym, że tłumaczy się jej, iż powinna zabić swoje dziecko. Dlaczego urodzenie dziecka ma być tragedią, a jego zabicie nie? Agata, jak sądzę, nie bez powodu wycofała swoją zgodę na aborcję, nie bez powodu chce rozmawiać z ludźmi, którzy szanują tego Maleńkiego Człowieka, który w niej rośnie. Bo - jak sądzę - ona czuje, że to jest dziecko. Nie coś tylko Ktoś.

Kiedyś i ja stoczyłam mniejszą, ale jednak walkę o nie poddanie się aborcji. Byłam w o tyle lepszej sytuacji, że byłam już pełnoletnia i wiedziałam, że nikt mnie do aborcji zmusić nie może, że nikt jej bez mojej zgody nie wykona, i że nie jestem sama, bo jest ze mną ojciec dziecka. Niestety, reszta naszych najbliższych była decyzji o urodzeniu przeciwna. Naciskali ze wszech miar. Na szczęście znalazła się jedna ciotka, która absolutnie poparła naszą decyzję. To było naprawdę budujące przeżycie.

Agata też znalazła takich ludzi, wiec teraz powinniśmy uszanować jej decyzję, odkładając na bok nasze obawy, czy sobie poradzi i jak to będzie. Jeśli coś powinniśmy zrobić, to zadbać o wyciszenie szumu wokół Młodej Mamy i jej dziecka, i wspomóc ją tak, jak tego potrzebuje. Skoro zaś o lękach i obawach mowa, to znacznie większe powinniśmy mieć, namawiając ją do poddania się aborcji i do życia z jej konsekwencjami. Czy decydujemy się urodzić czy nie, każda z tych decyzji pociąga za sobą konsekwencje. Jestem przekonana, że znacznie łatwiej udźwignąć te wynikające z posiadania dziecka w młodym wieku, niż z decyzji, żeby ciążę usunąć. Niewątpliwie Agata będzie potrzebowała ogromnego wsparcia w wychowywaniu dziecka, może nawet należałoby powiedzieć, że wychowywanie dziecka przypadnie jej bliskim, a ona będzie raczej temu wychowywaniu się przyglądała niż w nim uczestniczyła. Nie wiem, jakie decyzje podejmie, ale wiem, że dorośli w jej otoczeniu powinni jej pomóc być przy dziecku, jeśli taką właśnie decyzję podejmie.

Jeszcze dwa słowa o moim doświadczeniu. Nie mam żalu ani pretensji do moich bliskich, za to, jak zachowali się wtedy, gdy im powiedziałam, że jestem w ciąży - tym bardziej, że w końcu moją decyzję zaakceptowali. Po kilku latach przeprosili zresztą za te trudne dla nas wszystkich chwile nacisku. Myślę, że to, co się wówczas działo, było przede wszystkim wynikiem strachu, a ten jest absolutnie ludzkim uczuciem, towarzyszy nam bardzo często, nierzadko kierując naszymi decyzjami. Tak już jest i nie ma sensu obrażać się na rzeczywistość.

Jako mama myślę, że wprowadzenie dziecka w świat, wychowanie go, polega również na tym, a może nawet przede wszystkim na tym, żeby przekazać mu szacunek dla życia, każdego życia. I tu pojawia się jeszcze mój zawód. Jak napisałam, jestem położną i myślę, że bycie dobrą położna musi się wiązać z uszanowaniem życia właśnie. Niestety, jako słuchaczka szkoły położnych musiałam być obecna przy aborcji. To było przeżycie straszne, wstrząsające, którego nigdy nie zapomnę. Ale jest i pozytywny aspekt tego wydarzenia. Coś, co zawsze czułam, że człowiek jest człowiekiem od poczęcia, zostało naocznie potwierdzone. Zobaczyłam maleńkiego, kilkucentymetrowego Człowieka, który w brutalny sposób został wyciągnięty z mamy i miał być potraktowany jak "odpad medyczny". To przeżycie jeszcze bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że każdemu życiu należy się szacunek, że trzeba tego uczyć dzieci od samego początku, a może nie tyle uczyć, ile wspierać w nich to poczucie, które mają. Widzę ten szacunek u moich dzieci. Widzę go w innych rodzinach, zwłaszcza, kiedy starsze rodzeństwo czeka na to, które ma się dopiero urodzić. Koszmar aborcji, której byłam świadkiem, pogłębił też moją świadomość, jak bardzo delikatne jest to nowe Życie.

Dziś z wielkim szacunkiem staram się odnosić do wszystkich kobiet, do wszystkich rodzin, z którymi dane mi jest pracować. Z najgłębszym szacunkiem odnoszę się do podejmowanych przez nie decyzji, starając się w miarę możliwości udzielić wsparcia, którego potrzebują.

Dlatego jako kobieta, mama, położna chciałabym Agacie życzyć radości, jaką odczuwa każdy rodzic obserwujący dorastanie dziecka. Jeśli mogłabym jej w czymkolwiek pomóc, choćby podzieleniem się swoim doświadczeniem, zostawiam w redakcji kontakt do mnie, żeby w razie potrzeby czy ochoty, mogła z niego skorzystać.

Monika Staszewska, położna

* * *

List został opublikowany za zgodą autorki. Ukaże się w "Gazecie Wyborczej" 17 czerwca 2008.